Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezenty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 czerwca 2012

Zgadnij Kotku... :)

Wczoraj Pan Kurier zaskoczył mnie niespodziewaną paczuszką ze Świata Książki.

Znalazłam w niej:


Nie wiem, jak nazwać to niebieskie coś, może po prostu ochraniacz na książki? Jak zwał, tak zwał, dla mnie jest to rzecz idealna, gdyż niestety, zdarza mi się książki niszczyć. A to pozaginam rogi, nosząc je w torbie, to znowu tak się zaczytam, że złapie mnie deszcz i zanim dobiegnę do domu, w książkę zdążą wsiąknąć litry wody (taki los spotkał Potem Rosamund Lupton, nad czym bardzo ubolewam). Dlatego z prezentu jestem bardzo, bardzo zadowolona. Mała rzecz, a cieszy :)



Zainspirowana napisem na niebieskim czymś, wymyśliłam małą zagadkę. Zgadnijcie, jakie ulubione książki schowałam do środka. Zupełnie przypadkiem wydał je właśnie Świat Książki, w 1997 roku :)

poniedziałek, 26 grudnia 2011

A ja lubię święta, boooo... :)

Booo... dostaje się fajne prezenty, albo można sobie bezkarnie nakupować książek i głupio tłumaczyć, że przecież trzeba w święta kupować, żeby gospodarka w kraju nie padła. I tak wzbogaciłam się o:
- "Trucicielkę" Schmitta - Dorotka, dziękuję!
- "Mapę i terytorium" Houellebecqa - dziękuję samej sobie;
- "Marzenia i tajemnice" Danuty Wałęsy - mama dziękuję mi, ale że wszystko zostaje w rodzinie, to czuję się współwłaścicielką;
- Elif Safak "Lustra miasta" - Magdalenka, jesteś wielka!;
- "Każdy szczyt ma swój Czubaszek" - Skarletka dziękuję Skarletce!;
- "Fotografię smaku" Nasierowskiej i Majewskiego - Anuś, zapraszam na kopertki z marmoladą! :)

A poza tym obejrzałam dwa głupie filmy, których plakaty znajdują się poniżej - pierwszy słodki, że aż zęby bolą, drugi przewidywalny do bólu. Ale co innego miałam oglądać, skoro "Kevina samego w domu" puścili już w Mikołajki?


No i jeszcze dodam, że w tym roku obwód mojej talii pozostanie niezmieniony, a wręcz się zmniejszy, gdyż dzień przed Wigilią dopadł mnie jakiś wirus, mój żołądek zaczął fikać koziołki i z pyszności wigilijnych zjadłam tylko lukier i chleb z masłem. O! :)

Miłego dalszego świętowania!

niedziela, 26 grudnia 2010

Książkowy Mikołaj był i przyniósł mi KSIĄŻKI :)


W tym roku, tydzień przed "oficjalnym" dniem rozdawania prezentów, wzięłam sprawy w swoje ręce i sprezentowałam sobie cztery książki Camilli Lackberg - wystarczyło, że moja przyjaciółka użyła w rozmowie telefonicznej zwrotu "skandynawskie kryminały" i chęć posiadania okazała się silniejsza niż zdrowy rozsądek :) A Liza Marklund stanowi świetne uzupełnienie tego stosiku.

Ponadto mam jeszcze Pamuka, mam "Lekką komedię" Mendozy (hahaha!) i "W oparach absurdu" Tuwima i Słonimskiego (ach, jak ten Mikołaj mnie zna!).

Czy muszę dodawać, że święta uważam za bardzo udane :)?

PS Nie zdawałam sobie sprawy, jaki mam bałagan, dopóki nie zrobiłam zdjęcia...

wtorek, 28 września 2010

A co ty wiesz o Tyrmandzie? (STOS)

Taki oto stos książek Leopolda Tyrmanda przyszedł do mnie dzięki uprzejmości portalu granice.pl oraz wydawnictwa MG. Oczywiście aż podskoczyłam z radości na widok książek, bo jak tu się nie cieszyć, skoro jedynym egzemplarzem Tyrmanda jaki mam w domu jest książką "Zły", kupiona na wyprzedaży w bibliotece za złotówkę, za to w stanie "gorzej być nie może"?


Przyznaję, kilka lat temu czytałam kilka książek Tyrmanda, ale nie mogę powiedzieć, że znam dobrze jego twórczość. Nie zmienia to jednak faktu, że opierając się na wrażeniach, jakie zostały mi po tamtej lekturze, uważam, że niesłusznie Tyrmanda się obecnie prawie nie czyta. Dlatego też cieszę się, że wydawnictwo MG wznawia jego książki, a chyba jeszcze bardziej z tego, że od kilku dni mam je na półce:). Ruszyła też specjalna strona poświęcona autorowi,którą polecam (tyrmand.pl)Co ciekawe, wśród nich znajduje się książka wyjątkowa, zawierająca niepublikowane dotąd teksty tego autora.

Tym bardziej jest mi miło zapowiedzieć, że w następnym tygodniu (lub może jeszcze w ten weekend) będzie można u mnie wygrać AŻ trzy egzemplarze książki pt."Pokój ludziom dobrej woli". Serdecznie zapraszam!

poniedziałek, 13 września 2010

Lektura znakomita! (Czytelniczka znakomita - Alan Bennett)


"Czytelniczka znakomita" to mój tegoroczny prezent urodzinowy, który dostałam od osoby, którą także można nazwać Czytelniczką Znakomitą - od mojej przyjaciółki Ani. Anuś, ogromnie się cieszę, że mi się ta książka podobała, gdyż trochę głupio by było teraz napisać, że kupiłaś mi głupią książkę :) A tak lektura była udana, więc mogę sobie pisać spokojnie.

"Czytelniczka znakomita" to książka o pasji, dość późno odkrytej. Brytyjska monarchini któregoś dnia trafia na obwoźną bibliotekę... i zaczyna się. Nudzą ją przydługie spotkania, szkoda jej czasu na "uświetnianie swoją obecnością" kolejnego spotkania - ona, tak jak ja, woli sobie poczytać. Mało tego. W którymś momencie przestaje jej to wystarczać i postanawia napisać własną książkę.

I tyle, jeśli chodzi o treść, ale ja miałam ogromną frajdę czytając tę książkę. Przede wszystkim zawiera ona mnóstwo uwag o czytelnictwie i czytelnikach, np. taką, że czytanie jest samolubne, z czym ja się poniekąd zgadzam. Albo też taką, że czytanie jest bierne, w odróżnieniu od pisania i jeśli kiedyś zdarzy mi się spełnić jedno ze swoich marzeń, to wprowadzanie go w czyn zacznę od właśnie takiej konkluzji. Ponadto bardzo spodobało mi się stwierdzenie, że to nie jest tak, iż autor robi łaskę czytelnikowi, dzieląc się z nim tym, co mu w duszy gra. To czytelnik wyświadcza przysługę autorowi w chwili, kiedy decyduje się poznać jego dzieła. I tak dalej.

Książkę "Czytelniczka znakomita" stawiam na jednej półce z "Domem z papieru", "Księgą rzeczy utraconych" czy moim ulubionym "Przyślę panu list i klucz" i mam nadzieję, że to zestawienie samo w sobie stanowi rekomendację :)

A. Bennett, Czytelniczka znakomita, tłum. Ewa Rajewska, wyd. Media Rodzina, Poznań 2009, s. 112.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Miłość na plakietce, czyli... PRZYPNIJ SIĘ!

Pamiętacie może ten post? Pisałam w nim, że czasem to, iż się kocha książki jest widoczne gołym okiem. Wtedy pisałam o włosach, dziś będzie o swojego rodzaju manifeście.

"Książkowe" przypinki wypatrzyłam w sierpniowym numerze Twojego Stylu. Niewiele myśląc, napisałam do wydawnictwa Prószyński i S-ka, że bardzo bym takie chciała... i kilka dni później już były u mnie.

Chciałam pokazać, jak te przypinki noszę, a właściwie zaczynam nosić, ale dzisiejsza "sesja" w terenie zakończyła się pełnym niepowodzeniem (słabe baterie w aparacie, wiatr, pokrzykiwania Ukochanego, że po co wchodzę tak daleko w te chaszcze). Efekt poniżej:





Wiem, że niewiele na tym zdjęciu widać, dlatego po powrocie do domu i naładowaniu baterii obpstrykałam je jeszcze raz:


I chociaż nie uważam się za gadżeciarę, czuję wielką dumę, kiedy na nie patrzę :) I teraz już nikt patrząc na mnie nie może mieć wątpliwości, z kim ma do czynienia :))))))

niedziela, 8 sierpnia 2010

Komu książkę, komu? Czyli konkurs z siecią MATRAS :)


Dzisiejszy konkurs jest wynikiem współpracy, jaką udało mi się nawiązać z siecią księgarni Matras. Pisałam już tutaj kilka razy, że książki najczęściej kupuję w bełchatowskim Matrasie, nie tylko ze względu na promocje, lecz także przemiłą obsługę :)

Dlatego tym bardziej się cieszę, że książka, którą można u mnie wygrać, pochodzi właśnie z Matrasu.

A wygrać można nowiutki (no dobrze: podczytywany przeze mnie) egzemplarz książki Richeele Mead "Marzenia Sukuba", czyli książkę z serii reklamowanej jako "dziennik Bridget Jones z piekła rodem". Książka, mówiąc bardzo oględnie, opowiada o miłosnych perypetiach Georginy, która jednak nie martwi się o to, jak zdobyć faceta, tylko o to, jak go przypadkiem nie zabić... Więcej napiszę, jak doczytam do końca :)


Zasady konkursu są bardzo proste: proszę odpowiedzić na pytanie, gdzie znajduje się najstarsza księgarnia Europy, w której obecnie mieści się jedna z księgarni sieci Matras.

Na odpowiedź czekam w komentarzach i zdaję sobie sprawę, że to pytanie jest właściwie pro forma :)

Na odpowiedzi czekam do środy, do godziny 20, w czwartek maszyna losująca pójdzie w ruch :)

czwartek, 5 sierpnia 2010

O takich książkach mówi się: "ciepłe" (Zamówienie z Francji - Anna J. Szepielak)



Rzadko zdarza mi się pisać o książce, której autorkę znam. Chociaż w przypadku Ani Szepielak słowo "znam" jest nieco na wyrost, gdyż nasza znajomość nie wyszła poza wysyłanie maili i jednej przemiłej przesyłki, którą otrzymałam. Przesyłka zawierała świetne kolczyki (dziękuję!), książkę "Nie licząc psa" (dziękuję!) i książkę (debiutancką), której Ania jest autorką (z autografem!) - "Zamówienie z Francji". I naprawdę się cieszę z faktu, że świetnie mi się tę powieść czytało, gdyż gdyby książka okazała się kiepska, musiałabym napisać pierwszą na tym blogu nieszczerą recenzję (wszak otrzymane prezenty do czegoś zobowiązują ;) ) (oczywiście piszę to, puszczając oczko - żeby nie było! )

"Zamówienia z Francji" to powieść adresowana do kobiet w różnym wieku, gdyż w trakcie lektury biłam się z mamą o egzemplarz - obie się wciągnęłyśmy i dziwnym trafem obie chciałyśmy czytać w tym samym momencie. W moim odczuciu to, co tę książkę wyróżnia od popularnej literatury kobiecej, to klimat retro, w jakim jest utrzymana i to, że prawdopodobieństwo, iż opisane wydarzenia przydadzą się którejś z nas jest naprawdę niewielkie.

Dlaczego? Otóż główna bohaterka, Ewa, dostaje tytułowe zlecenie z Francji (a dokładniej: z Prowansji): ma sfotografować kwiaciarnię dla pewnej rodziny, która we Francji mieszka, ale Polską się fascynuje i interesuje. I ta rodzina jest dla mnie niezwykła: kilka pokoleń mieszka w jednym domu, w którym całe trzecie piętro zajmuje galeria przodków, a kilka pokoi pozostaje zamkniętych, skrywając rodzinne tajemnice. W rodzinie tej niepodzielnie panują kobiety, które zarządzają rodzinnymi firmami. W takiej właśnie scenerii u Ewy objawiają się szczególne zdolności: widzi przeszłość (tak, przeszłość, dobrze napisałam). Tym samym potwierdzają się w u niej zdolności, których chciała się wyprzeć. Jest coś jeszcze, czym autorka intryguje zaraz na początku powieści: otóż oczy kobiety na jednym z portretów są takie same, jak oczy Ewy. Dlaczego? Nie powiem :)

Jak już wielokrotnie tutaj pisałam, uwielbiam wszelkiego rodzaju sagi, historie rodzinne i rodzinne tajemnice, a duża część książki skupia się właśnie na tym. Poza tym bardzo podobała mi się Ewa, główna bohaterka. Niby akcja toczy się w XXI wieku, a Ewa wykonuje "modny" zawód, ale jednak wydaje mi się nieco "niedzisiejsza" - i jest to komplement. Nie goni za kasą, jej zachowania chwilami są nieco egzaltowane, bywa gapowata i roztargniona, a przy tym pilnuje, aby młodzież dbała o piękno języka polskiego. I bardzo się ucieszyłam, kiedy pod koniec powieści przytuliła się do pewnego mężczyzny, który z upodobaniem czytywał Sienkiewicza i Orzeszkową i "choć zasady nieco staroświeckie go przez życie wiodą, to na świecie współczesnym żył i na nogach twardo stał". Są jeszcze tacy mężczyźni :)? Ewa też wątpiła, dopóki nie znalazła... :)

Bardzo miła to książka, do niespiesznego czytania, chociaż rodzinna tajemnica w tle nadaje tempo lekturze, gdyż chce się ją jak najszybciej poznać. I naprawdę cieszyłam się, że "Zamówienia z Francji" nie skupia się na tym, na czym skupia się znaczna część książek pisanych przez kobiety i dla kobiet: mianowicie na tym, jak znaleźć chłopa i zatrzymać go przy sobie.

Polecam!

(A strona autorki znajduje się TU)

A. J. Szepielak, Zamówienia z Francji, wyd. Novae Res, Gdynia 2010, s. 359.

sobota, 3 lipca 2010

Duma książkoholika (stos lipcowy)

- Cześć, jestem Ania i jest książkoholiczką. A co najlepsze, nie zamierzam się z nałogu leczyć, tylko beztrosko go w sobie pielęgnować dalej.


Najbardziej dumna jestem z trzech ostatnich pozycji na górze po lewej stronie, które kupiłam w antykwariacie za niecałe 20 zł. Bardzo tania była też biografia Lewisa Carrolla (14 zł zamiast 49), kupiona już jakiś czas temu w Poznaniu, w taniej książce. 6 zł kosztowały "Harpie, piranie, anioły" Kofty i Domagalik, a 5,5 zł ""Zadyma" Dunin.

Poza tym album "Pie(w)si w Polsce" to wygrana na blogu Kaś, podobnie jak "Lista" z blogu Słowem Malowane i "Kanalia" od Mary. Za "Przystupę" bardzo dziękuję mojej (niech będzie: naszej) Magdalenie.

Zdjęcie oczywiście można powiększyć.

Współuzależnionych pozdrawiam i zostawiam z naszym hymnem.

(Po ponownym spojrzeniu na półki zauważyłam, że przez moją nieuwagę do zdjęcia niezapozowała najnowsza książka Elizabeth Gilbert, dwie książki Magdaleny Samozwaniec i jedna Nabokova).

niedziela, 27 czerwca 2010

Jak jeden dzień... (post urodzinowy)

Ćwierć wieku - to brzmi dumnie, dlatego postanawiam skupić się na milszym aspekcie urodzin: preeeezentach :) A że już kiedyś pisałam, że w pewnych kręgach najmilszym i najbardziej oczekiwanym podarkiem jest książka, więc i tym razem na moich urodzinach nie mogło ich zabraknąć:
Tradycyjnie też nie obyło się bez "podczytywania" jednym okiem:


... i tłumaczenia, że "taaaka była ta książka, normalnie taaaaka duża":
(torba, w której zostały mi przyniesione książki to osobna historia)


Aniu! Piotruś! Dzięki!

czwartek, 10 czerwca 2010

Czy ktoś widział Gurba? (Brak wiadomości od Gurba - Eduardo Mendoza)


Dzień pierwszy

Wygrałam książkę na blogu Prowincjonalnej Nauczycielki.

Dzień któryś z kolei

7:30 czasu polskiego

Wzięłam się za lekturę "Brak wiadomości od Gurba"

7:35

Gurb się zgubił!

7:40

Ziemia to dziwna planeta.

7:41

Popłakałam się ze śmiechu.

7:45

Kolejny raz popłakałam się ze śmiechu.

8:00

To książka o kosmicie w Barcelonie.

8:25

Kosmita zgubił Gurba, czuje się samotny i ląduje na komisariacie.

8:30

To moja pierwsza książka Mendozy i zastanawiam się, czy w trybie natychmiastowym nie kupić sobie hurtem wszystkich pozostałych.

8:40

Nadal brak wiadomości od Gurba.

9:00

Uwielbiam taki absurdalny chwilami humor.

9:21

Tata patrzy na mnie podejrzliwie i pyta, co mi tak wesoło od rana.

9:21

Odpowiadam, że czytam świetną książkę.

9:22

Nadal brak wiadomości od Gurba.

9:34

Kosmita kupuje narty i szusuje w nich latem po ulicach Barcelony. A potem trafia na komisariat.

9:40

Kosmita śpiewa "Całuj mnie, całuj" i szuka żony.

9:50

Nie płaczę, a ryczę ze śmiechu.

10:00

Książka jest rewelacyjna!
... tylko nadal nie ma wiadomości od zaginionego Gurba!

10:01

Polecam, polecam, polecam!

10:30

Wiem, że to nie jest recenzja, ale próbuję pisać tak, jak napisana jest książka, chociaż autor nie ogranicza się do zapisu tylko jednego zdania pod godziną. Generalnie nie lubię książek ani filmów o kosmitach, ale dla tej proponuję wszystkim, którzy także nie lubią, zrobić wyjątek - chociażby po to, żeby przy lekturze pogimnastykować przeponę :)

10:45

Inne książki Mendozy też są takie śmieszne?

11:00

Jest wiadomość od Gurba!

PS Nauczycielko, świetny ten kotek z dziurkacza :)

E. Mendoza, Brak wiadomości od Gurba, wyd. Znak, Kraków 2010, s. 162.

środa, 9 czerwca 2010

O psie, który stał się człowiekiem (M. Bułhakow - Psie serce)


"Mistrz i Małgorzata" to książka będąca jednym z moim największych odkryć w liceum. Pamiętam, że przewracałam strony otwierając szeroko oczy ze zdumienia i szybko doszłam do wniosku, iż jest to jedna z najbardziej niezwykłych książek, jakie czytałam.

Wstyd się przyznać, ale była to pierwsza i ostatnia książka Bułhakowa, po jaką sięgnęłam. Aż do teraz, dzięki uprzejmości Anny Liwii, która podarowała mi "Psie serce" - było to w trakcie mojego tematycznego czytania, kiedy na tapecie były książki o psach.

"Psie serce" mogę potraktować jako uzupełnienie tamtych lektur (recenzje tu, tu, i tu - chociaż ta ostatnia pozycja nie jest tylko o pieskach).

O czym opowiada? O dość ciekawym eksperymencie: pewien szalony doktor przeszczepia znalezionemu psu ludzką przysadkę mózgową. Pies przed operacją może i nie był najgrzeczniejszy, ale miał swój urok. Po zabiegu zamienia się w człowieka, który jednak z upodobaniem poluje na koty (pies zawsze wyjdzie z człowieka?), odszczekuje się doktorowi, knuje przeciwko niemu, jest cyniczny, złośliwy i zupełnie nie daje się z nim wytrzymać - zero wdzięczności za to, że doktor kiedyś uratował mu życie! Krótko mówiąc: pies otrzymuje nie tylko ludzki organ, ale wraz z nim wszczepiono mu wszystkie najgorsze cechy ludzkie.

Świat w tym opowiadaniu jest groteskowy, na opak, ludzie uwikłani w politykę, która ogłupia i demoralizuje, a pojęcia takie jak "moralność", "dobro" czy "prawda" gdzieś się zagubiły. Skojarzenia i porównania z "Mistrzem i Małgorzatą" są nieuniknione, można powiedzieć, że to kolejna wariacja na ten sam temat.

Podsumowując: cieszę się, że przeczytałam to opowiadanie, bo to bardzo dobra lektura na jeden wieczór. A że postanowiłam czytać i "gigantów" literatury (a Bułhakowa chyba można tak nazwać), i książki starsze - dlatego cieszę się tym bardziej :)

M. Bułhakow, Psie serce, wyd. Iskry, Warszawa 1989, s.96.

(Nawiasem mówiąc trafiłam na loterię, w której można wygrać książki, szczegóły na blogu Ewiki)

poniedziałek, 24 maja 2010

Urodziny mola (fotorelacja z cyklu "Książka i dziewczyna":))

Nie mogłam się powstrzymać, by nie wrzucić tych zdjęć, zrobionych w sobotę na urodzinach mojej najlepszej przyjaciółki, tak samo zakręconej na punkcie czytania jak ja - dzięki temu nigdy nie mamy problemu co Ani kupić. Odpowiedź jest jedna: KSIĄŻKI!

Były zdjęcia przy torcie, były zdjęcia z szampanem, ale na koniec i tak rozsadziłyśmy się do rodzinnego zdjęcia z książkami (no, prawie rodzinnego, gdyż brakuje Cię na nim, Magdalenka!)
Jak to się mówi... mól zawsze wyjdzie z człowieka!


Aneczka! Życzenia już były, zresztą wszystkiego najlepszego życzę Ci nie tylko od święta. Teraz paść musi sakramentalne pytanie: a jak przeczytasz, to pożyczysz mi te książki :)??

piątek, 21 maja 2010

Stosik prezentowy, czyli o tym, co Skarletka wygrała :)

Jeśli ktoś miałby jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, iż z prowadzenie bloga o książkach płyną same korzyści, proszę spojrzeć na powyższe zdjęcie. Żadnej z książek ułożonych w stosik nie kupiłam, wszystkie książki wygrałam lub dostała.

I tak:

Za "Grubą" ślicznie dziękuję Lili.

Za "Psie serce" składam podziękowania Annie Liwii, która podarowała mi także zdjęcie uroczego futrzaka - widać go na zdjęciu. Aniu, dziękuję: jako miłośniczka kotów ustawiłam fotkę w widocznym miejscu i teraz się chwalę, że "dooostałam" :)

Izusr, nie wiedząc, że uuuwielniam ręcznie robioną biżuterię, oprócz "Długiej Berty", włożyła do paczki świetne, bajecznie kolorowe kolczyki, które już zaczęłam nosić. Dziękuję Ci Izusr bardzo! :)

A to, że moja biblioteczka wzbogaciła się o "Obcego" to zasługa Lilithin, której także ślicznie dziękuję :)

Czy ktoś się orientuje, kiedy będzie jakaś większa kwota do wygrania w totka? Bo chyba zagram :)

PS Zdjęcie oczywiście można powiększyć.

czwartek, 29 kwietnia 2010

Czytanie tematyczne: Człowiek krukowi waranem (Zwierz w łóżku - Dorota Sumińska)


Miałam pokazać najnowsze nabytki, ale mój aparat dzisiaj rano zaczął żyć własnym życiem i odmówił zrobienia zdjęć. Więc napiszę o książce Doroty Sumińskiej pt. "Zwierz w łóżku". Nie wypada mi o niej pisać źle z dwóch względów:

po pierwsze primo: książkę dostałam od Zająca, którego sponsorowały moje przyjaciółki: Ania i Magdalena;

po drugie primo: książkę podczytuję sobie od świąt, po kilka stron dziennie i sprawia mi to wiele frajdy.

Dorota Sumińska jest lekarzem weterynarii, miłośniczką zwierząt i ich znawczynią, a także istotą społeczną, która obserwuje zwyczaje rasy ludzkiej i porównuje je do zwyczajów zwierząt maści wszelkiej.

Swoją książkę podzieliła na cztery części. Pierwsza, o wymownym tytule: "Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz" mówi o zalotach. Zalotach zwierząt, które są powielane w świecie ludzkim. Przekonuje, że od Fafika do Zdziśka wcale nie taka daleka droga.

Druga część mówi "emocjach, które trudno opisać słowami". Okazuje się, że nie tylko ludzie przytulają się, całują i skrapiają perfumami, zwierzęta także, z tymże to nie my wymyśliliśmy te zachowania: w świecie fauny istnieją od milionów lat, u nas zaledwie od tysięcy.

Dwie pozostałe części opowiadają o dziwnych sposobach wyrażania uczuć oraz przedstawiają najdziwniejsze relacje, jakie mogą łączyć ludzi i zwierzęta.

Bardzo spodobała mi się historia pewnej malarki, której wrażliwa dusza pokochała warany Waran wygląda tak. Po kilku miesiącach spędzonych wśród tych zwierząt, bez żadnego przygotowania!, oznajmiła, że jest waranem, a te pozwalały jej wyciągać sobie ciernie z łap. Potulne jak baranki!

"Zwierz w łóżku" w pierwszej chwili wydał mi się książką nieco schematyczną, gdyż teksty z pierwszej części zbudowane są według tego samego schematu. Potem jednak było już tylko lepiej. Nie wiem, jak wyglądałaby lektura tej książki "za jednym posiedzeniem", gdyż czytałam na raty i takie czytanie polecam. A gdzie w tym wszystkim są psy? Otóż autorka co chwila pisze o swoich czworonogach i moich absolutnych faworytach: ruchliwym "zakochanym kundlu" Drapku oraz jego wiernym towarzyszu, ważącym 80 kilo Ciapku :) Że o jeżu Cholerku nie wspomnę...

Wnioski, jakie nasunęły mi się po lekturze, są dwa:

Po pierwsze primo: człowiek, choćby nie wiem jak kulturalny, nie zwalczy swoje zwierzęcej natury (czytaj: zwierz zawsze wyjdzie z człowieka)

Po drugie też primo: człowiek nie pochodzi od małpy :)

D. Sumińska, Zwierz w łóżku, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009, s. 280.

piątek, 5 marca 2010

Mikołajek + Dziękuję za książkowe prezenety!


Czy muszę komuś przedstawiać tego pana? Proszę Państwa: oto
Mikołajek - najbardziej niesforny chłopiec świata:) Przygodami Mikołajka zaczytywałam się, gdy chodziłam do podstawówki. Czytałam w klasie, na przerwie, na ławce i pod ławką, jeśli trzeba było. No bo co w końcu, kurczę blade? :) Poczytać sobie nie można? Kiedy teraz, po kilkunastu latach (uuu, jak to brzmi!) wróciłam do lektury, podobało mi się tak samo, a może i jeszcze bardziej. Wcześniej być może nie zauważałam sytuacji, przy których teraz pękam ze śmiechu i nie dostrzegłam, jak zabawnie w tej książce ukazani są dorośli. A Mikołaja zaczęłam podziwiać za umiejętność rozpłakania się na zawołanie, celne spostrzeżenia i powalającą wręcz logikę jaką wykazuje w myśleniu. Szkoda tylko, że przeważnie kończy się to fangą w nos.

Kolmanka napisała, iż czyta sobie przygody Mikołajka przed zaśnięciem. Też miałam taki pomysł, niestety, nie wyszło. Owszem, wczoraj wieczorem zaczęłam, dzisiaj skończyłam, co chwila rycząc ze śmiechu. Nie zestarzał się Mikołajek nic a nic. I moim dzieciom też go będę czytała - na 200%.

A sama chciałam bardzo podziękować autorce bloga Zacisze Wyśnione i Agnes.
Tej pierwszej dziękuję za książki o kotach, za które też, bonusowo, dziękuję i moja Galina :)
Agnes natomiast dziękuję za "Księgę rzeczy utraconych" i śliczną zakładkę magnesową z kotami - lepiej trafić nie mogła:)