Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lipca 2020

O zbrodniach - lekko i merytorycznie (Motyw ukryty - Katarzyna Bonda, Bogdan Lach - RECENZJA)

Bardzo lubię Katarzynę Bondę w duecie z Bogdanem Lachem. Ona ma świetne pióro do opowiadania historii kryminalnych, on - przeogromną wiedzę o zbrodniach, zbrodniarzach, ofiarach. Kilka lat temu z wypiekami na twarzy czytałam Zbrodnię niedoskonałą, teraz - z nie mniejszym entuzjazmem sięgnęłam po Motyw ukryty. I, co było do przewidzenia, nie rozczarowałam się.


środa, 20 maja 2020

Historia to niesłychana... (Recenzja książki Nikt się nie dowie Agnieszki Pietrzyk)

Historia to niesłychana/
Pani okłamywała pana...

... a pan  nie pozostawał jej dłużny. 
Powieść, w której nic nie jest takie, jak się wydaje, powieść, w której wszyscy mają sekrety, powieść, która udowadnia, że idealne rodziny nie istnieją - właśnie taka jest książka Agnieszki Pietrzyk Nikt się nie dowie


wtorek, 21 kwietnia 2020

Największy gniew rodzi się w ciszy (Wrzask - Izabela Janiszewska - recenzja książki)

Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po lekturze Wrzasku Izabeli Janiszewskiej brzmiała mniej więcej tak: Proszę, proszę, proszę, niech druga część ukaże się szybko! Autorka opowiedziała bowiem pokręconą, wielowątkową historię i ja bardzo chciałabym mieć te wszystkie wątki w głowie w chwili, gdy zacznę czytać kontynuację - bo co do tego, że po nią sięgnę, nie mam najmniejszych wątpliwości!



poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Psychiatryk i powojenna zbrodnia (Recenzja książki Tabu Prandzioch)

Ja nie wiem, co mają w sobie te książki, których akcja dzieje w szpitalu psychiatrycznym. Ciągną mnie jak magnes, kuszą, wołają "przeczytaj mnie, przeczytaj". I czytam - no bo jak inaczej?




niedziela, 23 września 2018

Nowe przygody eks - gliniarza (Recenzja książki "Kręgi" Zbigniewa Zborowskiego)

Kiedy nieco ponad rok temu czytałam Skazę, pierwszy tom o komisarzu Bartoszu Koneckim, miałam mieszane uczucia. Z jednej strony: fajny pomysł, dobrze poprowadzona fabuła, z drugiej: nieco irytujący bohater, zmęczony życiem glina po przejściach. Po Kręgi sięgnęłam, Sprawdźcie!



wtorek, 26 czerwca 2018

Książka jak filmy Hitchcocka (Recenzja książki 40 godzin Kathrin Lange)

Och, jak mi się chciało takiej książki!
Mocnej, z wartką akcją, która na kilka godzin wbije mnie w fotel i nie pozwoli się odłożyć.
40 godzin Kathrin Lange - znacie? Nie? To posłuchajcie.


poniedziałek, 18 czerwca 2018

Jak po sznurku (Recenzja książki Obrączka diabła - Vidar Sundstol)

Oj, wiele sobie po tej książce obiecywałam.
Bo obiecano mi opowieść na styku nowoczesności i pradawnych wierzeń.
Obiecano mi osobliwych głównych bohaterów: prywatnego detektywa oraz bibliotekarkę z szaloną fryzurą.
Wreszcie: obiecano mi mroczny thriller ze Skandynawii, a dla mnie już samo to jest świetną rekomendacją.

Jak myślicie: Obrączka diabła spełnia oczekiwania czy też nie?



wtorek, 24 października 2017

Dziwny duet: panna bez emocji i psycholog kryminalny (Recenzja książki Dyskretne szaleństwo Mindy McGinnis)

Gotycki thriller.
Szpital psychiatryczny i chora psychicznie dziewczyna.
Różne oblicze szaleństwa. 
Seryjny zabójca.
A wreszcie: świetna okładka i intrygujący tytuł.

Niby wszystko jest. A jednak. Nie zaiskrzyło.



czwartek, 27 lipca 2017

Czyżby polski Harry Hole? (Recenzja książki Skaza Zbigniewa Zborowskiego)

Rzadko zdarza się tak, że zupełnie nie mam pomysłu na to, jak zacząć recenzję. Skaza bowiem obfituje w wątki, bohaterów, miejsca, detale. Jednym słowem: dużo się w tym kryminale dzieje, na prawie czterystu stronach autor dużo zmieścił. Szczerze? Na początku trudno mi się było w tym wszystkim odnaleźć, wytrwale jednak czytałam dalej wierząc, że każdy element tej kryminalnej układanki ładnie wskoczy na swoje miejsce na ostatnich stronach powieści. Czy tak się stało?



środa, 28 maja 2014

Kolejna książka "do połknięcia" (Śnieżka musi umrzeć - Neli Neuhaus)

Kiedyś krygowałam się za każdym razem, kiedy miałam pisać recenzję kryminału. Że się nie znam, że rzadko je czytam, że żaden tam ze mnie znawca. Teraz kryguję się z innego powodu: 90% kryminałów, które trafiają w moje ręce uważam za dobre lub bardzo dobre. Czyli co? Albo mam szczęście do tego gatunku, albo nie potrafię obiektywnie go ocenić? Jakby nie było: Śnieżka musi umrzeć podobała mi się... bardzo!


niedziela, 19 stycznia 2014

Ciapa na tropie zaginionej (Inspektor Kres i zaginiona - Agnieszka Turzyniecka)

Inspektor Kres i Zaginiona - książką, którą przeczytać musiałam. Akcja dzieje się bowiem w Piotrkowie Trybunalskim i jego okolicach, czyli miejscach, które świetnie znam. Komisariat na Szkolnej, Uszczyn, Sulejów, Bugaj - brzmi bardziej, niż znajomo.


czwartek, 2 stycznia 2014

Tyle plusów, co minusów (Niewidzialny strażnik - Dolores Redondo)

Nowy Rok rozpoczęłam z książką, w której dostrzegam tyle samo plusów, co minusów. Uwielbiam wszystkie pozycje wydane w Czarnej Serii - ta jednak specjalnego zachwytu we mnie nie wzbudziła. Z drugiej strony... W tej chwili czyta ją moja koleżanka i dziś rano otrzymałam smsa o treści: Co Ty chcesz od tej książki? Dobra!




niedziela, 3 listopada 2013

Zbrodnia w sąsiedztwie Muminków (Plac dla dziewczynek - Lena Oskarsson)

Tytuł: Plac dla dziewczynek
Autor: Lena Oskarsson
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 388

Melduję, iż trafiłam na kolejną bardzo ciekawą autorkę kryminałów :) 

W moim posiadaniu znalazła się książka Czarne tango Leny Oskarsson, jednak nauczona tym doświadczeniem stwierdziłam, że zanim po nią sięgnę, zapoznam się z tym, co autorka napisała wcześniej. A napisała Plac dla dziewczynek, książkę, której akcja dzieje się nad malowniczym, choć nieco ponurym jeziorem Skiresjon, niedaleko miejsca, gdzie urodziła się Astrid Lindgren. 

Zaczyna się nieco banalnie: sielską atmosferę małego miasteczka burzy morderstwo. Ginie młoda kobieta, która zdaje się nie mieć wrogów i która odbierana była jaka ciepła, uczynna osoba. Jakiś czas potem dochodzi do kolejnej zbrodni - ofiarą ponownie jest młoda kobieta, która zdaje się nie mieć wrogów... itd. Przypadek? Czy może dzieło seryjnego mordercy? Ale zaraz! Skąd seryjny morderca na szwedzkiej prowincji?

Lokalna policja prowadzi śledztwo tak, że od razu wiadomo, że niczego nie odkryje. Cała nadzieja w Zuzie Wolny, emigrantce z Polski, która zaczyna węszyć na własną rękę i przy okazji romansować z funkcjonariuszem. 

W książce Leny Oskarsson na uwagę zasługują dwie rzeczy. Przede wszystkim: bohaterowie. Wspomina już Zuza to twarda, charakterna babka. Jej sąsiadem jest sławny, niepokojący fotograf, który słynie z zamiłowania do uwieczniania makabrycznych scen. W oko wpada mu nastoletnia fanka Lady Gagi, wszelkimi sposobami próbująca upodobnić do swojej idolki. Jej matką jest lokalna piękność, powoli tracąca kontakt z rzeczywistością, wieczory zaś umila sobie koktajlami, stanowiącymi mieszaninę alkoholu i leków. 

Druga rzecz, która mi się spodobała to fakt, że autorka nie skupia się na pracy policji i postępach w śledztwie (zresztą: tych jest niewiele). Pokazuje natomiast niewielką społeczność "po katastrofie". I obrazuje ją w taki sposób, że ja o zabicie dwóch kobiet podejrzewałam każdego, włączając w to policjanta i pacjentów domu spokojnej starości. Uczciwie dodam, że wszelkie moje tropy okazały się błędne.

I tyle o Placu dla dziewczynek - książce, którą przeczytałam w dwa dni i od razu sięgnęłam po kontynuację. Miejcie na uwadze autorkę, co prawda mojej ulubionej Carin Gerhardsen nie przebija, ale do grona lubianych autorów kryminałów mogę ją spokojnie zaliczyć :)

czwartek, 10 października 2013

Ale falstart! (Wodne anioły - Mons Kallentoft)


Tytuł: Wodne anioły
Autor: Mons Kallentoft
Wydawnictwo: Rebis (dziękuję!)
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 429

Takiej historii czytelniczej jeszcze nie miałam! Ooo, nowy Mons Kallentoft! O, pierwsza część nowej serii - super! Nie czytałam jeszcze żadnej książki tego autora, to zacznę od Wodnych aniołów, czemu nie!


I zaczęłam. Seria inspirowana jest czterema żywiołami, jak wskazuje sam tytuł, pierwszy tom to wariacja na temat wody. I rzeczywiście: ten motyw od pierwszych stron książki co jakiś czas się pojawia. 

Książkę na początku czytało mi się dziwnie. Niby wszystko ciekawe i intrygujące, ale miałam wrażenie, że autor przedstawia swoje postaci nijako od końca: pisze o ich teraźniejszości, którą trudno jest zrozumieć, ponieważ nie zna się przeszłości bohaterów. Wiecie, jak to sobie wytłumaczyłam? Autor rzuca czytelnika na głęboką WODĘ - słowo klucz powieści. To dlatego tak wiele w powieści niedopowiedzeń i niejasności, których trzeba się domyślać. Zabieg ten uznałam za genialny!

... a potem zorientowałam się, że książka owszem, otwiera nową serię, ale bohaterowie pozostali bez zmian: autor pisał o nich w już w pięciu wcześniejszych książkach - ja przeczytałam szósty. I cała moja interpretacja, cały mój pomysł z "głęboką wodą" legł z gruzach :)

W przypadku tego autora zaliczyłam więc falstart. Nie zmienia to jednak faktu, że Wodne anioły to książka napisana świetnym językiem (wielkie brawa dla tłumacza!), której klimat chwilami nieco przypominał mi ludowe podania. 

Punkt wyjścia stanowi zabójstwo małżeństwa, które od innych odróżnia tylko to, że adoptowali dziewczynkę z Azji. Kiedy zostają znalezione ich ciała, mała Ella znika bez śladu. Głównym zadaniem charyzmatycznej Malin Fors i jej ekipy staje się odnalezienie dziecka. Sprawa jest tym trudniejsza, że jedna z dobrych koleżanek Malin, także zajmująca się tym śledztwem, adoptowała dziecko z Sajgonu i kwestie te zdają się ze sobą łączyć. 

Czy ktoś z Was czytał wcześniejsze powieści Monsa Kallentofta? Jak Wam się podobały? Ja ze swojej strony gorąco polecam Wodne anioły, a jednocześnie sama już nie mogę się doczekać lektury Ofiary w środku zimy.

czwartek, 3 października 2013

Polski kryminał na 5+ (Uśpienie - Marta Zaborowska)

Tytuł: Uśpienie
Autor: Marta Zaborowska
Wydawnictwo: Czarna Owca (dziękuję!)
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 476

Są takie książki, po których przeczytaniu siedzę... i sprawdzam autora. Dzieje się tak najczęściej w przypadku kryminałów, gdzie co chwila następują zwroty akcji, a opisywane śledztwo, zamiast prostą drogą zmierzać do rozwiązania zagadki, co i rusz komplikuje się i natrafia na przeszkody. Zastanawiam się więc, czy pewne rozwiązania oby na pewno są logiczne i czy autora nie poniosła zbyt bujna wyobraźnia.

Po lekturze pięćdziesięciu pierwszych stron Uśpienia nie miałam wątpliwości: wiem, kto zabił, a cała zabawa pewnie będzie polegać na tym, żeby złapać mordercę. Sto stron później zwątpiłam i podejrzanych miałam już trzech. Po kolejnych kilkudziesięciu stronach  zaczęłam wątpić, kto tak naprawdę w całej tej historii jest czarnym charakterem, a kto stoi po jasnej stronie mocy. Przy końcówce zaś musiałam co chwila przerywać lekturę, by nie pogubić się, kto jest kim i dlaczego robi to, co robi. I zaznaczam to od razu: nie dopatrzyłam się błędów i nielogiczności! Mimo mocno skomplikowanej fabuły, wszystko jest spójne!

Książka Marty Zaborowskiej jest kolejnym fantastycznym kryminałem, na jaki trafiłam w ostatnim czasie. Cieszy to tym bardziej, że Uśpienie to debiut - daj Boże każdemu debiut w takim stylu!

Nie wiem, czy mam na tyle odwagi, by próbować streścić fabułę, punktem wyjścia jest natomiast zabójstwo młodej lekarki, pracującej w szpitalu psychiatrycznym usytuowanym w małym miasteczku niedaleko Warszawy. Nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jeśli napiszę, że podejrzenia od razu padają na Jana Lasotę, pacjenta Anny. Tym bardziej, że mężczyzna o zwichrowanej psychice ucieka ze szpitala w tym samym momencie, kiedy odkryta zostaje zbrodnia. 

W poszukiwania zbiegłego mężczyzny zaangażowana zostaje Julia Krawiec - pani detektyw po przejściach, samotnie wychowująca córkę. Jej wiernym kompanem staje się Artur Maciejewski, psychiatra, który dobrze znał Annę.

Autorka Uśpienia robi wszystko, żeby czytelnik się nie nudził. Przez 476 stron przewija się wiele postaci, a każda z nich ma własną historię, która zostaje opowiedziana. Tak jak pisałam, w powieści nic nie jest oczywiste, czytelnik myśli, że wie, a okazuje się, że... guzik wie! 

Julia Krawiec szaleje: sprawdza trop za tropem, stawia hipotezy, mnożą się kolejne tajemnice... A wszystko to w scenerii małego miasteczka i zamkniętej społeczności szpitala psychiatrycznego, gdzie wydawałoby się, że wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich... a jednak tak naprawdę niewiele osób wie cokolwiek. 

Minusy? Może niektóre postaci są ciut niedopracowane, co wynika z tego, że jest ich sporo. Może niektóre wątki zostały przedstawione zbyt pobieżnie - ale absolutnie nie rzutuje to na odbiór całości. Ja od książki Marty Zaborowskiej nie mogłam się oderwać, przez co zarwałam dwie noce. Ale nie, nie mam o to pretensji. Będę natomiast je miała, jeśli autorka każe długo czekać na swoją kolejną powieść - po takim debiucie ma się ochotę na dużo, dużo więcej.

czwartek, 19 września 2013

Uwięziona (Ona już nie wróci - Hans Koppel)

Tytuł: Ona już nie wróci
Autor: Hans Koppel
Wydawnictwo: Świat Książki (dziękuję!)
Seria: Granice zła
Rok wydania: 2013 
Liczba stron: 303

Dziś moja mama widząc, jak odkładam Ona już nie wróci na stos książek przeczytanych lekko się zdziwiła.
- O, to już ją skończyłaś?
No tak, skończyłam, chociaż powieść trafiła do mnie we wtorek przed wieczorem i miałam ją w planach na następny tydzień. Ale... we wtorek chciałam przeczytać tylko kilka pierwszych stron, a przeczytałam około stu. No a że wczoraj nie mogłam zasnąć... to dziś mogę pisać recenzję :)

Jednej rzeczy powieści z pewnością nie można odmówić: wciąga! I to wciąga tak, że naprawdę nie mogłam jej odłożyć, pochłaniając stronę za stroną. 

Autor nie bawi się z czytelnikiem w żadne gierki i od początku wykłada kawę na ławę. Wiemy, kto porwał Ylvę Zetterberg, kobietę około czterdziestki, o niezbyt dobrej reputacji. Wiemy, gdzie jest więziona i w sumie dość szybko można się domyślić, dlaczego znalazła się w takim położeniu. Wiemy też, że głównym podejrzanym według policji jest mąż Ylvy, Mike - mężczyzna niepewny siebie, który po zniknięciu kobiety najlepiej jak może stara się zająć ich córeczkę, Sanną. Co ciekawe, to on dość szybko stwierdza, że ona już nie wróci

Skoro więc wszystko jest jasne, co sprawiło, że książka trzymała mnie w takim napięciu i przeczytałam ją w trzy godziny? Ano fakt, że Ylva znajdowała się zaledwie kilkaset metrów od swojego domu i podświadomie oczekiwałam, że przecież to niemożliwe, żeby nie została odnaleziona lub żeby nie uwolniła się sama. Tylko jak, jak, jak?

Drugim ciekawym zabiegiem było umieszczenie fragmentów wykładu o tym, w jaki sposób kaci uzyskują psychiczną przewagę nad swoimi ofiarami i sprawiają, że te w którymś momencie nie tylko przestają się bronić, ale też zaczynają solidaryzować się ze swoim prześladowcą. Wszystkie wymienione w trakcie wykładu punkty, a więc m.in. izolacja, głód, poniżenie, korzyści, autor wpisał w historię uwięzionej Ylvy. Nie wiem, jak to o mnie świadczy, ale śledzenie tego procesu było czymś fascynującym.

No i wreszcie: proces zapominania. Ylva początkowo wydawała się osobą, której nie można zastąpić. Córeczka pytała o nią codziennie, mąż po zniknięciu żony był załamany. Minęło kilka miesięcy i, jak to się mówi, życie potoczyło się dalej. W którymś momencie zaczęłam się zastanawiać, co by się stało, gdyby Ylva niespodziewanie wróciła do domu... i odniosłam wrażenie, że chyba nikt by jej nie powitał ze specjalną radością. 

Pierwszą powieść z serii Granice zła uważam za bardzo udaną. I nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam kolejne :)


wtorek, 3 września 2013

Kryminalna perełka (Kołysanka na śmierć - Carin Gerhardsen)


Tytuł: Kołysanka na śmierć
Autor Carin Gerhardsen
Wydawnictwo: Rebis (dziękuję!)
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 334

Carin Gerhardsen niespodziewanie stała się jedną z moich ulubionych autorek kryminałów. Piałam z zachwytu nad Domkiem z piernika - potem książka miałam swoje tournee wśród moich znajomych i wszyscy zgodnie stwierdzili, że to świetna lektura. Nie rozczarowała druga powieść autorki, Najmroczniejsza ciemność, chociaż uznałam ją za ciut słabszą. Natomiast najnowsza, Kołysanka na śmierć, bije swoje poprzedniczki na głowę!

To, co bardzo podoba mi się w książkach o policjantach z Hammarby to fakt, że książki stanowią serię, część wątków z tomu na tom jest kontynuowana i rozwijana. Funkcjonariusze nie zostali zredukowani do roli tych, którzy po prostu mają rozwikłać zagadkę; każdy z nich jest "jakiś" i ma swoją historię, przez co poziom "wciągnięcia" w lekturę wzrasta.

Drugą rzeczą, którą sprawia, że tak dobrze czyta mi się kryminały Carin Gerhardsen jest to, że autorka dwoi się i troi, żeby opisywane zbrodnie były intrygujące i tajemnicze, lecz także widać, iż dokłada wszelkich starań, aby za każdą z nich stała jakaś historia.

W Kołysance na śmierć punktem wyjścia jest zabójstwo młodej, lubianej przez wiele osób Filipinki i jej dwójki dzieci. Kto? Jak? Dlaczego? Te pytanie musiały się pojawić się w trakcie śledztwa, lecz okazuje się, że tę tragedię poprzedziła jeszcze inna, sprzed wielu lat. Wtedy to straciło życie dwóch małych chłopców, na chwilę zostawionych w zamkniętym samochodzie. Jak obie te sprawy się łączą? Odpowiedzi na to pytanie poszuka Conny Sjoberg i jego ekipa.

Z czystej ciekawości sprawdziłam, kim Carin Gerhardsen jest z wykształcenia. I nie, nie jest psychologiem (jest matematykiem), co dla mnie byłoby logiczne, biorąc pod uwagę, jak świetne portrety psychologiczne kreśli. Uważam, że ma wyjątkowy dar do pisania o osobach złamanych, noszących w sobie jakąś mroczną tajemnicę, które przeżyły coś, czego nikt nie chciałby przeżywać. Czytałam sporo kryminałów i znaczna część z nich cieszy tylko w trakcie lektury, zapewniając rozrywkę na kilka godzin. W przypadku tej autorki jest inaczej. Wiem, jak banalne jest to stwierdzenie, ale historie przez nią opowiadane po prostu zostają w pamięci - i nie jestem w tej opinii odosobniona.

Gorąco polecam, a sama z niecierpliwości czekam na kolejne tomy.

środa, 13 marca 2013

Mroczna strona... każdego (Najmroczniejsza ciemność - Carin Gerhardsen)

Tytuł: Najmroczniejsza ciemność
Autor: Carin Gerhardsen
Wydawnictwo: Rebis (dziękuję!)
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 390

I pomyśleć, że jeszcze dwa, trzy lata temu prawie w ogóle nie czytałam kryminałów. Uważałam je za schematyczne, irytujące, głupie i nudne. A wszystko to na podstawie... sama nie wiem czego, bo jak można sobie wyrobić zdanie na temat czegoś, co omija się szerokim łukiem?

Za to teraz... ach! :) Nie ma to jak wyłączać się na kilka godzin, z dobrze napisanym kryminałem w dłoni :)

Carin Gerhardsen miałam okazję poznać już wcześniej, jako autorkę świetnego Domku z piernika - KLIK, oczekiwania wobec Najmroczniejszej ciemności miałam więc dość wysokie. Co mogę powiedzieć po lekturze? Autorka trzyma  bardzo dobry poziom, chociaż, mimo wszystko, pierwsza część cyklu o komisarzu Sonnym Sjobergu podobała mi się ciut bardziej - zaznaczam "ciut".

Akcja Najmroczniejszej ciemności bowiem także została świetnie pomyślana. Ekipa posterunku z Hammarby pracuje równolegle nad dwiema sprawami. Jedna z nich dotyczy nastolatki zamordowanej na promie płynącym ze Szwecji do Finlandii. Ofiarą jest Jennifer, dziewczyna z patologicznej rodziny. Czytelnik poznaje ją na kilkadziesiąt godzin przed śmiercią i wydaje mu się, że wie, kto dokonał mordu.

Druga sprawa jest o wiele bardziej tajemnicza: policjantka znajduje porzucone w krzakach niemowlę, a kawałek dalej zwłoki jego matki. Działania koncentrują się wokół ustalenia tożsamości ofiary, w tym samym czasie jednak pewna rezolutna trzylatka budzi się sama w pustym mieszkaniu... i nie bardzo wie, co powinna robić. 

Już za pierwszym razem, w przypadku Domku z piernika, przede wszystkim doceniłam to, że Carin Gerhardsen w swoich kryminałach pokazuje więcej, niż tylko działania policji. Jej bohaterowie są "jacyś", a sytuacje i dylematy, w jakich zostają postawieni, do najłatwiejszych nie należą. 

Tutaj jest podobnie. Uwagę przykuwa Elise, czternastoletnia siostra zamordowanej Jennifer, która nagle zostaje zupełnie sama i zdaje się tak samo nieporadna, jak trzyletnia Hanna, którą pozostawiano bez opieki. 

Równie ciekawą postacią jest Jocke, chłopak ofiary. Na pierwszy rzut oka wydaje się pewnym siebie mężczyzną, jednak kiedy zajrzeć pod maskę "macho", za którą się skrywa... 

Zaskakuje także prowadzący śledztwo komisarz Conny, do tej pory przykładny mąż i ojciec piątki dzieci. Pozornie niby nic się nie zmienia... skąd jednak w jego snach nagle pojawia się rudowłosa kobieta, od której nijak nie może się uwolnić, także na jawie?

W przypadku tej książki tytuł bardzo adekwatnie oddaje jej treść - może on bowiem dotyczyć zarówno zbrodni, z jakimi mamy do czynienia, jak i ludzkiej natury. Wychodzi bowiem na to, że każdy coś ukrywa, każdy ma swoje "demony", swoją ciemną stronę.

Tak jak po lekturze Domku z piernika, tak i teraz z niecierpliwością będę wypatrywać ciągu dalszego. Autorka bowiem nie doprowadziła do końca wielu wątków, zostawiając sobie otwartą furtkę na interesujący ciąg dalszy.

A ja z przyjemnością mogę jej książki polecić: naprawdę wciągająca lektura!

poniedziałek, 4 marca 2013

Depresja komisarza (Z pustymi rękami - Valerio Varesi)

Tytuł: Z pustymi rękami
Autor: Valerio Varesi
Wydawnictwo: Rebis (dziękuję!)
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 262

Podobały mi się Pokoje do wynajęcia Valerio Varesi, Z Pustymi rękami zaś to godna kontynuacja - być może nawet lepsza od pierwszego tomu.

Akcja, podobnie jak wcześniej, rozgrywa się w Parmie. I o ile w Pokojach do wynajęcia była do Parma zasnuta mgłą, tak tutaj przedstawione zostało miasto o nagrzanych murach, lepkie od potu, dogorywające w upale. A piszę o tym już na początku, gdyż niewiele jest powieści, w których opisywana przestrzeń jest pełnoprawnym bohaterem utworu, a nie tylko tłem dla przedstawianych wydarzeń. Powieść tę wypadałoby czytać z mapą miasta na kolanach, co chwila bowiem pada nazwa ulicy, placu, budynku, przywołane zostają szczegóły z topografii miasta. Miasta, które komisarz Soneri w równym stopniu kocha, co i nienawidzi. 

Z jaką sprawą tym razem przychodzi zmierzyć się komisarzowi, gdy na początku wiadomo niewiele?

- Właśnie zbyt wiele - poprawił go Soneri. - Nie wiem, od którego miejsca zacząć. Co to było? Zwykła kradzież, która się skończyła nieoczekiwanymi komplikacjami, męska prostytutka, konflikt między praczami brudnych pieniędzy, sprawa długów czy rozwścieczone rodzeństwo?

Komisarz, swoim zwyczajem, nie lubi siedzieć za biurkiem. W pracy częściej niż z dowodów znalezionych na miejscu zbrodni, korzysta z rozmów z osobami nawet luźno związanymi ze sprawą, którą prowadzi. Ta aktualna zaś jest wyjątkowo paskudna, okazuje się bowiem, że przestępcami nie są ludzie z półświatka, lecz osoby, które na co dzień noszą garnitury i zajmują wysokie stanowiska. A wobec nich Soneri jest bezsilny. 

Tym razem więc zamknięciu sprawy nie towarzyszy ulga, że  udało się wyjaśnić wszystkie zagadki i ukarać tych, którzy na to zasłużyli. Soneri jest głęboko rozczarowany, rzekłabym nawet, że przechodzi coś w rodzaju kryzysu wartości, jego praca bowiem nagle traci sens. Komisarz ma poczucie misji: fakt, tapla się we wszystkich niegodziwościach, jakie spotykają Parmę, bezpośrednio dotyka zła, jednak zawsze była nadzieja, że dzięki rzetelnie poprowadzonemu śledztwu, zwycięstwo przechyli się na stronę dobra. Tym razem jest inaczej... i to rozczarowanie komisarza naprawdę udziela się czytelnikowi.

Wiadomo, że książka ta musiała mi się spodobać. Oprócz świetnie poprowadzonej intrygi kryminalnej, jest tu cały szereg rzeczy, które przykuły moją uwagę: wspomniana już duszna Parma, motyw skradzionego akordeonu (kto mógł połasić się na akordeon starego człowieka?!), romans z Angelą. Najciekawsza jednak tym razem wydała mi się postać głównego bohatera, który nieco przypomina mi Don Kichota walczącego z wiatrakami. Jednak odpowiedzi na to, czy ta walka ma sens czy nie proponuję poszukać samodzielnie, bo do tego właśnie zdaje się zachęcać autor. 

poniedziałek, 4 lutego 2013

Co pięć Natalii... to nie jedna! (Drugi przekręt Natalii - Olga Rudnicka)


Tytuł: Drugi przekręt Natalii
Autor: Olga Rudnicka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka (dziękuję!)
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 496 (mało!)

Drugi przekręt Natalii - wow! :)

Dawno, dawno temu czytałam pierwszy tom o siostrach Sucharskich, książka była świetna, ale kontynuacji się nie spodziewałam. A tu proszę! Jaka miła niespodzianka! 

Autorka pisze tak: (...) nie powinno Was dziwić, że nie mogłam rozstać się z Nataliami i druga część napisała się sama. Rzecz jasna, przy aktywnym współudziale bohaterek, które robią co chcą i zupełnie nie liczą się z moim zdaniem. 

No tak! :)

Jedyne, co łączy siostry Sucharskie to imię i nazwisko - tak, tak: ojciec nazwał je tak samo. Cała reszta zaś to różnice charakterów i poglądów, pozornie nie do pogodzenia. Chociaż może nie. Wszystkie mają zadziwiającą zdolność do pakowania się w kłopoty, łatwość w mijaniu się z prawdą i skłonność do stawiania na swoim. Nie potrafią słuchać, kłócą się, prawią sobie uszczypliwości... a jednocześnie jedna bez drugiej żyć nie potrafi, łączy je dziwna symbioza, która komuś z zewnątrz może wydawać się niezrozumiała.

Dla mnie siostry Sucharskie są literackim zjawiskiem: autorce udało się stworzyć wyraziste, zapadające w pamięć postaci kobiece, które jednocześnie irytują, bawią, imponują. Autorka jest także mistrzynią dialogów. Uważam, że prawdziwą sztuką jest napisać dobry dialog. Taki, który nie jest sztuczny, "książkowy", z drugiej zaś strony nie razi zbytnią kolokwialnością. Tutaj proporcje są zachowane, a ja czytając pogawędki Natalii, umierałam ze śmiechu.

Nie zapominajmy: książka Olgi Rudnickiej to nie tylko Natalie, chociaż ich bujne osobowości sprawiają, że to one wysuwają się na pierwszy plan. Na drugim planie bowiem, w tle ich rozmów, również bardzo dużo się dzieje: jest trup bez głowy, zwłoki w aucie, pięćdziesiąt brylantów, śledztwo, przesłuchania, kolejne trupy, kolejne domysły, kto też może być sprawcą... I nie powiem, cała historia kryminalna i tym razem została sprawnie i interesująco opisana... ale jak wspomniałam, to zaledwie tło, sióstr Sucharskich nic nie jest w stanie przebić.

I teraz muszę się do czegoś przyznać.
Nie przeczytałam tej książki.
Ja ją połknęłam, co nie zdarzyło mi się od bardzo, bardzo dawna, gdyż ostatnio cierpię na czytelniczy zastój, o czym już zresztą informowałam. 

Polecam obie części: ubaw po pachy gwarantowany! :)