Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monika Feth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monika Feth. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 maja 2011

Subtelnie o niesubtelnym (M. Feth - Malarz młodych dziewcząt)


Cóż za zbieg okoliczności! O pierwszej książce Moniki Feth "Zbieracz truskawek", pisałam DOKŁADNIE rok temu. Niesamowite :) Niesamowite jak "Malarz młodych dziewcząt".

Od razu ostrzegam: co bardziej pruderyjnych książka może zgorszyć. Wydaje mi się, że obecnie tematów tabu i tak jest mniej niż jeszcze kilka lat temu, ale są takie obszary, o których nadal się nie mówi i które nadal szokują. Monika Feth podejmuje właśnie taki temat: chodzi o zakazaną, szaleńczą wręcz miłość mężczyzny do kobiety, ale miłość ta z założenia jest zła, brudna i budzi niedobre skojarzenia. Autorka dokonała jednak rzeczy niezwykłej. Mimo szokującej tematyki, ta książka jest niezwykle subtelna, delikatna i... jesienna, gdyż właśnie z kolorami jesieni mi się kojarzy. Widać, że pisarka nie nastawiła się na skandal i pogoń za sensacją, lecz starała się pokazać jakiś problem, który zwykle zamiatany jest pod dywan. Uważam, że ogromne brawa należą się tłumaczce, Hannie Odziemkowskiej, gdyż w "Malarzu" podobała mi się nie tylko to, co zostało opowiedziane, ale też słowa, których użyto, by treść przekazać.

Jeśli czytaliście "Zbieracza truskawek" opowiadającego o zaginionej i zamordowanej Caro, to z pewnością zauważycie, że kilku bohaterów pojawiło się w obu tych książkach, m.in. jej przyjaciółki. Tym razem to jedna z nich, Ilka, popada w kłopoty. Jednocześnie autorka przedstawia portret wrażliwej, samotnej dziewczyny, która próbuje pozbierać się po traumie, jakiej doświadczyła. Monika Feth opisuje jej drobne gesty, prozaiczne, wydawać by się mogło, zachowania, a jednak tworzy taki klimat wokół tej postaci, że ma się ją ochotę mocno przytulić. Jest też jeden nowy bohater, który będąc dokładnym przeciwieństwem Ilke, najbardziej przykuwa uwagę. To tytułowy malarz, który baaardzo przypomina mi głównego bohatera "Wichrowych Wzgórz": jest postacią tak samo mroczną i tajemniczą oraz kochającą na zabój. Może właśnie przez kontrast, jaki panuje między Ilką a Rubenem, książka ta tak silnie zapada w pamięć?

O ile pierwszą książkę Moniki Feth przeczytałam przez przypadek, to druga upewniła mnie, że warto po książki tej pisarki sięgać. Z niecierpliwością więc czekam na kolejne jej powieści! :)

M. Feth, Malarz młodych dziewcząt, Nasza Księgarnia, Warszawa 2011, s. 366.

czwartek, 20 maja 2010

Śmierć i dziewczyny (i truskawki) (Monika Feth - Zbieracz truskawek)


Dwa wpisy w jeden dzień? Tego jeszcze u mnie nie było, ale o tym, co przeczytałam, staram się pisać na bieżąco, gdyż potem, niestety, zapominam, co chciałam powiedzieć, a i motywacja do recenzowania słabnie.

Zacznę od wynurzeń osobistych.

Truskawki lubię przez jeden tydzień w roku: od razu, kiedy się pojawią i kiedy są strasznie drogie. Potem mi przechodzi, gdyż pojawiają się na stole codziennie: albo z makaronem, albo w jogurcie, albo w cieście, albo w bułeczkach słodkich... Ale i tak jem. Bo tak trzeba, kolejna świeża porcja będzie dopiero za rok. A piszę to, gdyż przypomina mi się Poznań, wcale nie tak odległe czasy studenckie... Ania! Magdalenka! Pamiętacie, jak zajadałyśmy się truskawkami w kuchni na Wiklinowej, przy stole przykrytym żółtą ceratą w truskawki?

Pamiętam jeszcze, chociaż może coś przekręcam, jak bodajże w październiku, dostałam od wspomnianej już Magdalenki czekoladki z nadzieniem truskawkowym... żebym miała trochę owoców :)

To tyle prywaty, bo po lekturze książki Moniki Feth owoce te nie będą już mi się tak niewinnie kojarzyły :)

***

"Zbieracz truskawek" to thriller, o czym przeczytałam na okładce. Ale gdzie tam: głupia ja myślałam, iż znów będę mogła poudawać Sherlocka, jak mawia Tucha, bo oczywiście nie wpadłam na to, iż thriller to nie kryminał. Tymczasem książka ta jest o tyle nietypowa, iż właściwie od razu wiadomo, kto zabił. A giną młode dziewczęta: ich nagie ciała przypadkowe osoby znajdują w lesie. Wszystkie morderstwa popełnione są według tego samego schematu, wiadomo więc, iż zabijaj ta sama osoba.

I tutaj byłam zadziwiona sobą. Współczułam nie ofiarom, a sprawcy: młodemu mężczyźnie, samotnikowi, bez przyjaciół, właściwie bez rodziny, który szukał miłości: miłości, a nie pożądania. Chyba nie powiem za dużo jeśli dodam, iż zabijał wtedy, gdy jego ofiary chciały od niego czegoś więcej niż spojrzeń i trzymania za rękę. Zabijał, gdy przestawał w nich widzieć anioły, a dostrzegał kobiety. Naiwna jestem, wiem... ale współczułam temu psychopacie, który najpierw zamordowane opłakiwał, a potem szukał kolejnych...

W tym miejscu koniecznie muszę podzielić się utworem, który bardzo lubię. Nie ma on co prawda wiele wspólnego z truskawkami, ale bardzo mi do tej książki pasuje, gdyż Ville Valo śpiewa dokładnie o tym, o czym autorka pisze.




I tyle o wątku kryminalnym, o którym nie chcę się za bardzo rozpisywać, żeby nie psuć przyjemności czytania. Odnoszę bowiem wrażenie, że w przypadku kryminałów/thrillerów lepiej jest, gdy o książce wie się mniej niż więcej. Po opis pozycji odsyłam tu, gdzie można też przeczytać fragment tej, w moim odczuciu, frapującej powieści.

Muszę jeszcze jednak o pewnej rzeczy wspomnieć, która dała mi w "Zbieraczu truskawek" do myślenia. Matka głównej bohaterki jest pisarką. Pisze kryminały. Jeździ po świecie, udziela wywiadów, mieszka w odrestaurowanym starym młynie i śpi na pieniądzach.

I tak sobie myślę, że może to jest jakiś pomysł na życie :)?

M. Feth, Zbieracz truskawek, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2010, s. 352.