Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróżnicze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróżnicze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 września 2012

Opowieść o końcu świata (Dobra krew - Magdalena Skopek)

Tytuł: Dobra krew
Autor: Magdalena Skopek
Wydawnictwo: PWN (dziękuję!)
Liczba stron: 379
Rok wydania: 2012

Jamał - ręka do góry kto wie, gdzie to jest. 
Ja przyznaję: musiałam sprawdzić i lokalizacja tego półwyspu mocno mnie zaskoczyła. Teraz zaś, jeśli miałabym wskazać koniec świata, tym bardziej po przeczytaniu Dobrej krwi, to chyba pokazałabym właśnie to miejsce. 

Mimo iż książkę przeczytałam od deski do deski, z dużym zainteresowaniem, to mimo wszystko nie mam pojęcia, dlaczego autorka właśnie Jamał wybrała na cel swojej wyprawy. Jedyne logiczne wytłumaczenie, jakie przychodzi mi na myśl to to, że po prostu MUSIAŁA, chociaż wielu jej to odradzało. Atrakcji turystycznych brak, cywilizowanych warunków brak, dziwów przyrody brak. Są za to puste, dla mnie nieco upiorne przestrzenie, jest tundra, jest wiatr i komary. 

Jednak to nie surowość krajobrazu mnie przeraziła na początku najbardziej, lecz surowość... obyczajów? Nieńcy, mieszkańcy Jamału, trudnią się m.in. wypasem reniferów. Zwierzęta towarzysza im na każdym kroku, jednak tutaj relacja ta zostaje ukazana w sposób pierwotny, obcy i być może szokujący dla nas, Europejczyków. Renifery nie tylko fajnie się głaszcze, lecz także zabija się, otula ich skórami, na surowo zjada wnętrzności... W książce pełno jest zdjęć martwych zwierząt, krwi, podrobów. W tym przypadku wymowny jest jednak tytuł: Dobra krew. Zwierząt nie zabija się dla przyjemności. Zwierzęta pozwalają ludziom przetrwać.

Szczerze? Książka nie epatuje okrucieństwem, wymazane krwią dziecko na okładce nie budzi we mnie obrzydzenia, jednak doskonale zdaję sobie sprawę, że sama za bardzo jestem nasiąknięta cywilizacją i z jednej strony podziwiam autorkę za zdolność dopasowania się do obcej kultury, nie negowania jej... z drugiej zaś wiem, że sama bym tak nie potrafiła. Cały czas jednak miałam świadomość, że nie czytam fikcji, że Nieńcy naprawdę są i żyją, że autorka pisze prawdę. Myśl ta była dla mnie równie egzotyczna jak fakt, że na drugiej półkuli jest teraz dzień. Zresztą, zobaczcie sami:



Pisałam kiedyś, że nie jestem miłośniczką literatury podróżniczej, Dobrą krew jednak z całym przekonaniem rekomenduję. Wiem, z całą pewnością wiem, że nigdy nie znajdę się w świecie, o którym pisze autorka. Ba! Przed lekturą nie miałam pojęcia, że ludzie jeszcze mogą żyć w taki sposób. Nie bez znaczenia jest dla mnie bowiem to, ze Magdalena Skopek wybrała się na Jamał... bo i tak stać się musiało. Wiele osób podróżuje po świecie, wiele osób pisze potem książki... ale ta relacja zafascynowała mnie w dużej mierze dlatego, że autorka nie tylko obserwowała, ale starała się wejść w rzeczywistość zupełnie dla siebie odmienną, co zresztą świetnie oddaje cytat z Lapidarium IV Ryszarda Kapuścińskiego: 

Żyjąc, jesteśmy otoczeni mnóstwem niedostępnych gołym okiem światów, o których istnieniu nawet nie wiemy i do których najprawdopodobniej nigdy nie dotrzemy. Nasza wyobraźnia jest  zbyt uboga, nasza intuicja zbyt zawodna, a wiedza cząstkowa i ograniczona. Toteż najczęściej nie   jesteśmy świadomi, że, przynajmniej teoretycznie, moglibyśmy poznać wiele bogactw i niezwykłości istniejących w zasięgu naszej ręki. Tyle, że chęć takiego poznania mają tylko nieliczni, jest to przygoda uprawiana przez niewielu, namiętność, która rzadko pojawia się w człowieku.

Serdecznie polecam!

niedziela, 26 sierpnia 2012

Mongolia dla początkujących (Wszyscy jesteśmy Nomadami - Małgorzata Dzieduszycka - Ziemilska)

Tytuł: Wszyscy jesteśmy Nomadami
Autor: Małgorzata Dzieduszycka - Ziemilska
Wydawnictwo: Świat Książki (dziękuję!)
Liczba stron: 279
Rok wydania: 2012

Po książki podróżnicze sięgam baaaardzo rzadko, żeby nie powiedzieć wcale.
Nie lubię ich... ponieważ rzadko znajduję w nich coś ciekawego.

Niektóre książki podróżnicze za bardzo przypominają mi sprawozdania w stylu: ile kilometrów, jaki środek transportu, jaka pogoda itd. A co mnie to obchodzi?

Inne znowu niebezpiecznie zbliżają się do podręcznika historii i skupiają się na takich rzeczach jak daty, miejsca, postaci historyczne... z ja po lekturze i tak nic z tego nie pamiętam.

Wkurzają mnie też wynurzenia w stylu: "Przybyłem na Świętą Górę, pokłoniłem się bóstwom i och!, ach!, ależ jestem uduchowiony".

Co więc musi się stać, abym sięgnęła po książkę będącą relacją z podróży :)?

Musi ona np. opowiadać o kraju, o którym nie wiem zupełnie NIC.

I tak jest w przypadku Mongolii.
Stolica Mongolii? Yyyyyy....eeee...Ułan Bator?
Znani ludzie z Mongolii? 
Zespoły? Filmy? Artyści?
Nie mam pojęcia!

A że mam obsesję na punkcie, mówiąc dosadnie, bycia mniej głupią niż jestem, bardzo chętnie skorzystałam z możliwości przeczytania książki o Mongolii właśnie.

Nasze kontakty z przypadkowo spotkanymi Mongołami są pozorne. Na ogół nic z nich nie wynika. Ani nie wzbogacamy wiedzy o napotkanych ludziach, ani nie wzbudzamy ich zainteresowania nami. Żadnych bliższych przyjaźni ani relacji na przyszłość z tych spotkań nie będzie. Przyglądamy się sobie - bardziej my im niż oni nam, bo my znaleźliśmy się tutaj także i po to, żeby im się przyglądać. Jesteśmy zadowoleni, gdy są ubrani w tradycyjne stroje, krzywimy się, gdy mają na sobie T-shirty z nadrukiem. A jeśli zatrzymamy się w jakiejś jurcie na dłużej, zjemy z gospodarzami posiłek, wypijemy kumys, słoną herbatę albo przywiezioną przez nas wódkę, czy wtedy dochodzi między nami do jakiejś wymiany? (s. 182)

Dla mnie powyższe słowa są kwintesencją książki Wszyscy jesteśmy Nomadami. I naprawdę doceniam ich szczerość. Bo czym tak naprawdę jest podróżowanie? Zmianą miejsca, przerwaniem rutyny, oderwaniem się od codzienności. Chociaż tego ostatniego nie jestem pewna, w dobie Internetu i komórek... Nie do końca też chce mi się wierzyć w to, że ktoś pobył tydzień w jakimś mało uczęszczanym miejscu, przespał się w namiocie i od tej pory "nic w jego życiu nie było takie samo". Nie twierdzę, że nie może się tak stać, ale też sądzę, że takie sytuacje są naprawdę rzadkie. 

Autorka nie dorabia do swojej podróży żadnej ideologii. Albo nie wyłapałam tego momentu, albo słowem nie wspomina o tym, dlaczego zdecydowała się na podróż. Kilka razy natomiast pisze, że przez jakąś salę muzealną przeszła nie zatrzymując się przy eksponatach, albo zwyczajnie darowała sobie jakąś atrakcję turystyczną.

Wiele miejsca natomiast poświęca na subiektywne opisy przyrody, nastroju swoich kompanów (a miała ich wyjątkowo niedobranych) czy ludzi mijanych po drodze. Są to jednak tylko opisy, migawki, coś, co ja odbieram jako literackie pocztówki z wakacji, które tworzy się, aby nie zapomnieć nastrojów, wrażeń, ulotnych myśli. 

Dla mnie ta książka jest przede wszystkim bardzo szczera. Małgorzata Dzieduszycka - Ziemilska w żaden sposób nie upiększa tego, co mija po drodze. Z drugiej jednak strony nie sposób nie zachwycić się zdjęciami, które prezentuje: nie miałam pojęcia, że krajobrazy Mongolii są tak piękne! No i zdjęcia mongolskich zdjęci: cudo!

Czy jestem po tej lekturze mądrzejsza? Na pewno, ale nie jest to wiedza, którą mogłabym zdobyć czytając notkę w Wikipedii. 

Książkę szczerze polecam. Absolutnie nie jest ona sztampowym przewodnikiem - i właśnie ten nieprzewodnikowy charakter uważam za jej największą zaletę. 

A autorka o książce opowiada TUTAJ.