Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 października 2017

Człowiek, który wróżył Hitlerowi (Recenzja książki Mentalista Hitlera)

Mentalista Hitlera jest jedną z tych książek, które łatwo przegapić. Bo nie jest jakoś mocno promowana, okładka specjalnie nie przyciąga wzroku, nazwisko autora zaś polskiemu czytelnikowi niewiele mówi. 

Jednocześnie jest to jedna z tych książek, których przegapić naprawdę nie warto. 



poniedziałek, 16 stycznia 2012

Ocaleni (W ciemności - Krystyna Chiger, Daniel Paisner)

Mimo iż film Agnieszki Holland "W ciemności" zbiera świetne recenzje, zarówno krytyków, jak i widzów, do kina się nie wybieram. Kilka lat temu widziałam "Pianistę" i wystarczy mi na resztę życia. Natomiast książkę Krystyny Chiger napisanej wspólnie z Danielem Paisnerem przeczytałam w kilka godzin i gorąco polecam tym, którzy, jak ja, nie są w stanie patrzeć na Holocaust na ekranie.

Krystyna Chiger to "dziewczynka z zielonym sweterku", dziewczynka, która przez 14 miesięcy wraz z rodzicami i bratem Pawłem ukrywała się we lwowskich kanałach. Miała wówczas osiem lat, trudno powiedzieć, ile rozumiała z tego, co się działo, po latach jednak napisała wspomnienia z tamtego okresu, uzupełnione o wspomnienia jej ojca. I dla mnie właśnie ojciec Krystyny wyrósł na głównego bohatera tej książki.

Nie potrafię wyobrazić sobie sytuacji, w której znalazł się Ignacy Chiger. Był człowiekiem wykształconym, dobrze orientował się w sytuacji politycznej, a przy tym nade wszystko kochał swoją rodzinę. Przed wojną Ignacy pracował w swoim sklepie, jego najbliżsi mieszkali w pięknym mieszkaniu, niczego im nie brakowało. I nagle okazuje się, że muszą wszystko zostawić, a on, mąż i ojciec, nie jest w stanie zagwarantować tym, których kochał, że przeżyją kolejnych kilka godzin. 

Krysia przedstawia ojca jako człowieka pomysłowego, budującego ciągle nowe skrytki dla swoich dzieci, by w getcie zapewnić im chociaż iluzję bezpieczeństwa. Później, w kanałach, uczy on swoją córeczkę czytać i pisać, nie okazuje przygnębienia, ba!, pisze teksty satyryczne!

Drugim bohaterem "W ciemności" jest Leopold Socha - lwowski kanalarz, dla którego ocalenie garstki Żydów staje się życiowym celem, pokutom i odkupieniem. Fakt, w zamian za ochronę brał pieniądze, ale jego pomoc wyszła daleko poza to, na co początkowo się umawiał. Jednocześnie autorka próbuje pokazać, z czym tak naprawdę ta pomoc się wiązała: za ukrywanie Żydów mógł zginąć nie tylko on, ale i cała jego rodzina. A przecież Leopold Socha miał córkę w wieku zbliżonym do wieku Krysi...

Wiele miejsca w swojej opowieści autorka poświęca codziennemu życiu. Opisuje, jak jej rodzice próbowali zabezpieczyć jedzenie przed szczurami, jak jedna z ukrywających się w kanałach kobiet urodziła dziecko, relacjonuje, jak trudno było słuchać głosów dzieci bawiących się na zewnątrz. Z drugiej strony jednak ma świadomość, że żyjąc w tych nieludzkich warunkach mogła mówić o szczęściu, gdyż niewielu dane było przeżyć likwidację lwowskiego getta.

"W ciemności" pełne jest dramatycznych scen i faktów, jak chociażby ten, że w opisywanym okresie we Lwowie żyło ok. 200 tys. Żydów, wojnę zaś przetrwały tylko trzy (!) pełne rodziny - mówiąc "pełne", mam na myśli tylko rodziców i dzieci... Książkę czyta się jednak o tyle spokojnie, gdyż ma się tę świadomość, że Krysia i jej rodzina przeżyli, że byli tym, którym się udało.

Ogromnym plusem jest też to, że wiele sytuacji zostaje przedstawionych oczami dziecka, tak, jak autorka rzeczywiście je wtedy postrzegała. Jednak te obserwacje uzupełnione zostają o komentarz wyjęty z dzienników jej ojca oraz o fakty, o których dowiedziała się później. W ten sposób czytelnik otrzymuje pełny obraz sytuacji, jednak w tym wypadku "pełny" znaczy tyle co uzupełniony o nowe, budzące grozę szczegóły.

Nie wiem, jak podsumować "W ciemności", chociaż książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie mogę napisać, że ją polecam lub nie - myślę, że wyboru należy dokonać według własnej wrażliwości. Dodam tylko tyle, że jest to jedna z tych opowieści, do których świetnie pasuje zdanie Marka Twaina: Prawda jest dziwniejsza od fikcji. Fikcja musi być prawdopodobna. Prawda - nie. 

K. Chiger, D. Paisner, W ciemności. Dziewczynka w zielonym sweterku, PWN, 2011, s. 319.


czwartek, 5 sierpnia 2010

Run, baby, run!* (Urodzeni biegacze - Christopher McDougall)


Czytałam "Urodzonych biegaczy" i nie wierzyłam. W końcu czytam książkę, która przedstawia fakty, nie fikcję. I okazało się, że jestem człowiekiem małej wiary, gdyż w niektóre akapity, a nawet całe rozdziały, nie byłam w stanie uwierzyć. Ale cóż... jak już ktoś dawno temu mądrze temu powiedział, prawda jest dziwniejsza od fikcji, gdyż fikcja musi być prawdopodobna, a prawda nie.

Słyszeliście kiedyś o plemieniu Tarahumara? Ja przez długi czas też nie, ale nie ma się co dziwić: jego członkowie nie pragną ani rozgłosu, ani kontaktu z cywilizacją. Co ich wyróżnia? Fakt, że prawdopodobnie są najlepszymi biegaczami na świecie. I to było pierwszą rzeczą, w którą ciężko mi było uwierzyć.

Członkowie tego plemienia, bez żadnego przygotowania i treningów potrafią przebiec kilkaset kilometrów, bez zmęczenia i zadyszki. Co więcej: kilka kilometrów przed finiszem przyspieszają. A wszystko to w ekstremalnych warunkach: 3000 km na poziomem morza, w ponad czterdziestostopniowym upale, w górzystym terenie... Niezwykłe!

Dlaczego autor, Christopher McDougall zainteresował się tymi ludźmi i napisał o nich książkę? Otóż w wieku czterdziestu lat, po latach uprawiania sportów ekstremalnych, zaczął biegać. I tutaj spotkała go niemiła niespodzianka: co chwila łapał jakąś kontuzję. O Biegających Ludziach dowiaduje się przypadkiem w Meksyku. Biegają oni boso lub w sandałach własnej konstrukcji i właściwie nie widzą, co oznacza słowo "kontuzja".

Napisanie tej książki stało się dla autora pretekstem, by przedstawić najtrudniejsze maratony świata i najwybitniejszych biegaczy. Jednak zaznaczam: nie mówimy to o sytuacji, jaka czasami przytrafia się każdemu: po wejścia na wagę i załamaniu rąk, wbijamy się w przyciasne dresy i zmuszamy do przebiegnięcia kilku kilometrów, by potem móc założyć ubranie o rozmiar mniejsze. Nie. Z książki wynika, że bieganie może być czymś więcej: oderwaniem się od ziemi, transem, kiedy ciało zaczyna poruszać się samoistnie, właściwie bez udziału i woli biegnącego - i tak, okazuje się, można przebiec setki kilometrów.


To, co jeszcze zwróciło moją uwagę w tej książce to sposób w jaki autor przedstawia bieganie. Dla niego jest to coś, co każdy człowiek ma głęboko zakorzenione. Bieganie to ucieczka przed zagrożeniem i kłopotami. Pokazuje, że np. po 11 września w Stanach ludzie zaczęli masowo biegać: to była ich odpowiedź na zagrożenie. Odpowiedź jak najbardziej pierwotna, być może nawet nieuświadomiona.

Niesamowita lektura, która mi, wiecznie początkującej biegaczce uświadomiła coś oczywistego: w bieganiu nieważne jest to, ile przebiegniesz i ile kalorii spalisz. Ważny jest sam bieg: pierwotny, mający w sobie coś metafizycznego. I mam ochotę spróbować: koniecznie na boso!

* Tytuł jest nawiązaniem do piosenki jednego z moich ulubionych zespołów:


Ch. McDougall, Urodzeni biegacze, wyd. Galaktyka, Łódź 2010, s. 323