Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajka dla dorosłych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajka dla dorosłych. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lipca 2012

Czary, które dzieją się naprawdę (Czary w małym miasteczku - Marta Stefaniak)

Tytuł: Czary w małym miasteczku
Autor: Marta Stefaniak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka (dziękuję!)
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 294

Też tak czasem macie? Z powodów, które właściwie trudno wymienić, podchodzicie do jakiejś książki z ogromnym entuzjazmem, wręcz nie możecie doczekać się lektury, książka na pierwszy rzut oka wzbudza sympatię - i kropka.

Ja tak miałam w przypadku Czarów w małym miasteczku. Nie mam pojęcia dlaczego, ale kiedy tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach wydawnictwa Prószyński i S-ka, od razu wiedziałam, że chcę ją przeczytać. Nie wiem, czy spodobała mi się okładka, czy śliczna twarz autorki, czy może tytuł - była to jedna z tych książek, do których uśmiecham się, gdy spoglądają na mnie z półki.

Jakie okazały się Czary w małym miasteczku? Na pewno wciągające i dziwnie prawdziwe, mimo obecności elementów nadprzyrodzonych.

Marta Stefaniak opisuje mieścinę małą i szarą, taką, jakich w Polsce wiele. Jest sklep, jest kościół, jest park, w którym przesiadują panowie pijaczkowie, są dziurawe chodniki. Piękne kobiety pracują jako ekspedientki i są nieszczęśliwe w małżeństwie, te przeciętne sumiennie, lecz bez entuzjazmu wypełniają swoje obowiązki w urzędach, panowie jeżdżą do Niemiec na saksy, a burmistrz już dawno zdążył zapomnieć o obietnicach składanych wyborcom. Jednym słowem: nic specjalnego. 

I właśnie do takiego miasteczka przyjeżdża pewna starsza pani. To jedna z tych kobiet, których łatwo nie zauważyć na ulicy, które mamroczą coś niezrozumiale pod nosem i zawsze mają przy sobie wielkie torby, w których właściwie nie wiadomo, co noszą. Jednak staruszka, choć niepozorna, dokonuje rzeczy wielkich. Sprawia, że mieszkańcom zaczyna się chcieć. Burmistrz nagle znajduje sposób na zdobycie pieniędzy i miasteczko pięknieje. Urzędniczka otwiera cukiernię z najlepszymi ciastkami w okolicy. Samotna lekarka na jedną noc ma szansę zmienić się w Kopciuszka na balu, a nękana przez księdza nastolatka odzyskuje spokój. Po prostu sielanka.

Gdyby na tym autorka zakończyła, pewnie bym oceniła powieść źle. Że za słodko, że przesadziła, że takie rzeczy się przecież nie dzieją z dnia na dzień, chociaż chcielibyśmy, aby się działy. (Nawiasem mówiąc, byłoby to z mojej strony niesprawiedliwe, gdyż przecież tak miało być, na co wskazuje już sam tytuł; obecność czarów z góry wskazuje na coś nieprawdopodobnego). Marta Stefaniak jednak w którymś momencie tę sielską konwencje przełamuje. Za starszą panią, która okazuje się czarownicą, a może raczej dobrą wróżka, do miasteczka przybywa Mogiera - uosobienie zła. I chociaż Rosmunda (bo tak naprawdę nazywa się starsza pani) pokonuje ją, to w miasteczku zdążyło się już zadziać wiele złego i jest to zło, którego nie można odwołać.

Zakończenie książki Marty Stefaniak można interpretować na wiele sposób, moim zdaniem jednak żadne z nich nie emanuje zbyt dużym optymizmem - i dobrze! Starsza pani wyjeżdża, czary się kończą, mieszkańcy zostają w miasteczku, którego znów nie można nazwać ładnym... Dla mnie pocieszające było jedynie to, że Łucja, moja ulubiona bohaterka z tej powieści, na koniec znajduje miłość. Sama. Bez czarów. Bo miłość sama w sobie jest zaczarowana. Banalne? Nie, piękne :)


poniedziałek, 12 marca 2012

Niespotykane zagęszczenie cudowności (Lato w Jagódce - Katarzyna Michalak)

Po tym, jak naczytałam się makabry u Dana Wellsa, zamarzyło mi się coś lekkiego i przyjemnego - wybór padł więc na książkę Katarzyny Michalak. Po "Roku w Poziomce" już mniej więcej wiedziałam, czego mogę się spodziewać i wszystko to dostałam - aż w nadmiarze.

Dla autorki nie ma bowiem rzeczy niemożliwych - kto czytał, ten wie. Główna bohaterka, Gabrysia Szczęśliwa, cierpi z powodu braku urody? Doskwiera jej kaleka noga? Nie ma sprawy! Wyśle się ją do programu telewizyjnego, gdzie jej metamorfozę z bestii w piękną śledzić będzie cała Polska. Marzy o księciu z bajki? A proszę bardzo: stanie przed nią prawdziwy książę z Maroka, a przy okazji jeszcze dwóch innych. Nic, tylko przebierać! Dziewczyna kocha konie? To niech ma całą stajnię, a co jej będziemy żałować! Brakuje pieniędzy na cudem odzyskany dworek? Zawsze może pojawić się tajemniczy mężczyzna, który zginął w wojennej zawierusze, a teraz akurat ma na zbyciu dom we Francji.

I tak dalej, happy endów jest w tej książce tyle, że przyprawiają o zawrót głowy i właśnie za to powinnam ją zjechać niemiłosiernie. Sorry! Literatura ku pokrzepieniu serc rządzi się swoimi prawami... ale na litość boską! Bez przesady! Zagęszczenie szczęśliwych spotkań, zbiegów okoliczności i cudownych nawróceń ma swoje granice! Chociaż właśnie w tej książce akurat nie ma...

I kolejny raz z książkami Katarzyny Michalak mam problem. Mam świadomość, że opowiada mi się bajki, że to wszystko nieprawda, że takie rzeczy w takich ilościach się nie dzieją... Ale co z tego, skoro polubiłam Gabrysię, trzymałam za nią kciuki i w sumie cieszę się, że tak ładnie jej się wszystko ułożyło, takiego "hepiendowego" życia szczerze jej życzyłam.

A poza tym, to gdzie, jeśli nie właśnie na kartach wszystko jest możliwe, bohaterowie zmieniają się tylko na lepsze, a nawet jeśli zdarza im się błądzić to tylko po to, by móc swoje błędy naprawić? Zresztą... po co ja to wszystko wypisuję? Idę czytać "Powrót do Poziomki", ostatni tom owocowej serii :)

K. Michalak, Lato w Jagódce, Wydawnictwo Literackie, 2011, s. 281.


środa, 20 lipca 2011

Historia Kopciuszka 80+ i innych aniołów (Cudowne życie Staśka i innych aniołów - T.A. Aleksandrowicz)


"Cudowne życie Staśka i innych aniołów" to historia o Kopciuszku, a raczej o Kopciuszkach dwóch. To piękna bajka, która w życiu się nie zdarza, ale w końca od czego jest literatura?

Natalia ma 81 lat, jej mieszkanie jest wielkości pudełka po butach, ona sama zaś z trudem daje sobie radę finansowo. Natalia kocha muzykę poważną, kocha książki, jest osobą inteligentną i elokwentną, z duszą nastolatki ukrytą w osiemdziesięcioletnim ciele. A przy tym, niestety, samotną. I ta właśnie Natalia spotyka Michała: starszego pana mieszkającego z synem (znanym muzykiem zresztą) w ogromnej willi, który gosposi domowej płaci 6 tys. miesięcznie, a na kolację jada szynkę z melonem.

Natalia i Michał spotykają się, a po drugim, czy też może trzecim spotkaniu, postanawiają się pobrać. W ten sposób dwie samotności spotykają się i wzajemnie sobie pomagają.

Drugi Kopciuszek to tytułowy Stasiek: pijak-filozof, który znajduje ogromną sumę pieniędzy zaszytą w kołnierzu kurtki, dzięki czemu ma nie tylko za co pić, ale też próbuję uszczęśliwiać innych wokół.

W powieści tej autorka próbuje łączyć to, czego z pozoru połączyć się nie da: stosuje konwencję baśni, opisując ciężkie realia życia ubogich emerytek oraz ludzi, których potocznie nazywa się menelami. Czy mi się to podobało? Podobało, chociaż zabieg to mocno karkołomny, jednak podziwiam odwagę autorki. Oczywiście nie wierzę, a szkoda, że podobne historie się zdarzają, ale na papierze przecież nie zawsze musi być jak w życiu.

Poza tym książka ma jeszcze jedną niewątpliwą zaletę: panią Wandę. Co prawda pewne rysy jej charakteru mocno działały mi na nerwy, jednak jej uzależnienie od leków i bycia chorą - bezcenne!

Książkę zabrałam na wakacje, jako jedyny nie-kryminał, przeczytałam w kilka godzin i jakże przyjemnie było sobie przy niej pomarzyć :)

Teresa Anna Aleksandrowicz, Cudowne życie Staśka i innych aniołów, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011.