Podniebny to jedna z tych uroczych książek, które powinno czytać się w wieku trzynastu lat wspólnie z najlepszą przyjaciółką, przy kubku kakao. A po latach wspominać: - Wiesz, gdy byłam nastolatką, czytałam taką powieść w fioletowej okładce. Nie pamiętam, jaki miała tytuł, ale koniecznie muszę ją odszukać, bo była świetna.
No cóż, pamiętam takie książki z czasów własnego dorastania, których lektura pozostawiła po sobie uczucie czegoś miłego i... bezpiecznego? Przytulnego? Małe kobietki, Mała księżniczka, Emilka ze Srebrnego Nowiu, książki z serii Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty... oj, było ich sporo, jednak oczywiście nie wszystkie pamiętam.
Najnowsza książka Kerstin Gier to powieść, która przede wszystkim urzekła mnie klimatem. Autorka opisuje bowiem niezwykłe miejsce. A miejscem tym jest tytułowy Podniebny - hotel usytuowany w górach, tonący z chmurach i mgle. Hotel z tradycjami, trochę staroświecki, z własną Białą Damą oraz z niezliczoną ilością korytarzy, tajemnych przejść i kotem, który niby jest zabroniony, ale co chwila ktoś się na niego natyka. Hotel to jednak przede wszystkim ludzie, dla których Podniebny jest całym życiem i nie wyobrażają sobie, żeby mógł się zmienić.
Tuż przed świętami Bożego Narodzenia hotel przeżywa prawdziwe oblężenie: zamożni goście mają swoją wymagania, personel - mnóstwo przygotowań, a główna bohaterka Fanny to już w ogóle nie ma lekko: pilnuje lubiących się gubić nieznośnych dzieci, poznaje tajemnicę niezwykłego klejnotu, schodzi z drogi wrednemu właścicielowi, uczy się chodzić po gzymsach... i zakochuje się, a jakże!, w dwóch chłopcach jednocześnie.
I cóż, oczywiście, to nie jest książka pisana dla mnie i dlatego mogłabym trochę kręcić nosem na naiwność i nieco przesadzone reakcje głównej bohaterki... ale po co? Spędziłam w Podniebnym kilka naprawdę miłych godzin i po prostu wczułam się w atmosferę tego miejsca. Taką literaturę dla młodzieży bowiem lubię i takiej literatury szukam: przyjemnej, lekkiej, zgrabnie napisanej.
Dla siostry, młodszej kuzynki czy po prostu dla wszystkich młodych duchem - książka warta polecenia.
Kerstin Gier, Podniebny, Media Rodzina, 2018, s. 440.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 5 listopada 2018
czwartek, 13 września 2018
Literacka jazda bez trzymanki! (recenzja książki Moja Lady Jane - Cynthia Hand, Brodi Ashton, Jodi Meadows)
Po książki dla młodzieży sięgam regularnie, chociaż metryka mogłaby wskazywać, że raczej nie jestem odbiorcą docelowym. I wcale nie chodzi też o to, że pracuję z młodzieżą i problemy młodzieży są mi bliskie, bla, bla, bla. Po prostu lubię i już. A już kocham, po prostu KOCHAM, kiedy trafia mi się taka perełeczka.
Etykiety:
dla młodzieży,
do śmiechu,
perełki
poniedziałek, 28 maja 2018
Książka dla spragnionych magii (Recenzja książki Dziewczynka, która wypiła księżyc Kelly Barnhill)
Książka, która ostatnio pojawia się wszędzie: na Instagramie, Facebooku, na blogach.
I wszędzie piszą o niej dobrze lub bardzo dobrze. Podejrzane, co?
Otóż... wcale nie!
Dziewczynka, która wypiła księżyc to przepięknie opowiedziana historia, mająca w sobie urok starej baśni, która przypadła do gustu mi, dorosłej kobiecie, i która zachwyciła dziesięcioletnią dziewczynkę, kochającą książki.
I wszędzie piszą o niej dobrze lub bardzo dobrze. Podejrzane, co?
Otóż... wcale nie!
Dziewczynka, która wypiła księżyc to przepięknie opowiedziana historia, mająca w sobie urok starej baśni, która przypadła do gustu mi, dorosłej kobiecie, i która zachwyciła dziesięcioletnią dziewczynkę, kochającą książki.
wtorek, 8 maja 2018
W końcu przyzwoity tom Jeżycjady! (Recenzja książki Ciotka Zgryzotka Małgorzaty Musierowicz)
Ciotka Zgryzotka za mną.
Ufff.
A piszę to "ufff" wcale nie dlatego, że była to jakaś ciężka lektura i mam ją już za sobą, ale z ulgi, że ten tom okazał się naprawdę całkiem, całkiem.
Ufff.
A piszę to "ufff" wcale nie dlatego, że była to jakaś ciężka lektura i mam ją już za sobą, ale z ulgi, że ten tom okazał się naprawdę całkiem, całkiem.
poniedziałek, 26 marca 2018
I love Mondays! (II)
Ileż to razy obiecywałam sobie, że będę ten cykl prowadzić regularnie... a nie prowadzę.
Cieszę się więc, że w końcu jest... i oczywiście znów obiecuję sobie, że będę pisać regularnie. I zawsze jak sobie to obiecuję, to naprawdę w to wierzę. Może więc tym razem?
Etykiety:
dla młodzieży,
i love books,
i love mondays,
podróż sentymentalna
poniedziałek, 4 grudnia 2017
Floro, odwagi! (Recenzja książki Jedyne wspomnienie Flory Banks Emily Barr)
Spoglądam na listę książek, które czytałam w październiku i listopadzie... i fakt, jest tam kilka średniaków, ale też jest jeden tytuł, na który chciałabym zwrócić Waszą uwagę. Zdaję sobie sprawę, że niektórych ta książka może trochę irytować (o tym za chwilę), dla mnie jednak jest ona pod pewnym względem spektakularna (o tym również za moment).
Niezwykłe życie Flory Banks, bo o niej mowa, to jedna z lepszych, o ile nie najlepsza, powieść dla młodzieży, na jaką trafiłam w tym roku.
Etykiety:
dla młodzieży
niedziela, 12 listopada 2017
Miłość i ekologia (Recenzja książki Luonto Melissy Darwood)
Jaka piękna okładka! - pomyślałam, gdy pierwszy raz zobaczyłam książkę Melissy Darwood na którymś z instagramowych profili. Późnej opowiadała o niej Agnieszka z Magical Reading. Opowiadała na tyle przekonująco, że sama po książkę sięgnęłam.
Etykiety:
dla młodzieży,
do przemyślenia
środa, 8 listopada 2017
Spacerując po dachach Paryża (Recenzja książki Dachołazy Katherine Rundell)
Nagroda taka i taka, nominacje do kolejnych.
Philip Pullman, autor Złotego kompasu twierdzi, że autorka Dachołazów ma nadzwyczajną wyobraźnię.
wtorek, 29 sierpnia 2017
Ten zrzędliwy Dostojewski, tan marzycielski Szekspir (Recenzja książki Odessa i tajemnica Skrybopolis Petera von Olmen)
Kiedyś, ale raczej nie dawno, dawno temu, żyła sobie dziewczynka, która chodziła nocami po dachach. Jej mama nie pozwała jej bowiem opuszczać pokoju i rozmawiać z rówieśnikami, więc tylko w ten sposób, wymykając się, Odessa mogła poznawać świat.
Którejś nocy dziewczynka spostrzegła na ulicy książkę, która emanowała dziwnym blaskiem. Zabrała ją, a chwilę później jakieś dziwne stwory porwały jej matkę. Odessa postanawia ją odnaleźć i niespodziewanie trafia do Skrybopolis - niezwykłego miasta pisarzy.
Brzmi dobrze, co?
Etykiety:
dla młodzieży
piątek, 18 sierpnia 2017
Marguerite - dziewczyna, która podróżowała między światami (Recenzja książki Tysiąc odłamków Ciebie Claudii Grey)
Kolejna książka teoretycznie dla młodzieży, która spodobała się MI - kobiecie "trzydzieści plus mały plus". Kilka miesięcy temu zarzekałam się w jakiejś rozmowie, że młodzieżówka to już nie dla mnie. Że fakt, lubię Musierowicz i Ewę Nowak, ale generalnie to jednak nie, nie moje klimaty, nie moje problemy.
Nieprawda.
Kolejny raz dochodzę do wniosku, że wszelkie podziały na literaturę dla jednych lub drugich są tylko umowne, dla orientacji. Książka zaś jest albo dobra, albo nie. Albo do nas trafia, albo nie, a wszystkie inne podziały są kwestią drugorzędną.
Nieprawda.
Kolejny raz dochodzę do wniosku, że wszelkie podziały na literaturę dla jednych lub drugich są tylko umowne, dla orientacji. Książka zaś jest albo dobra, albo nie. Albo do nas trafia, albo nie, a wszystkie inne podziały są kwestią drugorzędną.
Etykiety:
dla młodzieży,
literatura amerykańska,
sci-fi
wtorek, 25 lipca 2017
Gdybym była ciut młodsza... (Anatomia obcości - Andrea Portes)
Było to tak. Najpierw spodobała mi się okładka Anatomii obcości. Potem przeczytałam opis książki na okładce. Następnie przeczytałam książkę i stwierdziłam, że zawartość ma się nijak do tego, co obiecywano. Nie zmienia to jednak faktu, że lekturę uważam za całkiem udaną.
Etykiety:
dla młodzieży
wtorek, 18 lipca 2017
Potwornie klimatyczna książka (Potworna - MarcyKate Connolly)
Dziwna to sytuacja: po trzech latach milczenia wracam na bloga z recenzją książki, o której lekturę jeszcze kilka miesięcy temu zupełnie bym siebie nie podejrzewała. Tak, jak dawno, dawno temu przez długi czas nie sięgałam po kryminały (głupia byłam!), tak do tej pory szerokim łukiem omijałam półkę z napisem "FANTASTYKA". Dlaczego? Bo tak. Głupia byłam?
Etykiety:
dla młodzieży,
fantastyka,
uwaga: debiut
wtorek, 29 października 2013
Książka dla nastolatek 18+ (Bransoletka - Ewa Nowak)
Tytuł: Bransoletka
Autor: Ewa Nowak
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 296
Piętnaście lat temu być może bym po tę książkę nie sięgnęła. Kiedy miałam lat "naście", lubiłam imponować samej sobie czytaniem mądrych, grubych lektur. Nic to, że niewiele z nich rozumiałam. W ten sposób mogłam się błyskawicznie dowartościować.
Za to teraz... teraz zupełnie nie mam oporów, żeby sięgać po książki adresowane dla młodzieży. Tym bardziej, że czasem można wyłowić wśród nich prawdzie perełki.
Ewę Nowak znam i cenię od wielu lat - głównie jako autorkę świetnych tekstów pisanych do magazynu Sens. Spodziewałam się, że Bransoletka będzie dobrą książką. Nie spodziewałam się jednak, że aż tak dobrą.
Nie ukrywajmy, opowieść o szesnastoletniej Weronice, która zupełnie przypadkiem ląduje na dwutygodniowych warsztatach teatralnych, to powieść z dużym stopniu "dydaktyczna", z przekazem. Jednak to, co zrobiła Ewa Nowak, to mistrzostwo świata. Były strony, na których podkreślałam co drugi akapit - nie chciałam bowiem, żeby umknęły mi zawarte w książce myśli. Wypowiada je głównie Salomea - charyzmatyczna kobieta, która uczy młodzież nie tylko sztuki aktorskiej, lecz także, pompatycznie mówiąc, życia. Dzięki niej Weronika sama się zmienia. Z wiecznie niezadowolonej nastolatki, z pretensjami do całego świata, w odważną dziewczynę, która zaczyna cenić sobie niezależność. Na to, co ją otacza, po warsztatach patrzy już w inny, bardziej dorosły sposób. Nie bez znaczenia jest tu również fakt, że zakochuje się w kimś bardzo specjalnym - i bynajmniej nie jest to najprzystojniejszy chłopak w szkole. jak to zwykle bywa.
Jestem żywym dowodem na to, że Bransoletka to lektura, która spodoba się nie tylko uczennicom z liceum - chociaż swój egzemplarz właśnie licealistce zamierzam podarować. Mam nadzieję, że będzie potrafiła docenić re-we-la-cyj-ne! zakończenie. I mądry, inspirujący, dający do myślenie przekaz. I że sięgnie po inne książki tej autorki - ja zamierzam, Drzazga czeka! :)
Etykiety:
dla młodzieży,
literatura polska,
perełki
wtorek, 27 sierpnia 2013
Zabiorę Ci wszystko! (Jad - S.B.Hayes)
Tytuł: Jad. Chcę ukraść twoje życie!
Autor: S.B. Hayes
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 398
Jad czytałam na raty. Pierwsze sto stron... takie sobie. Środek - rewelacja! Zakończenie - sama nie wiem.
Punkt wyjścia zapowiadał się bardzo ciekawie. Katy, główna bohaterka, któregoś dnia, zupełnie przypadkiem, spotyka dziewczynę łudząco do siebie podobną. A potem ta dziewczyna, Genevieve, odnajduje ją i zapowiada, że - jakkolwiek to brzmi - chce zabrać jej życie.
Katy, a czytelnik wraz z nią, jest w szoku: Genevieve zdaje się być wszędzie. Odgaduje myśli Katy. Wyprzedza jej ruchy. Można powiedzieć, że rośnie w siłę, tymczasem Katy szarzeje i blaknie... Nic dziwnego, że dziewczyna - a czytelnik wraz z nią - przypisuje Genevieve nadnaturalne zdolności. Katy podejmuje śledztwo, badając przeszłość wroga - i to były zdecydowanie najciekawsze momenty tej książki, które przeczytałam migiem, gdyż nie mogłam się doczekać rozsupłania zagadki.
Jad to powieść dla młodzieży, ale przyznaję: ja, dorosła baba, uwierzyłam we wszystko, co autorka zasugerowała. Dlatego też trudno jest mi wypowiedzieć się o zakończeniu, które jest zupełnie inne, niż się spodziewałam. W ogóle Jad jest jedną z tych książek, o których trudno pisać, żeby przypadkiem nie napisać zbyt wiele - ale ja właśnie takie powieści lubię :)
Jak na powieść dla młodzieży przystało, oprócz wątku głównego, znajdziemy tu typowe "młodzieżowe" tematy: pierwsza miłość, przyjaźnie, szkoła. Nietypowy natomiast jest mroczny klimat powieści i to, w jaki sposób autorka przedstawiała wzajemne relacje dziewcząt, które bynajmniej nie mają nic wspólnego z charakterystycznym dla tego wieku plotkowaniem o chłopakach i kosmetykach.
Co mnie raziło i utrudniało lekturę to styl. Tłumaczenie może nie jest wyjątkowo toporne, ale też książka wiele przez nie traci: całkiem ciekawa historia napisana została bowiem w sposób mało ciekawy - a szkoda!
Mój egzemplarz powędruje do młodszej kuzynki i jestem mocno ciekawa, jak powieść odbierze siedemnastolatka :)
Etykiety:
dla młodzieży,
książki po których trudno zasnąć
niedziela, 11 marca 2012
"Ten obcy" we mnie (Pan Potwór - Dan Wells)
W komentarzach pod recenzją "Nie jestem seryjnym mordercą" pisałam, iż "Pan Potwór" wydaje się jeszcze lepszy niż pierwsza część opowieści o Johnie Cleaverze - i miałam rację!
"Pan Potwór", o ile to możliwe, jest jeszcze bardziej mroczny, a osobowość socjopatycznego nastolatka jeszcze bardziej pokręcona. Johnowi bowiem przydarza się coś niezwykłego: zakochuje się po uszy w dziewczynie z sąsiedztwa, Brooke. Brooke zdaje się do Johna zupełnie nie pasować: ubiera się w pastele, wszyscy ją lubią, jest mądra i nie ma morderczych skłonności - ot, ideał nastolatki. Miłość jednak nie wybiera i John po nocach śni o dziewczynie... o tym, jak martwa leży na stole do balsamowania zwłok, a on myje jej włosy, albo fantazjuje, jak to by było przebić jej gładką skórę gwoździem. I sam do końca nie wie, czy są to pragnienia jego, Johna, czy też może Pana Potwora, mrocznej strony jego osobowości.
Podobnie jak w przypadku pierwszego tomu, John znów staje oko w oko z mordercą - demonem i autor nakreślił go tak, że czytając jedynie przy przytłumionym światełku lampki, autentycznie pilnowałam, by przypadkiem stopa nie wystawała mi spod kołdry. Demon bowiem nie tylko czyha na życie nastolatka, lecz w piwnicy przechowuje przykute do łańcuchów "zabawki", których emocjami się karmi - brrrr. I tym razem pokonanie go okazuje się o wiele trudniejsze: przede wszystkim jest to postać o wiele bardziej skomplikowana, niż poprzednio, ale też... no właśnie. Kiedy John patrzy na bezbronne ofiary szaleńca, kiedy patrzy na zestaw do tortur, gotowy do użycia, staje oko w oko ze swoimi najbardziej skrytymi pragnieniami, jego fantazje mają szansę się wreszcie zrealizować... tego chce Pan Potwór, a John sam nie wie, czy przypadkiem nie są to też jego pragnienia.
Cóż mogę napisać więcej? Generalnie nie jestem miłośniczką współczesnej literatury dla młodzieży, nudzą mnie grzeczne wampiry, które brzydzą się ludzką krwią i nie przepadam za zastanawianiem się, jaką to nadprzyrodzoną istotą jest "zwykła nastolatka z sąsiedztwa", o której właśnie czytam. Tymczasem opowieść o chłopaku z zadatkami na seryjnego mordercę wciągnęła mnie całkowicie. Przymknęłam nawet oko na drobne usterki w stylu: "w aucie Johna nie ma radia", "John nuci piosenkę, którą usłyszał w samochodzie, w radiu". Historii opowiedzianej przez Dana Wellsa po prostu dałam się porwać - i czekam na ciąg dalszy, który, buuuu, dopiero w czerwcu!
D. Wells, Pan Potwór, Znak Emotikon, 2012, s. 290.
czwartek, 8 marca 2012
Nie jest... ale mógłby (Nie jestem seryjnym mordercą - Dan Wells)
Zanim sięgnęłam po książkę Dana Wellsa, naczytałam się różnych opinii na jej temat na blogach i muszę stwierdzić, że teraz wcale nie dziwią mnie skrajne emocje, jakie ona wywołała.
"Nie jestem seryjnym mordercą" nie jest książką ani miłą, ani łatwą, bo miłym i nieskomplikowanym na pewno nie jest John Wayne Cleaver. Zresztą, jak ma być, skoro nazywa się tak jak nazywał się seryjny morderca, a jego matka prowadzi zakład pogrzebowy, który specjalizuje się w balsamowaniu zwłok? Jak ma być zwyczajnym nastolatkiem, skoro przygotowuje zwłoki do wystawienia w trumnie, odkąd skończył siedem lat i dokładnie wie, co człowiek ma w środku?
Mało tego: Johna fascynują seryjni mordercy i chociaż nie jest jednym z nich, bo nikogo jeszcze nie zabił, to wie, że byłby w stanie to zrobić.Aby jednak stłumić te mordercze instynkty w sobie, chłopak opracowuje cały system zasad i reguł, które mają trzymać za murem uśpionego w nim potwora.
Sytuacja ulega gwałtownej zmianie, gdy w Clayton, niewielkim miasteczku, gdzie mieszka chłopak, zaczyna grasować prawdziwy seryjny morderca, który zabija ofiarę za ofiarą. O ironio, jedyną osobą, która zna tożsamość sprawcy jest właśnie John. I tu zaczynają dziać się rzeczy naprawdę przerażające: chłopak z jednej strony chce powstrzymać mordercę, z drugiej zaś... gdyby mógł, sam by chętnie sprzątnął kilka osób z tego świata.
Czytając, doskonale zdawałam sobie sprawę, że to nie ja jestem adresatem tej książki. Z pewnością jest ona adresowana do czytelnika nieco młodszego, stąd moje krytyczne oko wytropiło kilka niedociągnięć i potknięć. ALE. Książkę Dana Wellsa czyta się znakomicie, mi lektura zajęła jeden wieczór i właśnie jestem w połowie "Pana Potwora:, drugiej części przygód nastoletniego socjopaty. Sporą zmianą w stosunku do książek, w których cała zabawa polega na tym, by wskazać mordercę jest to, że tutaj praktycznie od początku jest on znany. Ciekawość wzbudza więc nie to, kto zabił, lecz w jaki sposób John przerwie serię zbrodni. Aha! Odradzam jedzenie w trakcie lektury! Ostrzeżenie, że powieść zawiera sceny drastyczne jest jak najbardziej na miejscu!
I koniecznie wspomnieć muszę o czymś jeszcze, mianowicie o dedykacji. Otóż autor pisze:
Dla Roba, od którego otrzymałem najlepsza motywację, jaką może zaoferować młodszy brat - on pierwszy został pisarzem.
Co prawda nie mam rodzeństwa, ale zastanawiam się, czy coś mogłoby zmotywować mie bardziej, niż sukces młodszej siostry :)
Dan Wells, Nie jestem seryjnym mordercą, Znak Emotikon, 2012, s. 254.
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Pochwała niczym nieograniczonej wyobraźni (Światła września - Carlos Ruiz Zafon)
Nie wiem, czy mogę się nazwać miłośniczką twórczości Carlosa Ruiza Zafona, skoro dotychczas przeczytałam tylko dwie jego książki, a w dodatku nie były to najbardziej znane powieści - "Cień wiatru" ciągle przede mną. Uwielbiam natomiast jego książki pisane dla nieco młodszego czytelnika, a "Światła września" tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziły.
Podobnie jak w "Księciu mgły" akcja "Świateł września" rozgrywa się nad morzem i podobnie jak w "Pałacu Północy" wszystko kończy się wielkim pożarem. Głównymi bohaterami powieści są Irene i Ismael. Dziewczyna przybywa wraz z matką i bratem do tajemniczej, budzącej grozę posiadłości równie tajemniczego Lazarusa Janna, genialnego twórcy zabawek. Dom, w którym matka dzieci rozpoczyna pracę, zastawiony jest robotami, których ukryty mechanizm wprawia je w ruch w najmniej spodziewanym momencie. Przez jakiś czas nic się nie dzieje, rodzinie udaje się zaaklimatyzować w nowym miejscu. I być może żyliby sobie spokojnie, gdyby nie pewne okno, otwarte w burzą noc... Hannah, kucharka i pokojówka w domu Lazarusa, wstaje, aby je zamknąć. Kiedy już wchodzi do pokoju, zauważa tajemniczy flakonik przypominający czarny diament. Otwiera go i, niechcący, uwalnia całą lawinę budzących grozę wydarzeń.
Nie potrafię powiedzieć, którą z dotychczas przeczytanych powieści Zafona uważam za najlepszą. "Światła września" bez wątpienia utrzymane są w klimacie dwóch poprzednich, co uważam za ogromny plus, gdyż klimat ten po prostu uwielbiam. Kolejny raz dałam się porwać wartko płynącej opowieści, czytałam z wypiekami na twarzy i podziwiałam ogromną, nieograniczoną wyobraźnię autora. Zafon opowiada zupełnie fantastyczne historie w taki sposób, że, przynajmniej ja, święcie wierzę, że to wszystko prawda.
W "Światłach września" ogromnie urzekł i zachwycił mnie pomysł, aby wypełnić scenerię mechanicznymi zabawkami. Kiedy bohaterowie przemierzali ciemne korytarze, co chwila natykając się np. na figurę tarocistki, która wyciąga do nich kartkę z wizerunkiem Szatana... naprawdę czułam ich strach. I to jest kolejny ogromny atut: umiejętność tworzenia takiej atmosfery, że czytelnikowi po plecach przebiega zimny dreszcz.
Dla mnie "Światła września" to kolejna genialna powieść tego autora, którą polecam naprawdę każdemu. A sama, bardzo nieśmiało, planuję jednak zabrać się za "Cień wiatru" :)
C.R. Zafon, Światła września, MUZA, 2011, s. 254.
Etykiety:
dla młodzieży,
fantastyka,
perełki
piątek, 22 lipca 2011
Wirtualne średniowiecze (Hyperversum - Cecilia Randall)

"Hyperversum" przez ostatni miesiąc było moją książkę "do poduszki", głównie ze względu na swoje pokaźne gabaryty: 768 stron raczej trudno zmieścić do torebki, a ostatnio czytam głównie w drodze do i z pracy.
Cecilia Randall napisała przede wszystkim powieść dla młodzieży, a stwierdzam to, ponieważ powieść czytała też moja nastoletnia kuzynka i jej "Hyperversum" podobało się chyba jednak bardziej niż mi. Sylwia, która na szczęście czyta dużo, doceniła samą fabułę: pełną niesamowitych przygód, pojedynków, prób - książka po prostu ją wciągnęła, dlatego też jeśli zastanawiacie się, jaką książkę podarować nastolatce: polecam!
Autorka opisała losy grupy przyjaciół, którzy uwielbiają gry komputerowe, w szczególnie jedną: tytułowe "Hyperversum". W wyniku błędu systemu, sami stają się częścią gry i przychodzi im wcielić się w role postaci, które sami wcześniej wymyślili. Ian, Daniel, Jodie i Martin są przerażeni, bezbronni i mocno zdezorientowani, w dodatku zaraz na samym początku wdają się w konflikt z jednym z najpotężniejszych ludzi tamtych czasów. Wirtualna rzeczywistość okazuje się być nie tyle fascynująca, co przerażająca i niepewna.
Wbrew pozorom nie jest to jednak powieść z kręgu fantastyki, lecz ze względu na miejsce i czas akcji, historyczna. I tutaj chylę czoła przed autorką, którą drobiazgowo opisała realia średniowiecza, a także znane z historii wydarzenia dotyczące konfliktu między panującymi rodzinami z Francji i Anglii. Dzięki temu, że prezentuje detale, naprawdę można się zaciekawić tamtym okresem. Słabsze punkty? Są i takie, ale w tak ogromnej powieści trudno ich uniknąć. Bohaterowie są nieco schematyczni, jeśli ktoś jest dobry na początku, to taki już pozostanie. Z założenie dobrzy są Francuzi, natomiast rola tych złych przypadła Anglikom i nie ma zmiłuj: źli są wszyscy bez wyjątku.
Nie zmienia to jednak faktu, że Cecilia Randall zrobiła kawał solidnej, literackiej roboty i czekam na ciąg dalszy - bo taki nastąpi, ha! :)
C. Randall, Hyperversum, Espirit, Kraków 2011, s. 768.
Etykiety:
dla młodzieży,
grubasy,
ona pisze - ameryka
sobota, 7 maja 2011
Nowy - stary Zafon zachwyca :) (Pałac Północy - C.R.Zafon)
y
C.R. Zafon, Pałać Północy, MUZA, Warszawa 2011, s . 286.

Nie pamiętam już dokładnie, kto to napisał, ale kilka miesięcy temu przeczytałam jednozdaniową recenzję "Księcia mgły". Zdanie to brzmiało mniej więcej tak: Książki, które czytam w kilka godzin, uważam za genialne.
Właśnie tak było w przypadku "Pałacu Północy", który przeczytałam raz-dwa. Jest to druga książka, którą Zafon napisał. Ukazała się w 1994 roku w Hiszpanii. Tym samym, zupełnie przypadkowo, udaje mi się czytać tego autora chronologicznie, gdyż lektura wielkiego "Cienia wiatru" jeszcze przede mną, a za sobą mam tylko "Księcia mgły".
"Pałac Północy" to kolejna powieść przeznaczona dla nieco młodszego czytelnika, ale dorośli zupełnie nie powinni się tym zrażać. Autor w przedmowie pisze tak:
Sądzę, że istnieją historie o uniwersalnym wydźwięku, dlatego mam nadzieję, że dorośli czytelnicy moich późniejszych książek zechcą sięgnąć również po to, które opowiadają o magii, mrocznych tajemnicach i przygodach.
Akcja powieści dziejącej się w Kalkucie, rozpoczyna się w maju 1916 roku. Wtedy to z płonącego dworca Jheeter's Gate, na małej łodzi, ucieka mężczyzna. Próbują go dogonić wynajęci przez widmo w czarnym płaszczu opryszkowie. Zależy im nie tyle na schwytaniu mężczyzny, co dwójki dzieci, które udało mu się wynieść z płonącego gmachu. Dzieci bezpiecznie trafiają do starszej, mieszkającej samotnie kobiety, a mężczyzna ginie...
Mija szesnaście lat. Dzieci dorastają, nie wiedząc nawzajem o swoim istnieniu. Ben, którego można uznać za głównego bohatera tej powieści, wychowuje się w sierocińcu, który wkrótce ma opuścić. Jego życie można uznać za przeciętne, do czasu kiedy Sheere opowiada mu historię swojego ojca, a on sam (Ben, nie ojciec :) ) widzi płonący pociąg pędzący w nicość...
Więcej nie powiem, gdyż nie chcę psuć przyjemności, jaką niewątpliwie daje lektura tej książki. A Zafon tak pokierował fabułą, że do pewnego momentu czytelnik jest tak samo zagubiony jak główni bohaterowie. To, co biorą za prawdę, okazuje się kłamstwem, zaś osoba, którą uznać można za chodzący ideał, w którymś momencie zaczyna jawić się zupełnie inaczej.
Zafon, jak sam zapewniał, stworzył opowieść pełną magii i przygód, jednocześnie portretuje grupkę przyjaciół, których w tak młodym wieku połączyły wydarzenia, o których nigdy nikomu nie powiedzą i które będą mieć w pamięci do końca życia. A do tego dodaje tajemnicze, zamglone ulice Kalkuty, po których snują się bezdomni i ludzie, których lepiej nie spotykać po zmroku...
Nie potrafię ocenić, czy bardziej podobał mi się "Książę mgły", czy też "Pałac Północy", ale obie książki mają ten sam klimat, który już zdążyłam polubić. Pozostaje mi więc z niecierpliwością czekać na kolejną powieść autora, "Światła września", której polska premiera będzie miała miejsce w październiku tego roku.
Właśnie tak było w przypadku "Pałacu Północy", który przeczytałam raz-dwa. Jest to druga książka, którą Zafon napisał. Ukazała się w 1994 roku w Hiszpanii. Tym samym, zupełnie przypadkowo, udaje mi się czytać tego autora chronologicznie, gdyż lektura wielkiego "Cienia wiatru" jeszcze przede mną, a za sobą mam tylko "Księcia mgły".
"Pałac Północy" to kolejna powieść przeznaczona dla nieco młodszego czytelnika, ale dorośli zupełnie nie powinni się tym zrażać. Autor w przedmowie pisze tak:
Sądzę, że istnieją historie o uniwersalnym wydźwięku, dlatego mam nadzieję, że dorośli czytelnicy moich późniejszych książek zechcą sięgnąć również po to, które opowiadają o magii, mrocznych tajemnicach i przygodach.
Akcja powieści dziejącej się w Kalkucie, rozpoczyna się w maju 1916 roku. Wtedy to z płonącego dworca Jheeter's Gate, na małej łodzi, ucieka mężczyzna. Próbują go dogonić wynajęci przez widmo w czarnym płaszczu opryszkowie. Zależy im nie tyle na schwytaniu mężczyzny, co dwójki dzieci, które udało mu się wynieść z płonącego gmachu. Dzieci bezpiecznie trafiają do starszej, mieszkającej samotnie kobiety, a mężczyzna ginie...
Mija szesnaście lat. Dzieci dorastają, nie wiedząc nawzajem o swoim istnieniu. Ben, którego można uznać za głównego bohatera tej powieści, wychowuje się w sierocińcu, który wkrótce ma opuścić. Jego życie można uznać za przeciętne, do czasu kiedy Sheere opowiada mu historię swojego ojca, a on sam (Ben, nie ojciec :) ) widzi płonący pociąg pędzący w nicość...
Więcej nie powiem, gdyż nie chcę psuć przyjemności, jaką niewątpliwie daje lektura tej książki. A Zafon tak pokierował fabułą, że do pewnego momentu czytelnik jest tak samo zagubiony jak główni bohaterowie. To, co biorą za prawdę, okazuje się kłamstwem, zaś osoba, którą uznać można za chodzący ideał, w którymś momencie zaczyna jawić się zupełnie inaczej.
Zafon, jak sam zapewniał, stworzył opowieść pełną magii i przygód, jednocześnie portretuje grupkę przyjaciół, których w tak młodym wieku połączyły wydarzenia, o których nigdy nikomu nie powiedzą i które będą mieć w pamięci do końca życia. A do tego dodaje tajemnicze, zamglone ulice Kalkuty, po których snują się bezdomni i ludzie, których lepiej nie spotykać po zmroku...
Nie potrafię ocenić, czy bardziej podobał mi się "Książę mgły", czy też "Pałac Północy", ale obie książki mają ten sam klimat, który już zdążyłam polubić. Pozostaje mi więc z niecierpliwością czekać na kolejną powieść autora, "Światła września", której polska premiera będzie miała miejsce w październiku tego roku.
C.R. Zafon, Pałać Północy, MUZA, Warszawa 2011, s . 286.
czwartek, 5 maja 2011
Dobrani nie do pary (Dobrani - Ally Condie)

Do napisania recenzji "Dobranych" zabieram się od mniej więcej... trzech tygodni? Czy może już miesiąca? Dlaczego? Powody są trzy. Po pierwsze: wszystko to już było. Znamy z literatury opisy społeczeństwa zniewolonego, bezwolnego i kontrolowanego. Ally Condie akcję swojej powieści umieszcza właśnie w takiej rzeczywistości. Ludzie nie ma prawa decydować o niczym. Dosłownie o niczym: nie tylko nie wolno im jeść tego, na co mają ochotę, lecz także wybrano dla nich zaledwie sto wierszy, które można czytać, dyktuje się im, gdzie mają pracować i gdzie spędzać czas wolny, a także kiedy mają umrzeć oraz... kogo mają kochać. A wszystko to dla ich dobra. I tutaj uczucia mam ambiwalentne: z jednej strony znam już takie opisy, nie są one oryginalne, lecz z drugiej robią wrażenie, oj robią.
Drugą przyczyną, przez którą nie mogłam zabrać się do napisania tej recenzji jest fakt, iż książka ta bez wątpienia przeznaczona jest dla młodego czytelnika. Chciałam więc napisać kolejną recenzję "na pół" z moją młodszą kuzynką, lecz...zapominałam jej "Dobranych" przekazać. Nie wiem, co i czy urzekłoby ją w powieści Ally Condie, lecz do mnie najbardziej przemawia jej... prostota. Bo oto mamy dziewczynę, której Społeczeństwo przydziela Wybranka. I wszystko byłoby dobrze, gdyby Cassia wkrótce potem nie zobaczyła jeszcze jednego potencjalnego kandydata na męża. Kandydata, który stanowi mniej udany element Społeczeństwa, kandydata, który odwzajemnia jej uczucia i pokazuje jej rzeczy, o których nigdy wcześniej nie myślała. W dziewczynie rodzi się bunt... ale z drugiej strony wyrażenie go oznacza walkę ze wszystkim, co do tej pory znała i w co wierzyła. Cassia kocha pierwszy raz, w jej myślach początkowo panuje chaos, który następnie przeradza się w jasną i klarowną wizję tego, jak chce żyć. Dodam, że wizja ta daleko wykracza poza ramy, które przewidziało dla niej społeczeństwo.
Powiem po prostu: opowiedziana historia wydała mi się piękna, podobnie jak wszystkie sceny, które rozegrały się między Cassią a jej Ukochanym Oprócz nieśmiałych pocałunków, chłopak podarował jej umiejętność pisania, opowiedział jej swoją historię, ona zaś podzieliła się z nim zakazanym wierszem. Słowa, w których moc ja głęboko wierzę, były jedynym elementem, których żaden system nie mógł im odebrać. Stały się czymś, co ich definiowało i co należało tylko do nich. I myślę, że ze względu właśnie na ten wątek, książka ta tak bardzo mi się podobała.
A jaki jest trzeci powód? Ano taki, że dopiero dzisiaj stwierdziłam, że nie jest żadnym wstydem przyznać się publicznie, że do kilku łez wzruszenia doprowadziła mnie książka, która opowiada o miłości nastolatków... I że ostatnio tak wzruszyłam się na pierwszym tomie sagi "Zmierzch" :) Gorąco polecam "Dobranych" i niecierpliwie czekam na kolejny tom cyklu!
A. Condie, Dobrani, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2011, s. 352.
Etykiety:
dla młodzieży,
fantastyka,
ona pisze - europa
Subskrybuj:
Posty (Atom)















