Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 marca 2012

A ja już wiem, kto otrzyma "Zielone oczy Mariny" NA WŁASNOŚĆ! :)

Ultramarynie serdecznie gratuluję - wpisałaś się jako piętnasta! Proszę o adresik i w poniedziałek pędzę na pocztę!



A wszystkim tradycyjnie dziękuję za udział w zabawie :)

czwartek, 1 marca 2012

"Zielone oczy Mariny" do wygrania :)

Miał być konkurs w piątek, ale cóż mi szkodzi wystartować z nim już dziś? Tym bardziej, że chcę powrócić do weekendów tematycznych... ale o tym jutro :)

Tymczasem chcę Wam przedstawić książkę Anny Sznajder wydaną i ufundowaną przez Warszawską Firmę Wydawniczą. Opowiada ona o miłości, która rozkwitła w pięknej Barcelonie, trwała przez jakiś czas, już w Polsce, a potem... no cóż. Potem pozostała tęsknota za zielonymi oczami Mariny, za wspólnymi porankami, codzienną rutyną i chwilami zapierającymi dech w piersiach. 

Książka ma formę dziennika, pisanie zaś staje się swoistą terapią, próbą poradzenia sobie z utratą. To opowieść o tym, co zostaje, gdy kończy się miłość, temat jest więc naprawdę uniwersalny. I nie ma tu znaczenia fakt, że autorka opisuje relacje między dwiema kobietami: miłość to miłość i płeć tak naprawdę nie gra roli.

Uczciwie przyznaję, że mi książkę dobrze czytało się tylko do połowy, potem poczułam lekkie znużenie, co nie zmienia faktu, że aż kipi ona od emocji, z którymi pewnie każdy z nas chociaż raz w życiu się zmagał.

Jeśli macie ochotę przeczytać "Zielone oczy Mariny", proszę o deklarację w komentarzu, że znajdzie się dla niej miejsce na Waszej półce... i że książce będzie u Was dobrze :) Wyniki, tradycyjnie, ogłoszę w niedzielę około godziny 12.

Powodzenia!




niedziela, 26 lutego 2012

"Purpura i czerń" wędruje do... :)

... do osoby, który ukrywa się pod pseudonimem DUSIA! Strona random.org nie może się mylić!


Gratuluję i proszę o kontakt mailowy, a wszystkim dziękuję za udział z zabawie. :)


czwartek, 23 lutego 2012

"Purpura i czerń" do wzięcia - wieczorowa porą!

Książkę "Purpura i czerń" otrzymałam jakiś czas temu od wydawnictwa PROMIC, przez moje gapiostwo odleżała swoje na półce, dziś skończyłam ją czytać i chętnie podam ją dalej.

"Purpura i czerń" opowiada prawdziwą historię człowieka, który w czasie II wojny światowej uratował tysiące ludzi. Monsinior Hugh O'Flaherty codziennie, ubrany w sutannę i czarny kapelusz, stał na schodach Bazyliki św. Piotra by służyć tym, którzy tego potrzebowali i którzy w jakiś sposób narazili się nazistom. Schody w Bazylice św. Piotra były miejscem neutralnym, O'Flaherty zaś na tyle znany i szanowany, że Niemcy nie odważyli się go "zlikwidować". O'Flaherty ukrywał wszelkiej maści uciekinierów pod samym nosem wroga, wykorzystując do tego prywatne mieszkania, kościoły i klasztory.

"Purpurę i czerń" czyta się jak wciągającą powieść sensacyjną, lecz jednocześnie cały czas miałam świadomość, że te wydarzenia rozegrały się naprawdę. Była to myśl niezwykle krzepiąca, okazało się bowiem, że w nieludzkich czasach znalazło się wielu gotowych bezinteresownie iść z pomocą, ryzykując własne życie.

Jeśli chcecie przeczytać tę książkę, bardzo proszę o sygnał w komentarzu - egzemplarz czeka! Zwycięzcę podam w niedzielę, około godziny 12.

Powodzenia! :)

piątek, 10 lutego 2012

"Stulatek..." wędruje do... :)

Pierwsza myśl jest zawsze najlepsza, prawda? Dlatego też nie kombinując zbytnio, po uważnym przeczytaniu wszystkich zostawionych komentarzy, ogłaszam, że książka "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" ufundowana przez wydawnictwo Świat Książki wędruje do... BAHARI, która napisała:

Ja chciałabym porozmawiać z Rose z filmu "Titanic", a raczej na nią nakrzyczeć, że nie zrobiła miejsca Jackowi na swoich drzwiach. Po prostu nie wiem, czy ta końcowa scena wzbudza we mnie więcej wzruszenia czy frustracji. A jak już bym się uspokoiła to chciałabym porozmawiać z nią o życiu po katastrofie, zapytać, czy była jeszcze kiedyś naprawdę szczęśliwa.


Zastrzegłam sobie prawo do subiektywnego wyboru i właśnie z niego skorzystałam. Oglądałam film Camerona kilka razy i zawsze na koniec nachodziło mnie pytania: Co z Twoją miłością, Rose? Czemu, do diabła, nie posunęłaś się na tych drzwiach i nie zrobiłaś miejsca boskiemu Leo? Jak ci się potem z tym żyło?

Bahari, gratuluję i proszę o kontakt!

A wszystkim dziękuję za udział w zabawie (szczególnie tym, którzy kawy nie lubią, ale ten drobny fakt nie przeszkodził im odpowiedzieć na pytanie) ;)



wtorek, 7 lutego 2012

Ostatnia podróż stulatka na wesoło! (Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął - Jonas Jonasson)

Tak jak pisałam wczoraj: książką "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" jestem szczerze zachwycona. Nietuzinkowa fabuła, nietuzinkowi bohaterowie, szalona akcja i humor tryskający z każdej strony - czy można chcieć więcej?

Jonas Jonasson przedstawia historię Allana Karlssona, który w momencie rozpoczęcia powieści kończy sto lat. Allan nie jest jednak nobliwym staruszkiem, który ma ochotę spędzić ten dzień w domu spokojnej starości, którego szczerze nie lubi. Pod wpływem nagłego impulsu wyskakuje przez okno wprost na rabatkę i rozpoczyna kolejną już w swoim życiu szaloną wyprawę. Po drodze trup ściele się gęsto, Allan spotyka nowych, baaaardzo oryginalnych przyjaciół, kradnie walizkę z 50 milionami w środku, zaprzyjaźnia się ze... słoniem, ściga go i policja, i grupa przestępcza, a Allan zdaje się nic sobie z tego nie robić.

"Stulatek..." rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Pierwsza to 2005 rok, kiedy to Allan kończy dziesiątą dekadę. Druga to lata pomiędzy narodzinami a setnymi urodzinami. W tym czasie nasz bohater zdążył zaprzyjaźnić się z prezydentem Trumanem, uratować życie generałowi Franco, upić się ze Stalinem, poznał Mao Zadonga, który jednak trochę go rozczarował, gdyż na kolację podał tylko makaron. Ponadto Allan niemalże na piechotę pokonał Himalaje, nauczył się produkować w warunkach ekstremalnych wódkę z koziego mleka, spalił Władywostok...

Mogłabym tak wymieniać bez końca, a zrobiłam to tylko po to, by pokazać, z jakim rozmachem i fantazją napisana została ta książka. Mimo iż liczy sobie ona 416 stron, autor nawet przez moment nie spuszcza z tonu, mnożąc przezabawne sytuacje i niespodziewane zbiegi okoliczności - a ja ani przez chwilę nie zwątpiłam, że to wszystko prawda! Nic, tylko pozazdrości fantazji i umiejętności ogarnięcia tego wszystkiego w jedną, fantastyczną całość. W trakcie lektury co chwila wybuchałam śmiechem - i to w najbardziej niestosownych momentach! Czy jest coś śmiesznego w fakcie, że ważąca 5 ton słonica właśnie zmiażdżyła człowieka? Ano właśnie jest!

Dla mnie Jonas Jonasson jest absolutnym odkryciem literackim i naprawdę podpisuję się pod stwierdzeniem z okładki, że jest to "brawurowa powieść, która zachwyciła 1,5 miliona czytelników". Ja właśnie dołączyłam do tej grupy, do czego i Was serdecznie zachęcam :) (Patrz post niżej)

J. Jonasson, Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął, Świat Książki, 2012, s. 416.


poniedziałek, 6 lutego 2012

"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" - świetna książka do wygrania!

Przepraszam, za nieskromny tytuł wpisu, ale książka, którą można wygrać, jest naprawdę rewelacyjna! Przeczytałam 302 z 416 stron i zanosi się na to, że dziś nie położę się wcześnie, gdyż koniecznie chcę powieść Jonasa Jonassona przeczytać i podzielić się opinią. Póki co, rekomendacja z okładki:

Życiowa podróż szwedzkiego Forresta Gumpa po ostatnich stu latach losów świata. Właśnie minęło dziesięć dekad nadzwyczaj bogatego w wydarzenia życia Allana Karlssona. Problem tylko w tym, że zdrowie nie odmawia posłuszeństwa i wygląda na to, że wielka feta z okazji setnych urodzin będzie musiała się odbyć w domu spokojnej starości. Jednak człowiek, który jadł kolację z przyszłym prezydentem Trumanem, leciał samolotem z premierem Churchilem, pił wódkę ze Stalinem i zaznajomił się z Mao Zedongiem, nie może tak po prostu zdmuchnąć świeczek na torcie. Wymyka się przez okno i rusza w swą ostatnią życiową podróż…

Więcej informacji na temat książki i samego autora znajduje się na stronie wydawnictwa Świat Książki, które książkę ufundowało.

Co trzeba zrobić, aby wygrać? Odpowiedzieć na pytanie, które wymyśliłam w trakcie lektury: gdybyście mogli wybrać jedną, dowolną postać, z którą moglibyście spędzić kwadrans pijąc kawę, to kto by to był i dlaczego? Nieważne, czy będzie to postać historyczna, bohater filmu, książki, czy ktoś współcześnie żyjący - tutaj zostawiam pełną dowolność. 

Na odpowiedzi czekam do piątku, do godziny 12, wyniki ogłoszę tego samego dnia. Zastrzegam sobie prawo do zupełnie subiektywnego wyboru, natomiast jeśli też okaże się za trudny, wtedy skorzystam z maszyny losującej :)

Powodzenia!

piątek, 30 grudnia 2011

Ja już wiem, do kogo wędruje "Miłość we Wrocławiu" :)

Tadam, tadam... książka o Wrocławiu i miłości wędruje do Oliwii - strona random.org nie może się mylić :)


Oliwio, gratuluję! I odezwij się koniecznie, żebym mogła wysłać książkę! :)

A wszystkim serdecznie dziękuję za udział w zabawie! :)

środa, 28 grudnia 2011

wrocLOVE! (Komu książkę, komu?)

Napisz opowiadanie na zadany temat. Takie polecenie bardziej kojarzy mi się ze szkołą, niż z literaturą, ale w przypadku tej książki właśnie tak było. Kilkunastu autorów i jeden wspólny cel: napisać tekst, który będzie opowiadał o miłości i o Wrocławiu. Temat, na pierwszy rzut oka, ograny do bólu. Co z tego, że we Wrocławiu, skoro przecież nie jest tak, że inaczej kocha się we Wrocławiu, inaczej w Poznaniu, a jeszcze inaczej w Jeleniej Górze. Pomysł więc mocno ryzykowny, aleee... No właśnie: dzięki temu "ale" książka się broni. A chodzi tu o dobór autorów.

Stefan Chwin, Inga Iwasiów, Ignacy Karpowicz, Wojciech Kuczok, Maciej Malicki, Łukasz Orbitowski, debiutująca Joanna Pachla, Edward Pasewicz, Andrzej Pilipiuk, Mara Syrwid, Grin-Grzegorzewska-Świetlicki, Krzysztof Varga, Andrzej Ziemiański. I chociaż patrząc na na tę listę odzywa się we mnie feministka i mam ochotę zapytać: czemu w tym gronie tak mało kobiet?, to przyznać trzeba, że nazwiska te robią wrażenie. 

I teraz tak: mam pewne swoje przyzwyczajenia literackie, mam rzeczy, które w opowiadaniach lubię bardziej lub mniej, dlatego też nie ukrywam, że dla mnie ten tom jest mocno nierówny. Na wstępie zraził mnie Stefan Chwin, który napisał tekst ckliwy i w gruncie rzeczy banalny - jak nie on. Dalej było już lepiej: opowiadanie Ingi Iwasiów o Annie Kowalskiej, Marii Dąbrowskiej i tajemniczej Marcie - mocno na plus. Ignacy Karpowicz... czy ja wiem? Pomysł ciekawy, świetnie napisane... ale scena łóżkowa z szesnastolatkiem - no jakoś nie. Wojciech Kuczok - TAK. Uwielbiam styl tego autora, który tutaj, w skondensowanej formie, wypada super. Maciej Malicki - świetna wycieczka po mieście, można poczuć klimat Wrocławia, tym bardziej, jeśli miasta się nie zna.  Łukasz Orbitowski - rewelacja! Dla mnie "Oddana" jest najlepszym testem w całym tym zbiorze. 

I tak dalej. Raz lepiej, raz gorzej - ale jak piszę: to tylko moja subiektywna ocena. Czytałam sporo recenzji  książki i to, co mi przeszkadza, innym się podoba.

I tak sobie myślę, że bardzo chętnie się książką podzielę. Szczególnie polecam tym zakochanym, również we Wrocławiu. Zadanie konkursowe? Nie ma. Proszę tylko zdeklarować chęć posiadania w komenatarzu. Konkurs rozwiążę w piątek, ok. powiedzmy, 12. Zatem: komu książkę, komu? :)

środa, 14 grudnia 2011

Do czytania nie tylko pod choinką (Pensjonat - Lois Battle)

Ufff... "Pensjonat" Lois Battle to jedyna ""świąteczna" lektura, jaką zaplanowałam na Boże Narodzenie Anno Domini 2011, więc bardzo się cieszę, że trafiłam na powieść, w której nie ma wspólnego kolędowania, nie podkreśla się co chwila, że święta to czas wyjątkowy i trzeba się cieszyć, bohaterowie nie padają sobie w ramiona pod choinką i nie obiecują, że dołożą wszelkich starań, aby święta i cały następny rok były wyjątkowe. Ufff... jakie to szczęście, że tego nie ma!

Lois Battle napisała książkę o czterech nieszczęśliwych kobietach: matce i jej córkach. Josie, miła starsza pani, za nic nie może dogadać się ze swoim dziećmi, chociaż robi co może, unika konfrontacji, stara się dostosować. Wspomina swoje, jakby nie było, średnio szczęśliwe życie, u boku męża, który był wojskowym, nie stronił od kobiet i miał zupełnie inną wizję szczęścia niż żona.

Cam wyjechała z rodzinnego domu do Nowego Jorku. Nie wyszła za mąż, pracowała w wydawnictwie, co w oczach najbliższych zapewniło jej miano kobiety sukcesu. Cam jednak absolutnie kobietą sukcesu się nie czuje. Mało tego: ma świadomość, że przegrała życie.

Lila jest żoną polityka: człowieka miłego... i tylko miłego. Kobieta nie radzi sobie z córką - anorektyczką i synem wykazując postawę "należy mi się!". Nie przepada też za Cam, czemu daje wyraz w trakcie rodzinnej kolacji. Robi też coś jeszcze i to "coś" może przekreślić nie tylko całe jej dotychczasowe życie, lecz także zniszczyć życie najbliższych osób.

Evie zaś, ostatnia z sióstr, no cóż... Evie zawsze była ładna i, niestety, głupia. Ja do tych cech dodałabym jeszcze egoizm i "bluszczowatość". Kobieta ta oplatała się wokół mężczyzn, czyniąc z kolejnych związków sposób na życie. Tyle, że ten ostatni jest szczególnie nie do zaakceptowania przez rodzinę...

Nieoczekiwanie dla nich samych, Josie, Cam, Lila i Evie spotykają się na wigilijnej kolacji, która kończy się katastrofą. Mija rok, rok przełomowy dla nich wszystkich. Przez ten czas wiele się wydarza, zarówno dobrego, jak i złego. Kobiety znów spotkają się przy wspólnym stole, w nieco zmienionym składzie. Nie, tym razem też nie padają sobie w ramiona. Więcej: mają problem, by na niektóre tematy w ogóle rozmawiać. Ale... no właśnie, jest jedno "ale". Tym razem każda z nich jest szczęśliwa, chociaż to, co Josie nazywa szczęściem, Lili trudno zaakceptować. I odwrotnie: gdyby Josie dowiedziała się, w jaki sposób jej córka doszła do stanu względnego zadowolenia, pewnie złapałaby się za głowę i zapłakała, że przecież nie tak chciała swoje dzieci wychować.

Książka Lois Battle to słodko - gorzka historia, dla której choinka i wigilijny stół to tylko dekoracja, tło, a nie najważniejszy punkt odniesienia. Ogromnie spodobało się to, że nie jest ona przesłodzona, że autorka nie uległa pokusie i nie napisała "zabawnej, ciepłej, rodzinnej opowieści o magii świąt". Jest za to historia prawdziwa jak samo życie, z pełnokrwistymi bohaterami, którzy czasem płaczą, czasem są wredni, czasem robią coś głupiego, ale przez są czytelnikowi po prostu bliżsi. Polecam tę książkę jako antidotum na świąteczny lukier i "Last Christmas" lecące w radiu od listopada. A żeby jednak pozostać w klimacie świąt, jeśli nie wiecie co kupić pod choinkę mamie lub przyjaciółce, ta książka powinna je zadowolić :)

L. Bottle, Pensjonat, Wydawnictwo Literackie, 2011, s. 453.

***     ***     ***     ***     ***     ***     ***     ***     ***     ***     ***     ***     ***     ***     ***
Bardzo proszę, kliknijcie w baner konkursowy, który umieściłam po prawej stronie. Portal Stolikarnia organizuje konkurs, w którym do wygrania jest wyjątkowa książka kucharska "Gotuj z sercem", przygotowana przez Polską Akcję Humanitarną oraz najlepszych polskich restauratorów. O samym projekcie możecie przeczytać TUTAJ, natomiast w jednym z kolejnych postów podam więcej szczegółów na temat samej książki. W każdym razie polecam, bo i książka świetna, i idea zacna. 

wtorek, 11 października 2011

Oddam książkę w dobre ręce :)


Wczoraj, robiąc przegląd wojsk (czytaj: przeglądając książki, które mam na półce), zauważyłam dwa egzemplarze "Za zakrętem" Mariki Krajniewskiej. A że aż takim maniakiem nie jestem, żeby upierać się przy posiadaniu dwóch takich samych książek, jedną chętnie oddam. Więcej informacji o książce i autorce znajdziecie na stronie Papierowego Motyla.

Czytelniku! Jeśli chcesz sprawdzić, co znajduje się za zakrętem, napisz mi o tym w komentarzu, a ja jutro, wieczorem wyłonię zwycięzcę :)

piątek, 1 lipca 2011

Czytanie tematyczne plus zagadka plus oddam "kolor i wodę" :)

Dawno, oj dawno, nie robiłam weekendów tematycznych na blogu, więc najwyższy czas to zmienić :)
Tak się złożyło w tym tygodniu, że przeczytałam dwie książki polskich autorów oraz jedną brytyjskiej pisarki.

Ułożyły się one, zupełnie przypadkowo, w wakacyjny cykl hiszpańsko(Margot i pszczoły) - śródziemnomorsko (kolor i woda) - angielski (z okna + miasto).

Recenzje pojawią się jutro i w niedzielę, a kto pierwszy zgadnie, o jakich książkach będę pisać(wystarczy jeden tytuł), otrzyma "kolor i wodę" :)

Ha! I cóż ja mogę mieć na myśli :)?

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Wygraj sobie książkę :)


Nad książką Pawła Pollaka "Między prawem a sprawiedliwością" piałam z zachwytu w TYM poście.
Dlatego ogromnie się ucieszyłam, gdy udało mi się nie tylko porozmawiać z autorem, lecz także uzyskać trzy egzemplarze książki, które można wygrać.
Wywiad i zasady konkursu znajdują się TU - proszę zerknąć i docenić, na jakie fajne zadanie konkursowe, przy aprobacie i pomocy autora, wpadłam :)

niedziela, 5 czerwca 2011

Jedynki górą - rzekła maszyna losująca :)

NIEDOPISANIE, bardzo proszę o przesłanie mi adresu (slowoczytane@blogspot.com), gdyż maszyna losująca, w której to zaszczytnej roli wystąpiła moja mama, wydała werdykt: Jedynka! Bo była pierwsza, to niech ma!

No to masz, "Nie zawrócę" Jolanty Guse wędruje do Ciebie :)

PS Nie zapomnij podać dalej! :)

piątek, 3 czerwca 2011

"Nie zawrócę" lubię i oddam :)


W kwietniowym "Sensie", kilka dni temu, przeczytałam bardzo fajny tekst o Szczęściarzach. Mówił on o ludziach, którzy wychodząc po bułki do sklepu, poznają miłość swojego życia. Na imieninach u krewnych dostają propozycję super pracy, taksówkarz podsuwa im ofertę kupna świetnego samochodu po okazyjnej cenie, a odnalezieni na Facebooku starzy znajomi zapraszają do swojego domu pod Paryżem. Dalej autorka stwierdza, że życiowi farciarze faktycznie istnieją, jednak nie jest to skutkiem jakiejś wyjątkowo korzystnej konstelacji gwiazd, lecz pewnych umiejętności, jakie każdy z nas może nabyć. Z grubsza chodzi o to, żeby próbować nowych rzeczy, nie trzymać się ściśle planu, wierzyć w swoje szczęście i wierzyć w innych. Podobno tyle wystarczy - być może.

W każdym razie artykuł ten skojarzył mi się z książką Jolanty Guse, która właśnie o takim życiowym szczęściu mówi, chociaż zaczyna się od katastrofy. Laura, która przyzwyczajona jest do wystawnego życia w Madrycie, nagle dowiaduje się, że mąż zdradza ją z kobietą o dwadzieścia lat od niej młodszą. Laura może zostać i pogodzić się ze swoją rolą zdradzanej lub może wrócić do Polski, nie mając nic. Oczywiście wybiera to drugie. I zaczyna się.

Kobieta nagle staje się zdana na samą siebie, na swoje umiejętności i swoją wiedzę. A jaki jest obecnie rynek pracy - każdy widzi i wie. Dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności i wspaniałym ludziom, Laura wychodzi na prostą. Nie od razu, rzecz jasna.

Pewnie stwierdziłabym, że książka ta grzeszy schematyzmem, ale nie. Owszem: taka fabuła już była. Ale to, jak bohaterka zakasała rękawy i zaczęła walczyć, szczerze mi zaimponowało. Zachwycił mnie jej opór, zaciśnięte zęby i jedna myśl w głowie: Nie dam się! Podobało mi się to, że Laura na siłę nie szukała faceta, w którego ramionach będzie mogła się skryć, lecz mimo pięćdziesiątki na karku, zaczyna się uczyć, rozwijać, dojrzewać. Jedyne, co mi się nie podobało i o czym uczciwie piszę, to taki trochę "łopatologizm" autorki i zdania w stylu: Mam prawo..., Należy mi się..., Zawsze sobie poradzę, bo mam prawo i należy mi się... Nie lubię moralizowania w książkach, tym bardziej, kiedy to moralizowanie dotyczy rzeczy znanych i takich, o których sama wiem lub do których sama bym doszła - a tu podane są jak na dłoni, w dość nachalny jednak sposób. Co nie zmienia faktu, że polecam: na chandrę, marazm i apatię, na życiowe dołki i "podgórki".

A że dobrymi rzeczami należy się dzielić, chętnie oddam swój egzemplarz w dobre ręce. Proszę o zgłoszenie chęci posiadania w komentarzu i deklarację, że po lekturze poda się książkę dalej, w niedzielę, jeśli trzeba będzie, zrobię losowanie :)

Miłego weekendu Wam życzę, ja zaś będę świadkiem pięknej chwili, kiedy moja przyjaciółka będzie przysięgać, że TEN I ŻADEN INNY :)

niedziela, 3 kwietnia 2011

Losowanie ksiażki z różą raz jeszcze :)

Jako iż Iza, która wygrała w poprzednim losowaniu, przez tydzień nie zgłosiła się po nagrodę, losowałam jeszcze raz.

Maszyna losująca wytypowała nr 23, czyli Szmaragdę. Jeśli i Szmaragda nie zdecyduje się napisać do mnie maila na adres slowoczytane@gmail.com, w którym poda adres, na który mam wysłać książkę, w następną niedzielę będę losować raz jeszcze... do skutku :)

niedziela, 27 marca 2011

A książka z różą trafia do... :)

87 zgłoszeń - ten wynik to dla mnie prawdziwe zaskoczenie, gdyż stanowi on prawdziwy rekord, jeśli chodzi o ilość zgłoszeń w organizowanych przeze mnie konkursach. Super!!! :)

Całe szczęście, że istnieją takie strony jak random.org, gdzie po prostu wpisuje się numerki "od do" i maszyna losuje.



Ale do rzeczy: wylosowany został numer 50, pod którym kryje się IZA (autorka bardzo fajnego bloga, którego wcześniej nie znałam, hehe), która otrzyma ode mnie książkę z różą :)

Serdecznie gratuluję i proszę o kontakt!

PS Wiem, że konkurs miał potrwać do 12, ale że pogoda taka piękna, to rozwiązuję go wcześniej i znikam pobrykać na słoneczku :)

środa, 23 marca 2011

Komu książkę z różą, komu?


Tak się szczęśliwie złożyło, że mam dwa egzemplarze książki z przepiękną różą na okładce. Pierwszy dostałam od wydawnictwa MG, drugi wygrałam w radiowej Czwórce, hihi. A że nie czuję potrzeby posiadania dwóch egzemplarzy tej samej pozycji, dlatego też jednym chętnie się podzielę. Opis książki można przeczytać sobie TU.

Jeśli ktoś ma ochotę na taki retro klimat - proszę dać znać w komentarzu do niedzieli, do godziny 12. Nieco później tego samego dnia ogłoszę wyniki, a w tym tygodniu, mam nadzieję, pojawi się recenzja.

Powodzenia!

środa, 16 marca 2011

Kolejne książki do wzięcia :)

Organizuję, więc informuję:)
Szczegóły TU.

wtorek, 15 marca 2011

Książki dla nauczycieli... na Dzień Wagarowicza :)

Jako iż jestem osobiście zaangażowana w ten konkurs, dlatego piszę o nim też na blogu, gdyż gdzie jak gdzie, ale tu maniaków słowa pisanego nie brakuje :)

Szczegóły TU.