Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexander Mccall Smith. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexander Mccall Smith. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 marca 2013

Uwielbiam! (Mieć siedem lat - Alexander McCall Smith)

Tytuł: Mieć siedem lat
Autor: Alexander McCall Smith
Wydawnictwo: MUZA (dziękuję!)
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 295

Pytań o ulubioną książkę nie lubię, podobnie jak ciężko jest mi wskazać jednego ulubionego pisarza. Jednak z określeniem na które tytuły wyczekuję - tu już nie mam problemu. W 2010 roku pisałam recenzję 44 Scotland Street, pierwszego tomu serii Alexandra McCall Smith. I od tej pory nic się nie zmieniło: uwielbiam czytać o mieszkańcach Edynburga, uwielbiam styl autora, pełen anegdot i zaskakujących wydarzeń, po lekturze kolejnych części z niecierpliwością czekam na jeszcze.

Wkręciłam się w tą serię, naprawdę się wkręciłam. Poszczególne rozdziały książki na początku ukazywały się w gazecie, jako powieść w odcinkach. Ja odnoszę wrażenie, że wraz z powstawaniem kolejnych części, autora nabrał wiatru w żagle. Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że pozytywne komentarze czytelników (a sam przyznaje, że często się z takim pozytywnym odzewem spotyka) dały mu pewność siebie, zachęciły do pracy nad bohaterami... i przez to każdy kolejny tom jest coraz lepszy. Naprawdę: lektura kolejnych części sprawia mi coraz większą frajdę i coraz bardziej przywiązuję się do bohaterów.

Moim faworytem nieustannie jest sześcioletni Bertie i nadal twierdzę, że chciałabym kiedyś takiego synka :) W tym tomie o chłopcu możemy poczytać całkiem sporo, podobnie jak o jego wkurzającej matce Irene - Panie Autorze: ta postać to mistrzostwo świata!

Dużo miejsca poświęcone zostaje Matthew i jego żonie, którzy to spodziewają się dziecka i kupują dom. Nie zabrakło też mojego ulubionego psa Cyrila ze złotym zębem, jego ekscentrycznego właściciela Angusa i Dominiki - postaci, którą coraz bardziej lubię.

Mieć siedem lat to szósty tom serii, ja jednak niezmiennie polecam całość. Alexander McCall Smith pisze książki lekkie, ale nie głupie, ze świetnymi bohaterami, którym przydarzają się zaskakujące, acz codzienne rzeczy. A po lekturze pozostaje to, mimo wszystko, przyjemne uczucie niedosytu i oczekiwanie na jeszcze. I mam nadzieję, że to "jeszcze" nastąpi - bo niestety nie znalazłam zapowiedzi kolejnego tomu na okładce :(

piątek, 25 maja 2012

Co nowego w Edynburgu? (Nieznośna lekkość maślanych bułeczek - Alexander McCall Smith)


Tytuł: Nieznośna lekkość maślanych bułeczek
Autor: Alexander McCall Smith
Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 327

Bertie, niezwykle utalentowany sześciolatek, wciąż zmaga się z Irene, swą kontrolującą wszystko matką. Czasami udaje mu się od niej uwolnić, więc wstępuje do drużyny młodszych skautów. Matthew wykazuje się niespodziewanie silnym charakterem w roli nowo poślubionego małżonka, podczas gdy Domenica, kobieta oddana karierze intelektualnej, wciąż cierpi na samotność.
Narcystyczny Bruce przewartościowuje swoje dotychczasowe życie. Malarz portrecista, Angus Lordie, znów ma problemy ze swym psem Cyrilem, gdyż ten złotozęby gwiazdor wpada w sidła psiej namiętności... 


Książek Alexandra McCall Smitha nie potrafię czytać inaczej, niż z entuzjazmem. Nieznośna lekkość maślanych bułeczek jest piątym już tomem serii 44 Scotland Street, opowiadającym o codziennych perypetiach bardziej lub mniej sympatycznych ludzi, mieszkających w Edynburgu. Na każdą część wyczekuję tak samo mocno, z takim samym żalem kończę je czytać. Zdążyłam się już bowiem przywiązać do bohaterów, których coraz lepiej poznaję i coraz bardziej lubię (no, może z wyjątkiem Irene, która uparcie gnębi mojego ulubieńca, sześcioletniego Bertiego). 

I właśnie dlatego, że bohaterowie i sceneria są mi tak dobrze znane, trudno o tych książkach napisać cokolwiek nowego. Czytelnik otrzymuje bowiem dokładnie to, czego oczekuje i do czego zdążył się przyzwyczaić w poprzednich tomach. Książki Alexandra McCall Smitha są ciepłe, lecz i chwilami gorzkie. Są zabawne, ale też skłaniają do refleksji. Wiem, że powyższe zdanie to ogólnik, ale do tego cyklu pasuje idealnie. 

Nigdy nie byłam w Edynburgu, ale autor dokłada wszelkich starań, by przekonać czytelnika, iż jest to najpiękniejsze miejsce na ziemi, nawet jeśli znajduje się w nim kilka architektonicznych potworków. Niezmiennie też podoba mi się fakt, że autor ciągle na nowo podejmuje te same tematy. W Nieznośnej lekkości maślanych bułeczek na pierwszy plan, moim zdaniem, wybijają się relacje międzyludzkie. Matthew, świeżo poślubiony małżonek, odkrywa uroki bycia zaobrączkowanym, ale też zarówno jego, jak i jego małżonkę, zdaje się peszyć intymność i odsłonięcie się przed drugą osobą - a czy nie na tym, na oddaniu i odsłonięciu się, polega małżeństwo? Domenica, mimo iż z pewnością może nazwać Angusa swoim przyjacielem, cierpi na samotność. A Bruce? Ten zadufany w sobie playboy nagle traci pewność siebie, bo... rzuciła go dziewczyna, na której przecież absolutnie mu nie zależało. 

Niby zwykłe sprawy, niby codzienne sytuacje, ale autor potrafi pisać o nich w fascynujący sposób. Tak, że już nie mogę się doczekać następnego tomu. I naprawdę będzie smutno, kiedy te tomy przestaną się ukazywać, co przecież kiedyś nastąpić musi. A póki co, tradycyjnie, czekam na ciąg dalszy opowieści!

poniedziałek, 28 listopada 2011

Lektura jak spotkanie starych znajomych (A.McCall Smit - Świat według Bertiego)

Z każdym kolejnym tomem "44 Scotland Street" nie tylko coraz bardziej lubię bohaterów tej serii, ale również autora. Bo wyobrażam sobie, jak fantastycznym człowiekiem musi być ktoś, kto pisze takie książki - i mam nadzieję, że moje wyobrażenie nie jest błędne.

"Świat według Bertiego" to czwarta (już czwarta!) część przygód mieszkańców Edynburga, a więc z bohaterami przywitałam się jak ze starymi znajomymi. Tym razem jednak spotkał mnie leciutki zawód: tytuł sugeruje, że główny bohaterem tomu będzie mój ukochany sześcioletni Bertie - a niestety nie jest. Autor poświęca mu dokładnie tyle samo miejsca, co innym bohaterom. Ale to tylko taki drobiazg, gdyż całość kolejny raz czyta się świetnie. 

O czym autor pisze w odsłonie czwartej? O drobiazgach, ale też dość poważnych zmianach, które spotkały bohaterów. Bruce - najbardziej niesympatyczna postać - postanawia wreszcie się ustatkować... jednak może w niekoniecznie taki sposób, jaki zaplanowała jego "wybranka". Matthew, ciapowaty właściciel galerii, który wciąż nosi sweter w kolorze przybrudzonej owsianki i spodnie koloru zgniecionej truskawki, rozstaje się z Pat i... wpada jak śliwka w kompot w nowy związek. Angus tymczasem rozpacza po tym, jak aresztowany został jego ukochany pies ze złotym zębem - Cyril. Bertie natomiast, najsłodsze dziecko świata, doczekał się brata, jednak braterską miłość zatruwa mi Irene - najbardziej upierdliwa matka świata.

Więcej nie zdradzę - doczytajcie sami, tym bardziej że wiem, iż wiele osób zaglądającego na mojego bloga tak jak ja śledzi przygody mieszkańców Scotland Street. Moi drodzy, na pewno się rozczarujecie: autor kolejny raz serwuje nam porządną dawkę humoru i optymizmu, a wszystko to zabawione jest lekką nutką refleksyjności. Gorąco polecam!

A. McCall Smith, Świat według Bertiego, MUZA, 2011, s. 343. 

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Ciąg dalszy niech szybko nastąpi (A.McCall Smith - Miłość buja nad Szkocją)


Nad książkami z serii "44 Scotland Street" rozwodziłam się już przy okazji pisania o dwóch poprzednich tomach. "Miłość buja nad Szkocją" utwierdziła mnie w przekonaniu, że książki Alexandra McCall Smith warto czytać, bo są po prostu świetne: dowcipne, a jednocześnie mądre, poruszające poważne kwestie (np. w tym tomie umiera jeden z bohaterów), ale też autor nie stroni od nieco groteskowych i absurdalnych pomysłów (jedna z bohaterek rusza tropem piratów, z tymże słowo "pirat" w praktyce okazuje się znaczyć coś innego, niż Domenica początkowo myślała).

Pisarz powraca do wątków, które czytelnik zna już z poprzednich tomów. Irene nadal realizuje "projekt Bertie", lecz jednocześnie oczekuje na kolejnego potomka, Pat wciela się w rolę współczesnego Czerwonego Kapturka i prowadzi manewry ze współczesnym wilkiem, Cyril, pies ze złotym zębem, gubi się, a Matthew próbuje "coś" zrobić ze swoim życiem. Ot, banalna codzienność w najlepszym, edynburskim wydaniu. I nie ukrywam, że z każdym kolejnym tomem, moja sympatia do tej serii wzrasta. Tym bardziej, i to jest dla mnie świetna niespodzianka, tytuł następnej książki będzie brzmiał: "Świat według Bartiego". Czy już pisałam, że kocham tego rezolutnego sześciolatka, która potrafi "zagiąć" jednym pytaniem francuskiego wykładowcę?

Swoją drogą, malutka dygresja. Ci, co czytali wcześniejsze książki tego autora zapewne pamiętają, że Irene uparcie ubierała swojego synka z ogrodniczki koloru "zgniecionej truskawki". W "Miłość buja nad Szkocją" Matthew kupił sobie kaszmirowy sweter o barwie... "przybrudzonej owsianki". A podobno mężczyźni nie znają się na kolorach... :)

Dygresja numer dwa: zastanawiam się, który współczesny pisarz miałby odwagę podjąć się podobnego wyzwania, jak Alexander McCall Smith i publikować powieść w odcinkach w codziennej gazecie. Od czasu, kiedy dowiedziałam się, że moja wielka, studencka miłość, czyli "Emancypantki" Prusa, także były początkowo drukowane w odcinkach, marzę, aby wciągnąć się w jakąć porywającą powieść, którą ktoś zechce mi dawkować po odcineczku... Ech, chciałabym :)

Gorąco polecam "Miłość buja nas Szkocją". książki z tej serii są tymi, na które ostatnio czekam najbardziej :)

A.McCall Smith, Miłość buja nas Szkocją, MUZA, Warszawa 2011, s. 351.

niedziela, 20 lutego 2011

O jak ja lubię to dziecko :) (Opowieści przy kawie - A. McCall Smith)


Alexander McCall Smith - tego autora zdążyłam polubić czytając "44 Scotland Street", po "Opowieściach przy kawie" moja sympatia do niego jeszcze wzrosła.

Tom drugi serii czyta się znakomicie. Przedstawia perypetie bohaterów, których czytelnik zdążył już poznać w pierwszym tomie. Jest więc mój ulubieniec, sześcioletni Bertie (ha! nie tylko mój, gdyż postać ta ma już swój klub, zrzeszający jego fanów), który chodzi na jogę i jest mądrzejszy od swego psychoterapeuty. Jest jego sfiksowana matka Irene i ojciec, który nareszcie miał odwagę się jej postawić. Jest Bruce, który zawsze wychodzi na swoje, a któremu ja zbyt dobrze nie życzę. I oczywiście Dominica, której wywody uwielbiam czytać...

Jeśli miałabym porównać tom pierwszy i drugi, to "Opowieści przy kawie" wydają się bardziej refleksyjne i jednak ciekawsze: więcej się w nich dzieje, zarysowane zostały nowe wątki, na których rozwiązanie czekam. Nie wiem też, czy przegapiłam coś przy lekturze pierwszego tomu, ale ten wydaje mi się też o wiele zabawniejszy (szczególne część pamiętnikarska Ramseya Dunbartona, nudziarza przekonanego o tym, że miał bardzo ciekawe życie). Polecam też fragmenty o Bertiem: co prawda nigdy nie byłam małym chłopcem, ale wydaje mi się on bardzo bliski. Po chwili namysłu stwierdzam też, że to jeden z najbardziej sympatycznych bohaterów dziecięcych spotkanych przeze mnie na kartach książek*.

Z utęsknieniem czekam więc na "Miłość buja nad Szkocją", która ukaże się w połowie tego roku.

* zastanawiam się, w których książkach jeszcze występuje dziecko, do którego można od razu zapałać sympatią i oprócz Bobcia i Pulpy z "Jeżycjady", nikt nie przychodzi mi na myśl. Jakieś sugestie :)?

A. McCall Smith, Opowieści przy kawie, MUZA, Warszawa 2011, s. 333.