środa, 23 kwietnia 2014

Czy można zapomnieć traumę? (Droga do zapomnienia - Eric Lomax)

Trudno recenzować książkę, która stanowi zapis wojennych doświadczeń autora. Mało tego: na okładce widzimy Nicole Kidman i Colina Firtha, co nieco wprowadza w błąd. Wcześniej przeczytałam, że będzie to opowieść o cenie przebaczania, do którego dochodzi, gdy główny bohater spotyka kobietę swojego życia. Wtedy to zdaje sobie sprawę, że musi jeszcze raz zmierzyć się koszmarem przeszłości, zawalczyć o siebie. Szczerze? Spodziewałam się love story, a tu taka niespodzianka...


środa, 16 kwietnia 2014

Odważysz się przeczytać? (Mroczne siedlisko - Piotr Kulpa)

Książka Piotra Kulpy ma wszystkie cechy, jakie bardzo dobra książka posiadać powinna. Zacznę jednak od króciutkiej historyjki. Mroczne siedlisko zaczęłam czytać któregoś dnia późnym wieczorem. Przez pierwsze 40 stron przemknęłam niczym błyskawica... po czym stanowczo stwierdziłam: wystarczy! Powieść grozy - można przeczytać na okładce i nie są to puste słowa. W którymś momencie zjeżyły mi się wszystkie włoski na rękach i stwierdziłam, że nie. Nie czytam dalej, bo koszmarne sny mam gwarantowane. 


środa, 2 kwietnia 2014

Życie widziane znad mikroskopu (Botanika duszy - Elizabeth Gilbert)

Nie sądziłam, że Elizabeth Gilbert potrafi napisać taką książkę. Do tej pory przeczytałam wszystko, co wydała - na fali zauroczenia Jedz, módl się, kochaj. I okej, nie były to książki słabe czy złe, ale arcydziełami też bym ich nie nazwała. Jeśli zaś chodzi o Botanikę duszę... ach, ta książkę duszę mą skradła :)


niedziela, 23 marca 2014

O czym śniła Kleopatra? (Sen Kleopatry - Christian Jacq)

Mam ostatnio pecha do książek, które wiele obiecują, a potem... rozczarowują to może za duże słowo, ale nie do końca spełniają oczekiwania.


wtorek, 18 lutego 2014

Lubisz Schmitta? Nie rozczarujesz się! (Tajemnica pani Ming - Eric-Emmanuel Schmitt)

Są takie książki, których specjalnie polecać nie trzeba, gdyż i tak znajdą swoich czytelników. Tajemnica pani Ming jest jedną z nich. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale chyba niewielu jest moli książkowych, którzy nigdy nie zetknęli się z twórczością Erica-Emmanuela Schmitta.


niedziela, 26 stycznia 2014

Zmarnowany potencjał (Kochanka Freuda - Karen Mack, Jennifer Kaufman)

Jestem świeżo po lekturze Kochanki Freuda. Książki, która zapowiadała się baaardzo ciekawie i która kusiła tematem. Tymczasem jedyne, co przychodzi mi na myśl po lekturze to pytanie, jak można tak zmarnować TAKI temat?


niedziela, 19 stycznia 2014

Ciapa na tropie zaginionej (Inspektor Kres i zaginiona - Agnieszka Turzyniecka)

Inspektor Kres i Zaginiona - książką, którą przeczytać musiałam. Akcja dzieje się bowiem w Piotrkowie Trybunalskim i jego okolicach, czyli miejscach, które świetnie znam. Komisariat na Szkolnej, Uszczyn, Sulejów, Bugaj - brzmi bardziej, niż znajomo.


niedziela, 12 stycznia 2014

Bardzo dobra ZŁA książka (Czas pokaże - Jeffrey Archer)

Czas pokaże poleciła mi bibliotekarka: widząc, jak motam się między półkami i na nic nie mogę się zdecydować, zasugerowała właśnie książkę Archera. Wciągnie cię - zarekomendowała. I miała rację.


czwartek, 9 stycznia 2014

Rzecz nietuzinkowa (Zabawka Boga - Tadeusz Biedzki)

Zabawka Boga - lubię takie książki. Szczerze przyznaję, że marna jest szansa, żebym sama na nią trafiła, gdyby nie zaproponowano mi egzemplarza do recenzji. A tak, miałam okazję przeczytać historię bardzo odbiegającą od tego, co czytam najczęściej. 


piątek, 3 stycznia 2014

Dramat między przystawką a daniem głównym (Kolacja - Herman Koch)

Nie robię zestawień, nie prowadzę statystyk, nie podsumowuję... ale gdybym miała wskazać najlepsze książki przeczytane w 2013 roku, Kolacja z pewnością byłaby jedną z nich.


czwartek, 2 stycznia 2014

Tyle plusów, co minusów (Niewidzialny strażnik - Dolores Redondo)

Nowy Rok rozpoczęłam z książką, w której dostrzegam tyle samo plusów, co minusów. Uwielbiam wszystkie pozycje wydane w Czarnej Serii - ta jednak specjalnego zachwytu we mnie nie wzbudziła. Z drugiej strony... W tej chwili czyta ją moja koleżanka i dziś rano otrzymałam smsa o treści: Co Ty chcesz od tej książki? Dobra!




niedziela, 15 grudnia 2013

Na kozetce u seksuologa (Pan od seksu - Zbigniew Lew-Starowicz)

Tytuł: Pan od seksu
Autor: Zbigniew Lew-Starowicz
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 235

Zbigniew Lew-Starowicz - któż nie zna tego sympatycznego Pana, który bardzo często wypowiada się w mediach na tematy związane z seksem?

Po jego autobiografię sięgnęłam z czystej ciekawości i spodobało mi się już pierwszych kilka zdań:

Prędzej czy później na każdym spotkaniu towarzyskim musi pojawić się temat mojej pracy. "Ty jesteś teoretykiem, a ja praktykiem" - mówią standardowo panowie. Uśmiecham się grzecznie, również standardowo, ale nie przedstawiam ani żadnych statystyk, ani nie bronię swojego dobrego imienia - bo to trochę śmieszne. Rozumiem mechanizm rywalizacji - mężczyźni przecież ciągle muszą ze sobą współzawodniczyć w pracy, na polowaniu i przy stole, a seksuolog zajmuje się dziedziną, która dla panów jest szczególnie żywotna, jest więc dla nich sola w oku. 

I powiem to od razu: mimo zapowiedzi na okładce, że jest to biografia osoby, która w swoim gabinecie przyjmowała polityków i mafiosów, która sztuki kochania uczyła w wojsku i w PGR-ach i która spotkała się chyba ze wszystkimi możliwymi problemami dotyczącymi sfery intymnej - sensacji w tej książce nie znajdziecie. Gdybym miała określić ją jednym słowem, byłoby to słowo "taktowna". Wydaje mi się to zresztą zupełnie normalne, byłabym bowiem mocno zdziwiona, gdyby nagle osoba, której pacjenci zwierzają się ze swoich najbardziej intymnych doświadczeń i którą obowiązuje przecież tajemnica zawodowa, nagle zaczęła operować nazwiskami i szczegółami. Sensacyjna więc ta książka na pewno nie jest.

Mało w niej również o życiu prywatnym "pan od seksu". Owszem, opowiada o swoim dzieciństwie, latach spędzonych na uczelni wojskowej, o pierwszych pracach i pacjentach (bardzo ogólnikowo, oczywiście), ale o życiu osobistym Lwa - Starowicza nie ma prawie nic. Dwie żony, dwie córki, których imion nie podaje, troszkę o tym, jak spędza wolny czas. Głównym tematem tej książki jest jego praca, seksuologia, podejście Polaków do seksu. To dobrze? To źle? Nie wiem, wszystko zależy od oczekiwań, z jakimi przystąpi się do lektury.

Mnie czytało się ją bardzo dobrze, właśnie dlatego, że nie jest to lektura nastawiona na szokowanie i skandal. Sam Lew-Starowicz jawi się jako osoba pracowita jak mrówka (odsyłam do Wikipedii, jeśli chcecie zweryfikować ten pogląd) i prawdziwy profesjonalista w swojej dziedzinie. Swoją drogą, obejrzyjcie uważnie ten teledysk zespołu Kombi... dla mnie było to spore zaskoczenie :)



niedziela, 1 grudnia 2013

Czytanie... pod książkową choinką!

Wyjątkowo nie mogę doczekać się w tym roku Świąt. I chociaż tłumy w sklepach, przedświąteczna panika, że jeszcze tyle do zrobienia i dylematy w trakcie wybierania prezentów nie specjalnie mnie kręcą - to pieczenie pierników, pakowanie wspomnianych prezentów i ubieranie choinki już tak! No właśnie... choinki :)

wtorek, 5 listopada 2013

Shall We Dance? (Czarne Tango - Lena Oskarsson)

Tytuł: Czarne Tango
Autor: Lena Oskarsson
Wydawnictwo: Czarna Owca (dziękuję!)
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 327

Jeśli nie przekonałam Was do sięgnięcia po książki Leny Oskarsson recenzją Placu dla dziewczynek, mam nadzieję, że uda mi się tego dokonać teraz. Czarne tango jest bowiem kontynuacją Placu, chociaż pisarka trochę gra tu na nosie czytelnikowi. Nie tylko bowiem zaprzecza, jakoby to ona, Lena Oskarsson, była autorką pierwszej części, lecz zdaje się mówić coś w rodzaju: - Ale się dałeś nabrać, czytając "Plac", naprawdę uwierzyłeś, że tak było? Brzmi intrygująco? To dobrze, bo i cała książka taka jest :)

W trakcie lektury Czarnego tanga powtórzyło się kilka sytuacji, które znałam już z pierwszej części. Przede wszystkim fabuła została tak skonstruowana, że nie ma szans, aby poznać tożsamość zabójcy wcześniej, niż autorka zachce ją zdradzić. Jednocześnie zaś znowu podejrzewałam wszystkich i bardzo, naprawdę bardzo chciałam, żeby zabójcę znaleziono. Ofiarą jest bowiem mała, smutna dziewczynka, której było mi ogromnie żal, zanim jeszcze znaleziono jej ciało w mrowisku... Tak, w mrowisku! Podejrzenia od razu kierują się w stronę jednej osoby, ale z góry wiedziałam, że to by było zbyt proste.

Kolejny raz Lena Oskarsson ledwo napomina o pracy policji, oddając inicjatywę Marianne Fogler - psycholożce w stanie spoczynku, która nie bardzo radzi sobie z własnymi problemami. Ma ona twardy orzech do zgryzienia: przestępstwo popełniono w nocy, kiedy nad jeziorem Skiresjon miał miejsce maraton Czarnego Tanga i w okolicy kręciło się mnóstwo obcych. To właśnie ono przyciągnęło na prowincję rodziców zamordowanej dziewczynki: Anne-Marie, autorkę popularnego bloga oraz jej uzależnionego od słowa "eko" męża. 

Jak to zwykle w przypadku dobrych, skandynawskich kryminałów bywa, jest nieco posępnie, ludzie nie są sympatyczni i skrywają wiele mrocznych tajemnic. Wydarzenia natomiast zostają przedstawione w taki sposób, że na początku nie do końca wiadomo, o co chodzi. Aby się tego dowiedzieć, konieczne są retrospekcje, dzięki którym poznajemy kilku ponurych faktów sprzed lat. Jak łączą się z teraźniejszością? Odpowiedzi poszukajcie w książce, warto!

Na marginesie muszę koniecznie dodać, że rośnie mój apetyt na książki z Czarnej Serii. Do teraz przeczytałam ich zaledwie kilka, ale odnoszę nieodparte wrażenie, że znajdują się w niej same dobre pozycje. Macie jakieś swoje ulubione tytuły z tej serii?


niedziela, 3 listopada 2013

Zbrodnia w sąsiedztwie Muminków (Plac dla dziewczynek - Lena Oskarsson)

Tytuł: Plac dla dziewczynek
Autor: Lena Oskarsson
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 388

Melduję, iż trafiłam na kolejną bardzo ciekawą autorkę kryminałów :) 

W moim posiadaniu znalazła się książka Czarne tango Leny Oskarsson, jednak nauczona tym doświadczeniem stwierdziłam, że zanim po nią sięgnę, zapoznam się z tym, co autorka napisała wcześniej. A napisała Plac dla dziewczynek, książkę, której akcja dzieje się nad malowniczym, choć nieco ponurym jeziorem Skiresjon, niedaleko miejsca, gdzie urodziła się Astrid Lindgren. 

Zaczyna się nieco banalnie: sielską atmosferę małego miasteczka burzy morderstwo. Ginie młoda kobieta, która zdaje się nie mieć wrogów i która odbierana była jaka ciepła, uczynna osoba. Jakiś czas potem dochodzi do kolejnej zbrodni - ofiarą ponownie jest młoda kobieta, która zdaje się nie mieć wrogów... itd. Przypadek? Czy może dzieło seryjnego mordercy? Ale zaraz! Skąd seryjny morderca na szwedzkiej prowincji?

Lokalna policja prowadzi śledztwo tak, że od razu wiadomo, że niczego nie odkryje. Cała nadzieja w Zuzie Wolny, emigrantce z Polski, która zaczyna węszyć na własną rękę i przy okazji romansować z funkcjonariuszem. 

W książce Leny Oskarsson na uwagę zasługują dwie rzeczy. Przede wszystkim: bohaterowie. Wspomina już Zuza to twarda, charakterna babka. Jej sąsiadem jest sławny, niepokojący fotograf, który słynie z zamiłowania do uwieczniania makabrycznych scen. W oko wpada mu nastoletnia fanka Lady Gagi, wszelkimi sposobami próbująca upodobnić do swojej idolki. Jej matką jest lokalna piękność, powoli tracąca kontakt z rzeczywistością, wieczory zaś umila sobie koktajlami, stanowiącymi mieszaninę alkoholu i leków. 

Druga rzecz, która mi się spodobała to fakt, że autorka nie skupia się na pracy policji i postępach w śledztwie (zresztą: tych jest niewiele). Pokazuje natomiast niewielką społeczność "po katastrofie". I obrazuje ją w taki sposób, że ja o zabicie dwóch kobiet podejrzewałam każdego, włączając w to policjanta i pacjentów domu spokojnej starości. Uczciwie dodam, że wszelkie moje tropy okazały się błędne.

I tyle o Placu dla dziewczynek - książce, którą przeczytałam w dwa dni i od razu sięgnęłam po kontynuację. Miejcie na uwadze autorkę, co prawda mojej ulubionej Carin Gerhardsen nie przebija, ale do grona lubianych autorów kryminałów mogę ją spokojnie zaliczyć :)