piątek, 27 stycznia 2012

Braciszek i siostrzyczka (Kwiaty na poddaszu - V.C. Andrews)


Książka Virginii C. Andrews jest dla mnie powieścią "dyskusyjną". Przeczytałam ją dwa dni temu i od tego czasu nie jestem w stanie stwierdzić, czy "Kwiaty na poddaszu" podobały mi się, czy też nie. I podejrzewam, że zbierze ona tyle samo recenzji pozytywnych, co negatywnych, a być może i takich niezdecydowanych osób jak ja znajdzie się więcej.

Sama opowiedziana historia jest bardzo prosta. Otóż w pewnej dość zamożnej rodzinie dochodzi do nieszczęścia: w wypadku samochodowym ginie mąż i ojciec, zostawiając żonę i czwórkę dzieci właściwie bez środków do życia. Matka - kobieta w równym stopniu piękna, co pusta i próżna - zmuszona jest wrócić do domu rodziców. I tutaj, mam wrażenie, przenosimy się w czasie. Nie wiem dokładnie, w jakim okresie usytuowana jest akcja, ale skoro kobiety noszą dżinsy, to znaczy, że nie są to znowu czasy bardzo odległe. Tymczasem dom, do którego trafia rodzeństwo i jego matka, przypomina straszne domiszcze, żywcem wyjęte z epoki wiktoriańskiej. Zawiaduje nim babka, kobieta o surowych zasadach, strasząca ogniem piekielnym i wiecznym potępieniem. Dziadek zaś, wiele lat wcześniej, wyrzekł się córki, gdyż ta pokochała nieodpowiedniego, jego zdaniem, człowieka. Łatwo się domyślić, że rodziny nie czeka miłe powitanie. Ba! Kobieta, ze strachu przed ojcem, w ogóle nie przyznaje się do tego, że ma dzieci. Ukrywa je na poddaszu i składa tylko nieczęste wizyty. I właśnie o tym życiu na poddaszu opowiada znaczna część książki. Cathy, Chris i bliźnięta: Carrie i Cory, dorastają w zamknięciu, za jedyne towarzystwo mając siebie i górę prezentów, którymi zarzuca ich matka. No i wyobraźnię - tej też nie można i odmówić.

Ogromnie podoba mi się to, że autorka nie ukazała sielskiej wizji dorastania: między bratem a siostrą aż iskrzy, w ich relacji pojawia się miłość, jednak nie ta niewinna, a mocno podszyta erotyzmem. Doceniam odwagę i sposób, w jaki autorka pokazała ten mocno ryzykowny wątek. Kolejnym niewątpliwym plusem jest postać matki. To kobieta - dziecko, zupełnie niesamodzielna, trzpiotowata, nieodpowiedzialna. Autorka świetnie ją scharakteryzowała, aleeee... w momencie, kiedy wydaje się czytelnikowi, że już wie o niej wszystko, nagle okazuje się, że nie wie o niej nic. I że ta z pozoru niepoważna postać jest zdolna do największej podłości i okrucieństwa. Podobnie zaskoczyła mnie babka rodzeństwa, która przez prawie cały czas ukazywana była jak potwór, ale na koniec nieco zmieniłam o niej zdanie.

Jak do tej pory cały czas chwalę, skąd więc moje dylematy? Otóż powieść jest niemożliwie wręcz "przegadana". I gdyby nie to, że losy uwięzionego na poddaszu rodzeństwa naprawdę mnie wciągnęły, nazwałabym ją nudną. Przyznaję, że nie byłam w stanie czytać linijka po linijce, zdanie po zdaniu i zdarzało mi się ominąć całe akapity. Nie ma się co dziwić: ile pasjonujących wydarzeń może przytrafić się na tak ograniczonej przestrzeni ograniczonej liczbie bohaterów? A powieść ma prawie 400 stron. Myślę, że gdyby odchudzić ją o połowę i zostawić tylko clue, to utwór bardzo by na tym zyskał. 

Dlatego też pod koniec lektury poczułam się, jakbym dostała pałką między oczy. Zdążyła mnie ona prawie uśpić... a tu masz! Takie zaskoczenie! Kiedy teraz sobie myślę o kilku ostatnich stronach dochodzę do wniosku, że można się było tego spodziewać... ja jednak niczego się nie domyśliłam, o co jestem trochę na siebie zła :) Nie zmienia to jednak faktu, że w najbliższym czasie zamierzam pomaszerować do biblioteki po "Płatki na wietrze", gdyż zżera mnie ciekawość, co dalej!

V.C. Andrews, Kwiaty na poddaszu, Świat Książki, 2012, s. 382.

28 komentarzy:

  1. Lubię książki, do których trudno się ustosunkować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię dyskusje, które często przy okazji takich książek się toczą :)

      Usuń
  2. Był taki film. Chyba z Jessicą Lang. Głowy nie dam bo to dawno było ale kojarzy mi się z nią. Trzymała dzieci na strychu i tylko czasem do nich zaglądała. Ukrywała je przed światem. Ciężko ten film przeżyłam więc książkę raczej ominę wielkim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cape - ja najpierw pomyślałam, że chciałabym, żeby ktoś nakręcił film na podstawie książki, po czym okazało się, że już jest :) Będę polować :)

      Usuń
    2. Był, był film. Dobre 15 lat temu albo i więcej, bo ja pamiętam, że to był hit wypożyczalni video - początek lat 90-tych, pierwsze magnetowidy w domach... Jakoś specjalnie wtedy mnie nie interesowały takie historie, ale kojarzę te "Kwiaty...", czy to się nazywało może "Pokój na poddaszu", ale chodzi o tę fabułę, na pewno.
      Wszyscy o tym teraz piszą, a to odgrzewane danie sprzed lat.

      Usuń
    3. Jessica Lange - już się ucieszyłam na to nazwisko (interesująca rola w zeszłorocznym American Horror Story, sezon 1), ale niestety, nie ma jej w obsadzie. Właściwie poza pełnometrażową Buffy nie kojarzę żadnych nazwisk - mój entuzjazm wobec filmu sporo się zmniejszył.

      Aczkolwiek książki nadal jestem bardzo ciekawa. Jest to tytuł, z którym pierwszy raz spotkałam się czytając inną książkę, a takie 'rekomendacje' bardzo na mnie działają. I teraz natrafiłam na powyższą recenzję - już wiem, że 'Kwiaty...' wędrują na szczyt kolejki książek, które muszę przeczytać już natychmiast ; ). Poza tym jestem ciekawa czy i mnie będą nużyły przegadane dialogi czy bezboleśnie to przełknę.

      Usuń
    4. Racja - to Victoria Tennant. Zawsze miliła mi się z Jessicą Lange. Nie przepadałam za nimi :-)
      Pozdrawiam, Cape

      Usuń
  3. Świetny blog!
    Obserwujemy?
    Ja już obserwuje : D A czy ty byś zechciała? :
    http://naszblog1999.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. właśnie czytam więc... do Twojej recenzji wrócę gdy skończę! ale pierwsze wrażenia mam pozytywne, choć jestem dopiero jakoś po 50 stronie... buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, jak będzie dalej :> Buuuziak! :)

      Usuń
  5. zachęcona Twoja recenzją zerknęłam na opis drugiej części i już wiem, jak się skończyła pierwsza :) Może za jakiś czas sięgnę do tę, którą przeczytałaś. Narazie mam ogrom książek w domu do przeczytania i staram się nie szukać kolejnych do przeczytania bo mi życia nie starczy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Vivi - ja właśnie osiągam ten moment, kiedy książki przestają się mieścić na półce i nie bardzo wiem, co z tym fantem zrobić. Tym bardziej, że na bolesne rozstania absolutnie nie jest gotowa :> Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też jestem świeżo po przeczytaniu "Kwiatów..." i podobnie jak Ty nie byłam w stanie od razu jednoznacznie stwierdzić, czy książka mi się podobał, czy nie. U mnie jednak więcej "nie" wzięło górę. Niewątpliwie jest to książka, o której można długo dyskutować. No i w napięciu trzyma - to trzeba przyznać. :-) Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę zarzut mam jeden, ale niewybaczalny: dłuuuuuuuuuużyzny. Zaraz sobie o tych Twoich "nie" poczytam :)

      Usuń
  8. "Płatki na wietrze" z tego co pamiętam są już ciut gorsze :) Ale warto przeczytać dla ostatniej części, czyli zemsty Cathy (o ile mi się już nie myli z jeszcze jakąś kolejną częścią, w końcu czytałam to już lata temu ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytam, gdyż jestem ogromnie ciekawa, jak rodzeństwo sobie poradzi :) A tego, że Cathy się zemści, byłam pewna :)

      Usuń
  9. Od wczoraj (kiedy to pierwszy raz o niej usłyszałam) mam ją w planach !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, wczoraj bardzo dużo blogerów ją zrecenzowało :)

      Usuń
  10. Cześć. Możesz uznać ten komentarz jako spam, ale ja piszę co na prawdę myśle. A myślę tak, że Twój blog jest na parawdę super. Piszesz bardzo ciekawe posty, które miło się czyta. Z więlką chęcią zaobserwuję Twojego bloga by o nim pamiętać i codziennie z niecierpliwością czekać na nowy post :) Zapraszam do siebie. http://nevnarienn.blogspot.com/

    PS. U mnie na blogu jest rozdanie. Można wygrać prostownice :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki spam to miód na moje serce, hehe :) Dzięki! :)

      Usuń
  11. Twoja opinia jest może nie do końca na tak czy na nie, ale ja odebrałam ją całkiem pozytywnie. W planach mam cały regał, ale wart zapamiętania tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka bez wątpienia jest warta uwagi, więc śmiało czytaj... jak już uporasz się z regałem :P

      Usuń
  12. Mam w planach. Szkoda, że właściwie cały czas wieje nudą, liczyłam na coś lepszego :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opnie na temat książki są bardzo podzielone, zawsze warto spróbować :)

      Usuń
  13. O, szczerze mówiąc, nie słyszałam o niej. A wydaje się pomysł ciekawy, więc mimo przegadania, chętnie bym po nią sięgnęła. Kto wie?

    PS. Zapraszam do siebie:
    http://mangura-manguru.blogspot.com/
    lub
    http://in-world-of-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak czy siak, całość brzmi zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pamiętam, że jako 11 letnia dziewczynka obejrzałam film "Kwiaty na poddaszu" będący zapewne ekranizacją tej powieści i wówczas zachwyciła mnie jego atmosfera. Wydał mi się mroczny, niepokojący, ekscytujący... no i miał w sobie coś z magii "zakazanego owocu" bo na pewno nie było to kino familijne dla dorastających dziewczynek.
    Jakiś czas temu przypomniałam sobie o tym tytule i postanowiłam obejrzeć go ponownie po kilkunastu latach. Spodziewałam się dobrego thrillera, uznałam, że skoro kiedyś tak mnie oczarował to tym razem będzie podobnie. Do wspólnego oglądania zaprosiłam mego ówczesnego chłopca kusząc go zachęcającym opisem fabuły... Tyle wstępu. W trakcie seansu miałam ochotę schować się za kanapę. Uświadomiłam sobie, że to jeden z najgorszych filmów jakie przyszło mi oglądać! Aktorzy nadali nowy wymiar kategorii "drewno aktorskie" a cała fabuła wydała mi się bzdetem na poziomie popularnych niegdyś serii z arlekinem. No i taka kompromitacja przed chłopcem (jakiś czas mi to potem wypominał ;) ). Oczywiście nie chcę na podstawie doświadczeń z filmem oceniać książki, ot po prostu przypomniała mi się ta historia. To ciekawe jak odbiór pewnych tekstów ewoluuje z wiekiem. U mnie w tym przypadku przebiegło to od zachwytu do skrajnego zażenowania, no ale kilkanaście lat jednak robi swoje. Książki raczej nie przeczytam choć ciekawa jestem jakbym ją odebrała.

    OdpowiedzUsuń
  16. Książka jest bardzo ciekawą historią ale niestety bardzo smutną... Jednak aby mieć pogląd na historię w niej zawartą trzeba przeczytać wszystkie części a jest ich 5 !!! zaczynając od częsci piątej - Ogród cierni dowiadujemy się dlaczego babcia tych dzieci jest taka a nie inna. A potem czytamy od 1 części do 4 czyli
    1 Kwiaty na poddaszu
    2 Płatki na wietrze
    3 A jeśli ciernie
    4 Kto wiatr sieje
    Naprawde polecam zacząć od czesci 5, chyba ze ktos lubi retrospekcje. Historia jest głęboka i niesamowicie smutna ale nie wart oceniać tej powieści tylko po przeczytaniu jednej części.

    OdpowiedzUsuń