środa, 9 listopada 2011

Wdech, wydech, napnij, rozluźnij! (7 dróg do relaksacji - Mateusz Karbowski)

Dziś kolejny raz będę pisać o poradniku, który jest literaturą dość specyficzną, dlatego jest coś, co chciałabym zaznaczyć od razu na wstępie: nie lubię spekulacji i hurra - optymizmu. Nie wierzę, że wystarczy sobie powiedzieć "jestem super" i nagle faktycznie okaże się, że jestem super. Nie wierzę, że na hasło "pieniądze mnie kochają" kupon w totka okaże się szczęśliwy, a dolary zaczniemy zbierać prosto z ulicy. Nie wierzę również, że wystarczy "nastroić się pozytywnie" (cokolwiek to znaczy) i pstryk!: partner nagle przestanie czepiać się o bałagan, bez problemu uda nam się zmienić pracę na lepszą, a wszystkie problemy rozpłyną się w różowej mgle.

Wierzę natomiast w to, że człowiek jest całością. Że nie można cieszyć się pełnią zdrowia, kiedy w naszej głowie kłębią się czarne myśli i odwrotnie: trudno być optymistą, kiedy ciało choruje. Wierzę również w to, że człowiek jest sam sobie w stanie pomóc. Nie mamy wpływu na to, że praca jest stresująca, nie zmienimy gburowatego sąsiada w anioła, ani też nie jesteśmy w stanie usunąć z drogi auta, które wlecze się przed nami. Możemy natomiast sprawić, że te wydarzenia nie wyprowadzą nas z równowagi na resztę dnia, że nie zaczniemy kląć na czym świat stoi i gwałtownie nie podniesie nam się ciśnienie.

O tym, w jaki sposób radzić sobie z codziennym stresem, mówi książka Mateusza Karbowskiego. I to, co mi się podoba, to fakt, że nie ma tu żadnych czary mary, o których pisałam wcześniej, tylko konkretne wskazówki, jak wyluzować. Są one oparte na konkretnych badaniach, poparte nazwiskami uczonych oraz przez wiele lat stosowali je ludzie Wschodu.

Praca z oddechem, relaksacja Jakobsona, wizualizacja, NLP, medytacja, autohipnoza, trening autogenny Schultza - te hasła są mi znane, ale dopiero teraz zaczynam wcielać je w życie.

I jak to przy tego typu książkach bywa, trudno mi powiedzieć, czy wskazówki Mateusza Karbowskiego są skuteczne, czy też nie - będę to mogła ocenić dopiero po kilku tygodniach. Po pierwszej lekturze natomiast najbardziej spodobała mi się metoda Jakobsona, którą od kilku dni stosuję. Jest to nic innego, jak spinanie i rozluźnianie poszczególnych partii mięśni - i działa! Fakt, nie jestem zaprawiona w boju i efekt rozluźnienia utrzymuje się krótko - ale nerwusom i stresowcom taki relaks jest zdecydowanie potrzebny.

Do plusów zaliczam również fakt, że tak naprawdę, aby skorzystać z tych technik, nie potrzeba wiele: wystarczą chęci, determinacja, by coś zmienić, spokojne miejsce i dosłownie piętnaście minut wolnego czasu. Aaa - i nie stosować przed snem, bo grozi to nie tyle zrelaksowaniem, co zaśnięciem. Wiem, sprawdziłam :)

PS Niniejszym ogłaszam środę dniem z lekturą relaksacyjno - motywacyjno - poradnikową.
Myślę jeszcze nas nazwą tego cyklu - może jakieś pomysły?

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości księgarni internetowej sensus.pl

M. Karbowski, 7 dróg do relaksacji, Sensus.pl, s. 133.