środa, 2 kwietnia 2014

Życie widziane znad mikroskopu (Botanika duszy - Elizabeth Gilbert)

Nie sądziłam, że Elizabeth Gilbert potrafi napisać taką książkę. Do tej pory przeczytałam wszystko, co wydała - na fali zauroczenia Jedz, módl się, kochaj. I okej, nie były to książki słabe czy złe, ale arcydziełami też bym ich nie nazwała. Jeśli zaś chodzi o Botanikę duszę... ach, ta książkę duszę mą skradła :)




Od dłuższego czasu cierpię na impas czytelniczy, co można zauważyć patrząc na częstotliwość publikowanych postów. Wiele razy wydawało mi się, że już, już go przełamałam, ale okazywało się, że jednak nie. A piszę o tym dlatego, bo kiedy zobaczyłam, iż Botanika duszy ma prawie 600 stron z góry uznałam, że oto znalazłam lekturę na najbliższe pół roku. Tymczasem przeczytałam ją w tydzień - wielki sukces, jak dla mnie! :)

Elizabeth Gilbert napisała powieść, w której przepadłam bez reszty. Napisała ją z epickim rozmachem, nasyciła szczegółami, a przy tym czytelnik ani na chwilę nie traci z oczu głównej bohaterki - Almy Whittaker. Zdaję sobie sprawę, że zdanie to pojawi się we wszystkich recenzjach Botaniki duszy, ale nie sposób go pominąć: Alma to postać niezwykła, której losy możemy śledzić od dnia narodzin do późnej starości. Los nie obdarzył jej urodą, ale dostała coś innego: analityczny umysł i ogromną inteligencję. W połączeniu z surowym wychowaniem i "tresurą" edukacyjną, jaką zafundowała jej matka oraz z zamiłowaniem do batoniki odziedziczonym po ojcu, Alma stała się jedną z najbardziej inteligentnych i błyskotliwych kobiet swojej epoki, która w niczym nie ustępowała badaczom płci męskiej. Na polu nauki Alma bez wątpienia odniosła sukces - do tego wszak miała wszelkie predyspozycje i umiała je wykorzystać. 

Zupełnie inaczej wyglądało jednak życie prywatne Almy, w pewnych okresach zaś nie bardzo nawet można powiedzieć, że takowe posiadała. Autorka niezwykle subtelnie przedstawiła jej relacje z trzema mężczyznami, które ułożyły się w zadziwiający sposób. Ja jednak dochodzę do wniosku, że najważniejszą postacią i tak jest tu Henry Whittaker, ojciec Almy, z którym łączyła ja więź niepodobna do żadnej innej.

Wierzcie mi, że o Botanice duszy można by napisać tekst tak długi, że nikt nie miałby ochoty przeczytać go do końca. Elizabeth Gilbert szczegółowo kreśli losy rodziców Almy. Przedstawia jej dorastanie w niezwykłej posiadłości White Acre u boku siostry, z którą główna bohaterka nigdy nie potrafiła nawiązać głębszych relacji. Nietuzinkową postacią jest Rhetta, której życie nie zakończyło się happy endem. Nietuzinkowy jest również przywieziony z Tahiti pies Roger - on sam wybrał sobie właściciela. Zachwycające są badania Almy nad mchami, zachwycające są orchidee i zachwycający jest ogród Beatrix.

Wiem, że wiele osób nie lubi Elizabeth Gilbert, na Jedz, módl się, kochaj można bowiem reagować różnie. Ale proszę: dajcie szansę tej książce! Jest ona warta każdej godziny jaką nad nią spędziłam, to dzieło, w którym wszystko układa się w spójną całość, ale można to zobaczyć dopiero po dotarciu na ostatnią stronę. W trakcie lektury zanotowałam sobie, że bohaterów oglądamy jakby pod mikroskopem, zostają oni opisani bardzo szczegółowo, o Almie natomiast wiadomo prawie wszystko. Z drugiej strony jednak historia ta ma wymiar bardzo uniwersalny i dotyka tematów ponadczasowych, takich jak cierpienie, samotność, poświęcenie. Wiem, to banalne. Ale Botanika duszy z pewnością banalna nie jest. Zachęcam! - książka od wczoraj na półkach w księgarni.

Elizabeth Gilbert, Botanika duszy, Rebis, 2014, s. 576.