środa, 18 maja 2011

Kryminał o smutnym jamniczku :) (Detektyw i panny - Magdalena Lewińska)


Czy kryminał może być... sympatyczny? Wielokrotnie podkreślałam, że znawczynią gatunku nie jestem, co nie zmienia faktu, że od czasu do czasu lubię sobie przeczytać jakąś historię z dreszczykiem. Jednak biorąc pod uwagę, że robię to dość rzadko, książki z wątkiem kryminalnym nieustannie mnie zaskakują - tak było i tym razem. Otóż przekonałam się, że można czytać tego typu lekturę z uśmiechem na twarzy i z ogromną sympatią dla bohaterów.

Magdalena Lewańska napisała bez wątpienia powieść, którą należy do kryminałów zaliczyć. Głównym bohaterem jest młody policjant, Dirk Tielke, który ma ambicje rozwikływać skomplikowane sprawy, prowadzić zawiłe śledztwa i ścigać przestępców. Tymczasem trafia do małej mieściny, w której nie dzieje się nic ciekawego, a jego przybycie stanowi prawdziwą sensację (w końcu jakiś młody, przystojny policjant - będzie o czym plotkować!). Chociaż... no właśnie. I w małej mieścinie może grasować szaleniec, który mści się za krzywdy doznane w przeszłości, a izolujący się od reszty mieszkańców człowiek, zostaje znaleziony martwy w swoim gabinecie.

Dla mnie jednak całe dochodzenie jest tylko wisienką na torcie w tej niewątpliwie świetnej powieści. Najbardziej podobali mi się bohaterowie, których powołała do życia Magdalena Lewańska. W Dirku Tielke zakochałam się od ręki i zupełnie nie przeszkadza mi to, że on zakochał się również, niestety: z wzajemnością, lecz nie we mnie :) Dirk jest mężczyzną, jeśli wierzyć autorce, przystojnym, robiącym wrażenie na kobietach, lecz jednocześnie, jak również zauważa autorka, przypomina "smutnego jamniczka" - i to porównanie urzekło mnie do reszty. Fascynujące są też kobiety, które spotyka: pro-ekologiczna, naiwna Isia, charyzmatyczna Edeltraud oraz Alke, kobieta, którą nie wiem dlaczego, wyobrażam sobie z twarzą Victorii Beckham :) Ach, no i do tego ten cudowny klimat małej społeczności, gdzie wszyscy wszystkich obserwują ukryci za firanką i plotkują ile wlezie przy piwku - a ja takie małomiasteczkowe klimaty uwielbiam.

Książka jest więc jednocześnie i wciągająca (kto zabił? kto zabił?), i wzruszająca (ach, pocałowali się!). Autorka świetnie sportretowała jednostki, lecz udało jej się też uchwycić zbiorowość. A okładka, w kontekście całego tekstu, jest strzałem w dziesiątkę!
Ogromnie liczę na to, że dwie przedstawione historie w "Detektywie i pannach", to dopiero początek jakiegoś dłuższego cyklu. Bo nie ukrywam, że czuję ogromny niedosyt, który, mam nadzieję, zostanie zaspokojony :)

M. Lewańska, Detektyw i panny, Janka, Pruszków 2011, s. 270.