sobota, 26 lutego 2011

Książka realizmu diabolicznego (Dżozef - Jakub Małecki)


Jak już pisałam wcześniej, wynik lektury "Dżozefa" Jakuba Małeckiego jest taki, że nabrałam ogromnej ochoty na lekturę Conrada, co skończyło się zakupami jego trzech książek, ale niestety nie tych, które kupić chciałam. Dlatego dalsze poszukiwania trwają :)

Ale wracając do samego "Dżozefa" - jest to książka przedziwna. Na okładce można znaleźć stwierdzenie, iż stanowi połączenie powieści dresiarskiej z realizmem magicznym. Nie da się ukryć, że jedno do drugiego pasuje jak pięść do nosa, aleeeee... jest to książka, której dałam się porwać.

"Dżozef" ma dwóch, a właściwie czterech głównych bohaterów. Pierwszym z nich jest Grześ, niezbyt rozgarnięty chłopak w dresie, ale z wyraźnymi zadatkami na kogoś lepszego. Grześ z połamaną "kichawą" trafia na oddział laryngologiczny, gdzie spotyka biznesmena Kurza oraz tajemniczego Czwartego, drugiego głównego bohatera powieści. I to właśnie za sprawą Czwartego w szpitalu zaczynają dziać się przedziwne rzeczy, np. znikają sale, czego nie zauważa nikt z personelu, w końcu sami bohaterowie zostają uwięzieni na kilku metrach.

Wszystko to jednak nic, w porównaniu z tym, co Kurzowi i Grzesiowi serwuje Czwarty. Początkowo wycofany, z czasem zaczyna grać pierwsze skrzypce, chociaż zupełnie nieświadomie. Czwarty bez przerwy czyta książki Conrada(trzeci bohater powieści), właściwie nie wypuszcza ich z rąk. Co dziwne: przyznaje że czyta je od dzieciństwa. Mało tego: przytrafiają mu się dziwne ataki, a w czasie ich trwania twierdzi, że jest "Dżozefem" Conradem i dyktuje Grzesiowi swoją ostatnią powieść, która tak naprawdę okazuje się historią życia Czwartego.

I w tym momencie mam ogromną ochotę opowiedzieć o tej "powieści w powieści", ale nie chcę psuć niespodzianki. Powiem tylko, że wiąże się ona z tym, co widzimy na okładce, czyli z drewnianym kozłem, którego Czwarty wystrugał jako dziecko, a który staje się jego demonem, odwrotnością Anioła Stróża. I właśnie on, Drewniak, jest ostatnim, być może najważniejszym bohaterem "Dżozefa". I to za jego sprawą zamiast "magiczny" przy słowie realizm, użyłabym określenia "diaboliczny".

Powiem tak: książkę czyta się lekko, łatwo i przyjemnie, ale jest to jedna z tych lektur, od których nie sposób się oderwać. Przede wszystkim autor miał rewelacyjny pomysł na powieść. "Dżozef" kojarzy mi się i z Masłowską, i "Konopielką" Redlińskiego, przy czym wcale nie czuję tu jakiegoś "zgrzytu". Mało tego: Jakub Małecki ustami Czwartego opowiada niestworzone historie, których chce się słuchać i które ja, bez większego "ale", uznałam jeśli nie za prawdziwe, to przynajmniej za "prawdopodobne". Z drugiej strony bada ciemne rejony ludzkiej psychiki (skojarzenie z Conradem nasuwa się samo), by po chwili zderzyć to z jakimś groteskowym elementem. Jednocześnie też mam wrażenie, że jest to powieść "osobna", która zainteresowała mnie przez to, że chociaż łączy różne style i gatunki, tworzy coś zupełnie nowego, czego jeszcze nie było i co ciężko będzie podrobić.

Jedyne, co mi się nie podobało, to sam zakończenie, gdy Grześ już wyszedł ze szpitala. Morał, że życie jest piękne i wszystko może się w nim zdarzyć jest jednak nieco banalny i wyeksploatowany do granic możliwości. Ale to nic. To tylko kilka stron, które w żaden sposób nie powinny wpływać na odbiór rewelacyjnej całości.

Polecam!

J. Małecki, Dżozef, wyd. W.A.B, Warszawa 2011, s. 379.