niedziela, 17 lutego 2013

Powieść pozytywistyczna (W cudzym domu - Hanna Cygler)

Tytuł: W cudzym domu
Autor: Hanna Cygler
Wydawnictwo: Rebis - dziękuję!
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 356

W cudzym domu skończyłam czytać dosłownie przed chwilą, więc będzie to relacja na gorąco :)

Pierwsze wrażenia? Powieść pozytywistyczna! Całe mnóstwo podobnych czytałam na trzecim roku polonistyki, kiedy to na tapecie był właśnie pozytywizm. O tak! Dobrze pamiętam panny o dumnych podbródkach i hultajów, którzy dybali na ich honor, a także guwernantki, dworki na wsi, bokobrody, dyliżansy i wywózki na Sybir. Oczywiście wszystkie te elementy W cudzym domu znalazłam. 

Hanna Cygler opowiada historię Luizy Sokołowskiej, Polki, która dorasta we Francji. Dość szybko jednak ją opuszcza, nie godzi się bowiem na poślubienie człowieka, którego wybrała dla niej matka (o tym wątku jeszcze napiszę). Luiza myśli, że w Polsce będzie czekał na nią ojciec, jednak na miejscu okazuje się, że ten zmarł, a dziadek, delikatnie mówiąc, nie jest zachwycony wizytą wnuczki. Luiza dostaje pracę guwernantki na dworku na wsi... a dalej już wiadomo: niesforna podopieczna, wielkie uczucie, spisek, zdrada, zsyłka na Sybir, nieślubne dziecko, zły Rosjanin i dobrzy Polacy - jak to w powieści pozytywistycznej bywa.

Drodzy Czytelnicy, niech Was nie zmyli mój lekko kpiący ton. Mimo tego, że nieco rozbawił mnie ten misz-masz wątków jakby żywcem przeniesiony z powieści Orzeszkowej (które swojego czasu przeczytałam co do jednej!), W cudzym domu czyta się naprawdę dobrze, autorka połączyła je w zgrabną całość i wyszła całkiem przyjemna lektura.

Co się Hannie Cygler nie udało, to postać pierwszoplanowa, wspomniana już Luiza, która jest zwyczajnie nudna. Dużo natomiast dzieje się na drugim planie. Bardzo podobała mi się sylwetka ukochanego Luizy, Joachima, który, a jakże!, bardzo przypominał mi mojego ukochanego Wokulskiego. Świetny jest radca Szuszkin, który "nienawidzi wszystkiego, co polskie", jednak jest on postacią wyrazistą i złożoną. Zdecydowanie to on najbardziej przypadł mi do gustu, chociaż przez długi czas pełni rolę czarnego charakteru. Bardzo miło też czyta się o Rozalii, "niesfornej podopiecznej" Luizy, emancypantce, która ma inne priorytety, niż dobre wyjście za mąż. Rozalia to kolejny mocny punkt tej powieści... chociaż skojarzenie z Madzią z "Emancypantek" jest znów nieuniknione. Na koniec muszę wspomnieć o mamie Luizy i narzeczonym, którego wybrała dla córki - jest to tak niedorzeczny wątek, że nie sposób traktować go inaczej, niż żart ze strony autorki. Takich mocno naciąganych sytuacji jest więcej, ale te taktownie przemilczę.

Plusy? Powieść "się czyta"! Kolejne miejsca, kolejni bohaterowie, nagłe zwroty akcji, spore emocje - to wystarczyło, aby (tfu, tfu, tfu - nie chcę zapeszyć) przełamać impas czytelniczy, jaki towarzyszy mi od dłuższego czasu. Jeśli ktoś poprosi mnie o polecenie lekkiej lektury, którą miło czyta się przed zaśnięciem, to z pewnością wskażę na tę powieść. No i polecam wszystkim, którzy lubią dziewiętnastowieczne klimaty :)

27 komentarzy:

  1. Dobrze, że przez te lekturę płynie się swobodnie i szybko, choć niedostatki w kreacji Luizy bardzo mnie zmartwiły. No i ten Sybir - cholera, nie tego się spodziewałam! Mimo to mam ochotę zapoznać się z ową powieścią - a może mi się spodoba? Oby! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodoba Ci się - tak myślę, mimo tych niedostatków. Nie jest to arcydzieło, ale czyta się całkiem przyjemnie :)

      Usuń
  2. Lubię powieści w tym stylu, szkoda tylko, że główna bohaterka nie zachwyca - ostatnio przeczytałam "Białą wilczycę" i tam również bohaterka nie powaliła mnie na kolana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie nie będę na razie szukać tej książki :)

      Usuń
  3. Mnie powieść po prostu zachwyciła. Ma minusy, jasne ale dla mnie rzucała się w oczy przede wszystkim dobra całość :) Lubię takie powieści, mam nadzieję, że będzie jakaś kontynuacja. W przeciwieństwie do Ciebie Luizy nie uważałam za nudną, za to Rozalia momentami mnie wkurzała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozalia była wkurzająca na początku, potem już na szczęście nie :)
      Za to Luiza była nudna od początku do końca :)

      Usuń
  4. Ja bardzo lubię Hannę Cygler, takie pozytywistyczne powieści też lubię i jestem pewna, że ta książka będzie mi się podobać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem po "Cukierni pod Amorem" i po "Mieście świateł", więc na pewno chętnie sięgnę po tę książkę! Dziękuję za recenzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Cukiernią" byłam zachwycona, "Miasto świateł" przede mną :)

      Usuń
  6. Nieco zniechęca mnie nuda główna bohaterka, jednak mimo wszystko myślę, że z książką ową się zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, w necie można znaleźć recenzje z których aż bije zachwyt :)

      Usuń
  7. "W cudzym domu" jest na liście książek, które muszę przeczytać. A Tobie polecam: "Saszeńkę", "Krawcową z Madrytu" i "Nieznajomą" oraz "Wrześniowe dziewczynki". Myślę, że się nie zawiedziesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję :) Zerknę sobie, co to za książki :)

      Usuń
  8. Bardzo mnie zainteresowałaś tą książką. Ja również uwielbiam pozytywizm a ta książka jest jak najbardziej dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem w trakcie lektury,jedna/trzecia za mną, ale już teraz mogę powiedzieć, że czyta mi się wyśmienicie, akcja jest wartka, nie ma dłużyzn w opisach, a postać Luizy, cóż, podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia gustu :)
      Ja zdecydowanie wolę bohaterów z drugiego planu :)

      Usuń
    2. Zgadzam się, to jest kwestia gustu. Miłego dnia.

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak mi mówisz, że podobna do Orzeszkowej, to dla mnie, bo ja o dziwo lubiłam jej powieści. O dziwo, bo wszyscy kręcili nosami, a ja takie Nad Niemnem z wypiekami na twarzy nocami czytałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, "Nad Niemnem" niestety: wynudziło mnie strasznie. Ale już np. "Dziurdziowie" czy "Mair Ezofowicz" to naprawdę wciągające książki :)

      Usuń
    2. Nad Niemnem czytałam w liceum, potem już nie próbowałam, ale wtedy szał. Tylko ja w ogóle dziwna byłam, bo Dziady mi się podobały (wiem, że to nie pozytywizm, ale to przykład dziwactwa, a nie okresu literackiego), Pan Tadeusz też, nikt tego nie czytał z klasy

      Usuń
  12. Niedawno zakupiłam tą książkę i po Twojej recenzji już wiem,że muszę ją
    jak najszybciej przeczytać:)Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Muszę koniecznie ją przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. oj warto się za nią zabrać, bo na prawdę wciąga !

    Pozdrawiam i zapraszam,
    www.kreatywneteksty.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń