Strony

środa, 21 sierpnia 2019

Swoją ciążę drogo sprzedam (Recenzja książki "Farma" Joanne Ramos

Wyobraźcie sobie taką sytuację: bogata kobieta, robiąca karierę, życie, jak w bajce, brakuje tylko dziecka, którego nie może/nie chce urodzić. Ale zaraz, zaraz! Są przecież młode, zdrowe, lecz bywa, że biedne, dziewczyny, które chętnie im to dziecko urodzą. Za odpowiednią zapłatą oczywiście. Jest popyt, jest podaż, znajdzie się więc ktoś, kto połączy obie strony i zrobi na tym niezły interes. Witajcie na Farmie!





Farma jest debiutem literackim Joanne Ramos - Filipinki, która w wieku sześciu lat przeniosła się do Stanów Zjednoczonych, gdzie najpierw otarła się o świat wielkich pieniędzy (pracowała w bankowości), potem zajęła się dziennikarstwem (gdzie zapewne nauczyła się szukać dobrych historii), wreszcie: napisała książkę. Fikcyjną, ale, jak sama twierdzi, inspirowaną ludźmi, których znała i ich opowieściami. I okazuje się, że nie każdy mieszkaniec Filipin przyjeżdżający do Stanów gnany marzeniami o lepszym życiu, ma tyle szczęścia, ile miała go autorka Farmy - co również podkreśla.

W swojej powieści Joanne Ramos opisuje życie filipińskich kobiet, które w Ameryce zostają opiekunkami dzieci z bogatych rodzin. Jak można się łatwo domyślić, ich życie nie jest łatwe, godzą się na wiele rzeczy po to, aby, po pierwsze, przetrwać, po drugie: zarobione pieniądze wysłać rodzinie na Filipinach.

Taką postacią jest Ate - starsza kobieta, która świetnie opanowała sztukę przetrwania w amerykańskiej dżungli i nie przepuści żadnej okazji, aby zarobić. Ate pod swoje skrzydła bierze Jane, również Filipinkę, która samotnie wychowuje malutkie dziecko. I to Ate kieruje Jane na tytułową Farmę, gdzie surogatki rodzą dzieci bogatym klientkom. Wszystko legalnie, w komfortowych warunkach, jakie zapewnia odpowiedzialna za placówkę ambitna panna Yu. Zdrowe jedzenie, gimnastyka, całodobowa opieka lekarska i... całodobowa kontrola, praktycznie ubezwłasnowolnienie. Resztę można sobie łatwo dopowiedzieć i do tego momentu nie mam uwag.

Te pojawiają się, gdy cała opowieść zmierza do końca. Bardzo słabego końca, według mnie. Bo Farma mogłaby być książką - oskarżeniem, książką, która skłania do zadawania pytań i poszukiwania odpowiedzi o to, co można kupić, a co nigdy nie powinno być na sprzedaż. Co jest jeszcze etyczne, a co już nie i w którym miejscu przebiega granica między troską a ubezwłasnowolnieniem. I przez cały czas myślałam, że właśnie tak będzie, że autorka idzie w tę stronę. Tymczasem zakończenie to... happy end i wycofanie się ze wszystkiego, co wcześniej zostało tak wyraźnie pokazane. Nie wiem, czy zabrakło odwagi czy pomysłu, faktem jest, że Farma bardzo na tym straciła. A szkoda!

Joanne Ramos, Farma, Wydawnictwo Otwarte, 2019, s/ 424.

1 komentarz:

  1. Szkoda, że koniec jest taki słaby. Ale to debiut, więc dałabym tej książce szansę.

    OdpowiedzUsuń