niedziela, 12 listopada 2017

Miłość i ekologia (Recenzja książki Luonto Melissy Darwood)

Jaka piękna okładka! - pomyślałam, gdy pierwszy raz zobaczyłam książkę Melissy Darwood na którymś z instagramowych profili. Późnej opowiadała o niej Agnieszka z Magical Reading. Opowiadała na tyle przekonująco, że sama po książkę sięgnęłam.




Luonto jest jedną z tych książek, które należy doczytać do końca, aby móc wydać o niej opinię. Ok, każdą książkę należy doczytać do końca, żeby ją ocenić, ale w Luonto jest to szczególnie istotne. To, co na początku lektury wydawało mi się niejasne, naciągane, a chwilami nawet lekko irytujące, pod koniec znalazło swoje logiczne uzasadnienie.

I napiszę to od razu: po Luonto warto sięgnąć z dwóch powodów. Po pierwsze: jest to książka polskiej autorki, nie dajcie się zwieść tajemniczemu i obcobrzmiącemu imieniu i nazwisku. Po drugie: ta książka prawdopodobnie jest inna od wszystkiego, co do tej pory czytaliście. Przy czym nie twierdzę, że jest to powieść wybitna, która zmieni Wasze życie itp. Fabuła jest po prostu inna, zaskakująca i świeża, a przecież o to chodzi, by dać się lekturze zaskoczyć, prawda? Zwłaszcza lekturze,  która powstaje na naszym rodzimym podwórku.

O czym więc jest Luonto?

Przede wszystkim: to powieść o miłości. Chloris zakochuje się w Gratusie, z wzajemnością. Para poznaje się w nietypowych okolicznościach: chłopak ratuje dziewczynę w trakcie trzęsienia ziemii. Zabiera ją do krainy - tytułowego Luonto właśnie - w której żyją Homanile. Kim są Homanile? Ludźmi, którzy potrafią zmienić się w zwierzęta. A może zwierzętami, które przyjęły ludzką postać? Tworzą grupę, która żyje zgodnie z naturą i jest bardzo zaangażowana w ochronę przyrody. Pech chce, że Chloris i Gratus nie są z tego samego gatunku, ich związek nie ma więc jakichkolwiek szans. 

... a potem następuje nagły zwrot akcji i znów znajdujemy się w Polsce... o tej części książki nie chcę jednak pisać, gdyż zepsułabym Was całą niespodziankę. 

To wszystko brzmi dziwnie, wiem, ale jak pisałam: ta książka prawdopodobnie jest inna od tego, co do tej pory czytaliście.

Drugi wątek nazwałabym proekologicznym i jest on w powieści Melissy Darwood bardzo silnie zaakcentowany.  Autorka pokazuje świat, w którym nie ma alergii, nie ma zanieczyszczeń, oddycha się lekko powietrzem bez spalin, a jedzenie smakuje po prostu jak jedzenie, a nie tablica Mendelejewa. Luonto ogromnie różni się od tego, co mamy na co dzień i biorąc pod uwagę, że książka adresowana jest raczej do młodzieży niż takich starych bab jak ja, może autorka chce zwrócić uwagę nastoletniego czytelnika na problem degradacji środowiska i zachęcić do bardziej ekologicznych postaw? Być może. 

Gdybym miała ocenić tę książkę w skali od 1 do 10, dałabym jej mocne 7. Po lekturze jestem bardzo ciekawa innych pozycji Melissy Darwood i na pewno jeszcze po jej książki sięgnę.

Przekonałam Was do lektury?

Luonto, Melissa Darwood, wydawnictwo Filia, 2017, s. 316.