środa, 28 maja 2014

Kolejna książka "do połknięcia" (Śnieżka musi umrzeć - Neli Neuhaus)

Kiedyś krygowałam się za każdym razem, kiedy miałam pisać recenzję kryminału. Że się nie znam, że rzadko je czytam, że żaden tam ze mnie znawca. Teraz kryguję się z innego powodu: 90% kryminałów, które trafiają w moje ręce uważam za dobre lub bardzo dobre. Czyli co? Albo mam szczęście do tego gatunku, albo nie potrafię obiektywnie go ocenić? Jakby nie było: Śnieżka musi umrzeć podobała mi się... bardzo!


Co mnie urzekło w Śnieżce?

Nie, wcale nie fabuła, chociaż ta jest skonstruowana świetnie. Oto z więzienia wychodzi młody mężczyzna, Tobias Sartorius, który spędził tam jedenaście lat za podwójne morderstwo... którego nie pamięta. Nie pamięta, że zabił dwie nastolatki! Nie pamięta, co zrobił z ich ciałami. Teoretycznie miał motyw, był na miejscu zbrodni, wszyscy zeznają przeciw niemu... ale on sam nie ma w pamięci tego zdarzenia? Nie pamięta, czy tylko udaję, że nie pamięta?

Za najmocniejszą stronę książki nie uznaję też tego, że w trakcie czytania, właściwie co kilkadziesiąt stron zmieniał mi się bohater, którego typowałam na potencjalnego zabójcę. Serio, obstawiałam chyba wszystkich i rozważyłam chyba wszystkie możliwe warianty. Tymczasem na końcu okazało się, że wcale nie było to takie głupie, bo winni okazali się... wszyscy. Fakt, nie wszyscy byli mordercami, ale za coś pośredniego miedzy "współudziałem" a "zatajeniem prawdy" można by ich spokojnie skazać.

I tu dochodzę do sedna. Wszyscy znamy, czy to z literatury, czy z życia, małe miejscowości, gdzie sąsiad o sąsiedzie wie wszystko, a dana społeczność od lat dusi się we własnym sosie. W takie zamknięte środowisko wchodzi nastolatka Amelie Frohlich. Początkowo mieszkańcy miasteczka wydają jej się nudni i mało ciekawi. Potem jednak dowiaduje się o zbrodni, jaka miała tu miejsce kilkanaście lat wcześniej, zaczyna się jej fascynacja Tobiasem i powoli odkrywa rzeczy, w których zdaniem mieszkańców grzebać nie powinna. Nagle okazje się, że wszyscy kłamią - że pozwolę sobie zacytować serialowego lekarza. Autorka te wzajemne powiązania ukazała w sposób genialny: pod koniec czytelnik na wszystko co przeczytał zaczyna patrzeć z nieco innej perspektywy, kolejne klocki układanki znajdują swoje miejsce - i właśnie to uważam za największy plus Śnieżki.

Z góry cieszę się na kolejny tom napisany przez Nele Neuhaus. 560 stron z komisarz Pią Kirchhoff i nadkomisarzem Oliverem von Bodensteinem to świetna perspektywa - tym bardziej, że w życiu osobistym tego duetu też całkiem sporo się dzieje, a ja tych śledczych bardzo polubiłam.



Czytaliście Śnieżka musi umrzeć? Jak wrażenia?

Nele Neuhaus, Śnieżka musi umrzeć, Media Rodzina, 2013, s. 520.