poniedziałek, 4 marca 2013

Depresja komisarza (Z pustymi rękami - Valerio Varesi)

Tytuł: Z pustymi rękami
Autor: Valerio Varesi
Wydawnictwo: Rebis (dziękuję!)
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 262

Podobały mi się Pokoje do wynajęcia Valerio Varesi, Z Pustymi rękami zaś to godna kontynuacja - być może nawet lepsza od pierwszego tomu.

Akcja, podobnie jak wcześniej, rozgrywa się w Parmie. I o ile w Pokojach do wynajęcia była do Parma zasnuta mgłą, tak tutaj przedstawione zostało miasto o nagrzanych murach, lepkie od potu, dogorywające w upale. A piszę o tym już na początku, gdyż niewiele jest powieści, w których opisywana przestrzeń jest pełnoprawnym bohaterem utworu, a nie tylko tłem dla przedstawianych wydarzeń. Powieść tę wypadałoby czytać z mapą miasta na kolanach, co chwila bowiem pada nazwa ulicy, placu, budynku, przywołane zostają szczegóły z topografii miasta. Miasta, które komisarz Soneri w równym stopniu kocha, co i nienawidzi. 

Z jaką sprawą tym razem przychodzi zmierzyć się komisarzowi, gdy na początku wiadomo niewiele?

- Właśnie zbyt wiele - poprawił go Soneri. - Nie wiem, od którego miejsca zacząć. Co to było? Zwykła kradzież, która się skończyła nieoczekiwanymi komplikacjami, męska prostytutka, konflikt między praczami brudnych pieniędzy, sprawa długów czy rozwścieczone rodzeństwo?

Komisarz, swoim zwyczajem, nie lubi siedzieć za biurkiem. W pracy częściej niż z dowodów znalezionych na miejscu zbrodni, korzysta z rozmów z osobami nawet luźno związanymi ze sprawą, którą prowadzi. Ta aktualna zaś jest wyjątkowo paskudna, okazuje się bowiem, że przestępcami nie są ludzie z półświatka, lecz osoby, które na co dzień noszą garnitury i zajmują wysokie stanowiska. A wobec nich Soneri jest bezsilny. 

Tym razem więc zamknięciu sprawy nie towarzyszy ulga, że  udało się wyjaśnić wszystkie zagadki i ukarać tych, którzy na to zasłużyli. Soneri jest głęboko rozczarowany, rzekłabym nawet, że przechodzi coś w rodzaju kryzysu wartości, jego praca bowiem nagle traci sens. Komisarz ma poczucie misji: fakt, tapla się we wszystkich niegodziwościach, jakie spotykają Parmę, bezpośrednio dotyka zła, jednak zawsze była nadzieja, że dzięki rzetelnie poprowadzonemu śledztwu, zwycięstwo przechyli się na stronę dobra. Tym razem jest inaczej... i to rozczarowanie komisarza naprawdę udziela się czytelnikowi.

Wiadomo, że książka ta musiała mi się spodobać. Oprócz świetnie poprowadzonej intrygi kryminalnej, jest tu cały szereg rzeczy, które przykuły moją uwagę: wspomniana już duszna Parma, motyw skradzionego akordeonu (kto mógł połasić się na akordeon starego człowieka?!), romans z Angelą. Najciekawsza jednak tym razem wydała mi się postać głównego bohatera, który nieco przypomina mi Don Kichota walczącego z wiatrakami. Jednak odpowiedzi na to, czy ta walka ma sens czy nie proponuję poszukać samodzielnie, bo do tego właśnie zdaje się zachęcać autor.