czwartek, 8 listopada 2012

Z rodziną najlepiej (na zdjęciach) (Szopka - Zośka Papużanka)

Tytuł: Szopka
Autor: Zośka Paużanka
Wydawnictwo: Świat Książki (dziękuję!)
Liczba stron: 205
Rok wydania: 2012

Do książki Zośki Papużanki nastawiłam się pozytywnie... zanim jeszcze zaczęłam ją czytać. A wszystko przez informację o autorce, którą można znaleźć na okładce:

Zośka Papużanka (ur. 1978 r.) Z wykształcenia jest teatrologiem, pracuje jako nauczyciel języka polskiego. Robi doktorat z literaturoznawstwa. Autorka tekstów piosenek wykonywanych w krakowskich kabaretach i spektaklach Teatru Lalki i Aktora Parawan. Mieszka w Krakowie, ma dwóch synów, tańczy flamenco, czyta po nocach i bardzo jej w życiu dobrze.

"I bardzo jej w życiu dobrze" - ależ mnie to ucieszyło! Tak rzadko można usłyszeć, że ktoś jest zadowolony z życia, częściej spotyka się osoby, które mają jakieś "ale" i mogą o sobie powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest im dobrze. Pani Zośko! Gratuluję i zazdroszczę! :)

O czym jest Szopka? O rodzinie, jakich wiele. Prym w niej wiedzie matka - "maszynka do narzekania". Matce nie zamykają się usta. Gada, żeby gadać. Chociaż nie: wiele jej wypowiedzi służy temu, by zatruć życie domownikom. Matka szczyci się tym, że wali prawdę prosto w oczy. Sączy tę prawdę niczym truciznę: dzień po dniu, godzinę po godzinie, chyba nawet nie do końca zdając sobie sprawę, jaką moc ma to jej gadanie.

Nikt nie potrafiłby powiedzieć, dlaczego się z nią ożenił - tak do powieści wprowadzony zostaje mąż i ojciec, głowa rodziny. To mężczyzna cichy, uciekający z domu, który przez lata wypracował sobie strategię niesłuchania i unikania gderliwej małżonki. Żonie postawił się tylko raz: uparł się, że ich córka będzie miała na imię Wanda. 

Wanda zaś wrodziła się w ojca: również tańczy, jak matka jej zagra i nie potrafi uwolnić się spod jej wpływu nawet jako dorosła kobieta, co znów ma wpływ na jej rodzinę. Wanda od dziecka żyje w poczuciu winy i zupełnie dosłownie próbuje zniknąć: całe dnie spędza schowana pod stołem, marząc o lepszym życiu. Przypadła jej rola gorszej, bo młodszej: starszy brat Maciuś nie dopuszcza jej do głosu. Dla niego Wanda pięćdziesięcioletnia to ta sama "gówniara", której dokuczał, gdy miała lat dziesięć.

Maciuś jest równie ciekawy: niby zdolny, ale rzucił studia. Niby przez moment prowadził normalne życie, a żona szybko się z nim rozwiodła i od tej pory Maciuś nie przestaje pić, tułać się i co jakiś czas odwiedzać rodzinę, aby pożyczyć pieniądze.

Książka Zośki Papużanki nie opisuje rodziny patologicznej: nikt nikogo nie bije, nie ma biedy, dorosłe dzieci opuszczają gniazdo, Wanda stawia się na niedzielnych obiad, nieco problemów jest z Maciusiem, ale w każdej rodzinie trafi się czarna owca. 

Jakby jednak nie patrzeć, każda z przedstawionych postaci jest postacią tragiczną. Z jednej strony nie potrafią żyć ze sobą, ale też nie potrafią się rozdzielić. Z jednej strony zdają się nienawidzić nawzajem, ale też coś ich trzyma razem, nikt nie potrafi przeciąć "więzów rodzinnych", które zaciskają się niczym pętla, nie pozwalając złapać głębszego oddechu. 

Autorka w sposób naprawdę wyczerpujący opisuje losy zwykłej rodziny, w której niby wszystko jest okej... ale czytając, chwilami miałam gulę w gardle. Na 200 stronach udaje jej się nakreślić nie tylko świetne studium relacji międzyludzkich, ale też naprawdę dobre portrety. I teraz dochodzimy do sedna: do języka.

Przyznaję: nie czytało mi się tej książki łatwo, chociaż lektura nie zajęła mi wiele czasu. Autorka oddaje głos swoim bohaterom, to nie ona ich charakteryzuje, lecz charakteryzują się sami. Kiedy czytałam fragmenty opisujące ojca, czułam jego łagodność i niepewność, potrafiłam sobie wyobrazić tego zakrzyczanego mężczyznę. Kiedy czytałam fragmenty wypowiadane przez matkę, słyszałam jej wrzaskliwy i pełen pretensji ton. Owszem, można książce zarzucić, że to nic nowego, że są pisarze, które w podobny sposób pisali wcześniej. Mnie jednak ten język: mocny, soczysty, chwilami wulgarny, całkowicie "kupił" i nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby historię tę przedstawić za pomocą pięknej, poprawnej polszczyzny. 

Że lekturę polecam - to oczywiste. Mocna, choć zwyczajna historia, która nie chce mi wyjść z pamięci. Od razu po lekturze nasunęła mi się też myśl, że ta powieść wkrótce znajdzie się na liście lektur szkolnych - ciekawe, czy mam rację :)?

14 komentarzy:

  1. Zostałaś przeze mnie nominowana do zabawy Liebster Blog Award! Zapraszam do wzięcia udziału: http://recenzje-literackie.blogspot.com/2012/11/liebster-blog-czyli-az-dwie-nominacje.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  2. Zośka Papużanka - brzmi nieziemsko! Lektura zapowiada się ciekawie, będę mieć ją na oku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dawna "chodzi" za mną ta książka. Słuchałam jej fragmentów w radiowej trójce i bardzo mnie zaintrygowała:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha! Przeczytałam i ja. Bardzo mi się podobało, zwłaszcza od strony językowej. Tematycznie niby nic nowego, ale za to jakże prawdziwego.
    Nie sądzę, by "Szopka" stała się lekturą szkolną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekaj, czekaj... Daj Ministerstwu chwilę :)

      Usuń
  5. A Ty jesteś zadowolona z życia? :)
    Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście :) Chociaż czasem bywa... lekko rozczarowana życiem :)

      Usuń
    2. Kurka, ja też jestem zadowolona z życia! :) Ludzie podejrzliwie na mnie patrzą, gdy po raz kolejny zamiast narzekać mówię, że jest fajnie. Problemy ma każdy, tylko warto dostrzegać to wszystko, co nimi nie jest :)
      Jeśli bywam rozczarowana to nie życiem, a ludźmi (zaleciało patosem, ale tak jest ;)).
      Agata

      Usuń
  6. Czyli generalnie się zgadzamy, chociaż ja aż tak dobrze jej nie odebrałam. Przeszkadzało mi to, że to nic nowego, że odkrywczości brak. Ale fajnie, że pojawiają się na rodzimym rynku wydawniczym zdolni ludzie, zgrabnie operujący piórem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo zgrabnie :) Czytałam gdzieś, że może autorka faktycznie nie wnosi jakiś owych tematów/problemów/idei, ale te już znane przedstawia w taki sposób, że wychodzi z tego naprawdę świetna rzecz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A cały tragizm pewnie w tym, że takie rodziny to norma. Sama recenzja nakreśla mi obraz niejednej znanej mi rodziny, która funkcjonuje właśnie w ten sposób. Uwielbiam Twoje recenzje, ale pozbawiają mnie pieniędzy, bo mam ochotę gnac i kupić książkę najczęściej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo dobrze, że narracja w powieści jest wieloosobowa - podoba mi się to, ponieważ możemy sami wyrobić sobie opinię o bohaterach

    OdpowiedzUsuń
  10. od Twojego posta z 14 października ciągle słucham Jessie Ware - Wildest Moments :) pozdrawiam :)

    http://megansath.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń