niedziela, 4 listopada 2012

Inicjały: MM (Marilyn. Żyć i umrzeć z miłości - Alfonso Signorini)

Tytuł: Marilyn. Żyć i umrzeć z miłości
Autor: Alfonso Signorini
Wydawnictwo: Świat Książki (dziękuję!)
Liczba stron: 219
Rok wydania: 2012

Po książkę o Marilyn Monroe nie planowałam sięgać, przede wszystkim dlatego, że mam złe doświadczenia związane z jej biografiami (vide: Ostatnie seanse, przy których prawie umarłam). Zauroczyła mnie jednak książka o Marii Callas (KLIK) autorstwa Alfonso Signorini - dlatego stwierdziłam, że co mi tam i przeczytam także zbeletryzowaną biografię Marilyn - co też uczyniłam.

O czym jest Żyć i umrzeć z miłości, wiadomo: o wcale nie takim kolorowym życiu MM. Uwielbiana przez miliony - żyła samotnie, chociaż mężczyzn w jej życiu było wielu. Ukochana kobieta Ameryki, której ciągle brakowało miłości. Ucieleśnienie słowa "gwiazda" - a jednak stale musiała sobie udowadniać, że jest kimś, że potrafi zachwycać. Oklaskiwana na scenie - w życiu prywatnym niepewna. Jednym słowem: kobieta pełna sprzeczności.

Pisząc powyższe zdania nie mogę pozbyć się wrażenia, że piszę banały. MM jest postacią tak znaną, jest "ikoną", że właściwie trudno napisać o niej coś, czego nikt jeszcze nie napisał/nie powiedział. 

Z drugiej jednak strony zastanawiam się... ile osób tak naprawdę potrafi powiedzieć o niej coś więcej, czy jest to w ogóle możliwe. Zachowały się setki zdjęć MM, pisało o niej tak wiele osób, narosło tak wiele legend... a mimo to odnoszę wrażenie, że kobieta ta nadal pozostaje tajemnicą. 

Książka Alfonso Signorini dostarczyła mi wielu nowych faktów z życia MM, których nie znałam. Nie wiedziałam np. że jej matka połowę życia spędziła w szpitalu psychiatrycznym i że ona sama obawiała się, że kiedyś też popadnie w szaleństwo. Nie wiedziałam, że jako mało dziewczynka była zamykana w szafie. Nie miałam pojęcia, że przez jakiś czas mieszkała w sierocińcu.

Nie zmienia to jednak faktu - i tego porównania nie jest w stanie uniknąć - że książka o Callas podobała mi się bardziej, co bynajmniej nie oznacza, że ta o Marilyn jest zła. Absolutnie nie jest gorsza pod względem warsztatowym, wciąga od pierwszej do ostatniej strony, historia o wielkich ambicjach i wielkich uczuciach nie straciła nic na swojej aktualności. Jednak czytając Żyć i umrzeć z miłości chwilami odnosiłam wrażenie, że czytam plotkarski magazyn. Ale znowu: czego ja się czepiam? Skoro autor pisze o takiej bohaterce, to jest to rzeczy nieunikniona. 

Polecam więc obie pozycje - dla porównania :)

17 komentarzy:

  1. Czytałam tę książkę. Bardzo mnie zszokowały niektóre fakty. Dokładnie te same, które zaskoczyły Ciebie. Nie wiedziałam jeszcze o tym, że MM poroniła i to niejeden raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego też nie wiedziałam i też byłam w szoku. Ciekawe, ilu jeszcze takich rzeczy nie wiem.

      Usuń
    2. Więcej razy niż poroniła, poddała się aborcji. Niektórzy obliczają, że ponad dwadzieścia razy, ja bardziej jestem przekonana, że kilkanaście.

      Usuń
  2. "Ostatnie seanse" to nie biografia, choć można powiedzieć, że zbeletryzowana, ale za to w jaki sposób! Ja byłam nimi zachwycona :). Choć może masz rację, że nie znając faktów z jej życia, ciężko się w niektórych rzeczach połapać. Ja już znałam, gdy po nią sięgnęłam.
    A powyższej jeszcze nie czytałam. Podchodzę dość negatywnie do takich lektur (wyjątkiem są Seanse i Blondynka), ale ta mnie akurat zainteresowała. Skoro Seansów nie mogłaś znieść, a ta Ci się podobała, uwierzę w Twoje polecenie. I może przeczytam też tę o Callas, kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia dlaczego "Ostatnie seanse" tak bardzo mi się nie podobały, ale namęczyłam się nad tą książką bardzo, a teraz, z perspektywy czasu, niewiele z niej pamiętam.

      Usuń
  3. I Marilyn, Aniu, nie Marylin :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Cytat, który zamieściłaś w swojej recenzji "Seansów" mnie po prostu rozłożył na łopatki :P
    Choć jakoś nie ciągnie mnie do biografii (nawet tych zbeletryzowanych), a do MM też jakoś szczególnie nie to jednak chyba kiedyś przeczytam tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając tę recenzję, przypomniałam sobie słowa piosenki Oddziału Zamkniętego: "Samotny wśród ludzi, którzy myślą - on nigdy nie jest sam". Wydaje mi się, że idealnie pasują do Marilyn Monroe. Ta kobieta fascynowała i fascynuje do dziś. Trochę żałuję, że w ręce nie wpadła mi żadna jej biografia, nawet ta najgorzej napisana. Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o najseksowniejszej kobiecie świata :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po obejrzeniu "Mojego tygodnia z Marilyn" bardzo chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o MM, ale przytłoczyła mnie ilość publikacji różnego sortu na jej temat. Będę unikać "Ostatnich seansów", myślę, że z chęcią sięgnę po "Żyć i umrzeć z miłości".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film też bardzo mi się podobał bardzo! :)

      Usuń
  7. A ja właśnie słucham w odcinkach w nakanapowym radiu, zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety nie przepadam za tego typu książkami. A już osoba tej pani w ogóle mnie nie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam, właściwie słuchałam, w znakomitej interpretacji Anny Guzik. Dała mi do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytałam jeszcze żadnej książki o MM. Miałam zamiar kupić "Ostatnie seanse", ale zmieniam zdanie... zacznę od "Marilyn. Żyć i umrzeć z miłości".

    OdpowiedzUsuń
  11. oo widzę, że naprawdę fajna pozycja.. Nie czytałam jeszcze żadnej o MM i chętnie nadrobię zaległości :)

    OdpowiedzUsuń