środa, 13 czerwca 2012

Ostatnia jest miłość (Potem - Rosamund Lupton)


Tytuł: Potem
Autor: Rosamund Lupton
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 399
Rok wydania: 2012

Nieco ponad miesiąc temu pisałam o Siostrze Rosamund Lupton. Tytuł recenzji brzmiał "Thriller miłością podszyty" - i właściwie tekst, który właśnie piszę, mogłabym zatytułować "Thriller miłością podszyty II". Autorka bowiem, chociaż opisuje dwie zupełnie różne historie, robi to w podobny sposób, który bardzo do mnie trafia. 


Jeśli miałabym opisać "strategię" pisarską Rosamund Lupton, to wydaje mi się, że może ona działać według wzorca: wymyślić pasjonującą, tajemniczą historię, następnie zapętlić kilka wątków, przedstawić wszystko ze skrajnie subiektywnej perspektywy któregoś z bohaterów, całość maksymalnie nasycić uczuciem i emocjami, a następnie doprowadzić do niespodziewanego/pięknego/wzruszającego końca.   

Tym razem autorka zaczyna w sposób spektakularny: od pożaru, który niszczy prywatną szkołę i w wyniku którego, w krytycznym stanie, do szpitala trafiają dwie kobiety: matka i córka. Co ciekawe, mimo iż leżą one unieruchomione na szpitalnych łóżkach, to ich, hmm, duchy?, swobodnie ze sobą rozmawiają i śledzą rozwój wypadków. Okazuje się bowiem, że najbardziej prawdopodobną przyczyną pożaru jest podpalenie, stopniowo też wychodzi na jaw, że jest wiele osób, które mogłyby mieć powód, aby puścić szkołę z dymem.

Cudowne w tej książce jest to, że dochodzenie policjantów schodz na dalszy plan. Najważniejsza jest matka, która po prostu musi dowiedzieć się, kto próbował skrzywdzić jej dziecko. Potem przepięknie opowiada o granicach matczynego poświęcenia się, a raczej braku tych granic. W świetle tej książki powiedzenie "pójść za kimś w ogień" nabiera dosłownego znaczenia. Jednocześnie Grace nie jest heroizowana, jak na bohaterkę, jest całkiem zwyczajna. Ot, trzydziestodziewięcioletnia matka dwójki dzieci - jak zwykła nazywać samą siebie.

Jak już pisałam, Potem przesycone jest miłością, jednak nie tylko tą matczyną. Całą historię Grace opowiada swojemu mężowi, mówi do niego, gdyż ma nadzieję, że jej słowa kiedyś do niego dotrą. I chociaż uczucie, jakim obdarza męża, już dawno pozbawione jest fajerwerków, to całe fragmenty Potem czytałam nie jako prozę, a najpiękniejszą poezję miłosną. A jedno z ostatnich zdań brzmi tak:

Powiedziałeś mi kiedyś, że zmysłem, który w chwili śmierci przestaje działać jako ostatni, jest słuch. Mylisz się. Ostatnia jest miłość.

Może to głupie, ale nadal przechodzą mnie ciarki, kiedy czytam te słowa chyba setny już raz.

Nie mam pojęcia, jakbym zareagowała na kolejną powieść tej autorki napisaną w taki sposób, do tej pory jestem jednak zachwycona. I chyba Potem podobało mi się jeszcze bardziej niż Siostra - obie gorąco polecam.