czwartek, 3 maja 2012

Zakłócenia naturalnego biegu rzeczy (Anomalie - Grzegorz Krzymianowski)

Opowiadanie banalnych historii ma swoje plusy. Tym największym, który dostrzegam, jest to, że jeśli autor obdarzony jest talentem i wrażliwością, to niejednokrotnie otwiera czytelnikowi oczy na fakty, które czasem umykają. Wydają się one bowiem tak banalne, tak codzienne, że nie zwraca się na nie uwagi. Dopiero prosta historia, opowiedziana na kartach książki, uwrażliwia na te małe rzeczy, z których przecież składa się nasze życie. 

Dla mnie sztandarowym przykładem takiej historii jest Love story Ericha Segala. Powieść przeczytałam raz, film oglądam zawsze, gdy nadarza się okazja i za każdym razem ryczę jak bóbr. Bo oni tak się kochali, bo trzeba się spieszyć kochać ludzi... itd. Proste, ale sugestywne.

Taka chyba też miała być powieść Grzegorza Krzymianowskiego Anomalie. Anna i On - narrator, którego imienia nie poznajemy. Spotkali się sześć lat wcześniej i tak ze sobą są, a raczej trwają. Bo tak naprawdę trudno powiedzieć, co ich łączy. Miłość? Jeśli kiedyś była, to w momencie, gdy czytelnik ich poznaje, już tylko delikatnie się tli. Dzieci? Brak. Wspólne mieszkanie? Owszem, ale nie spłacają kredytu, zaś umowa najmu trwa tylko przez określony czas. Wspólne priorytety, wartości, dążenia? Nie zauważyłam. Więc co? Strach przed samotnością, obawa, że skoro mają trzydzieści lat, to już nikogo sobie nie znajdą? Bzdura! Ani Anna, ani On, nie mają problemów z nawiązywaniem kontaktów z płcią przeciwną. 

Co ciekawe, przedstawioną parę nie tylko niewiele łączy, ale też niewiele dzieli. Jemu przeszkadzają jakieś nawyki Anny, ale przecież to drobiazgi, bo przecież nie można poważnie traktować pretensji o nieodłożoną na miejsce książkę czy nieopłukanie naczyń przed zmywaniem. Co więcej, mężczyzna potrafi docenić atrakcyjność swojej partnerki i zauważa, jak dobrze wypada na tle innych kobiet.

I nagle: drobiazg! 

On znajduje książkę, na podstawie której stwierdza, że Anna na pewno go zdradza. I mimo iż pojawiają się jakieś awantury, dąsy i odwracanie wzroku, do poważniej rozmowy nie dochodzi. Bohaterowie skrępowani są konwenansami i dobrym wychowaniem, bo przecież nie wypada grzebać w cudzych rzeczach, nie wypada się złościć, nie należy pytać. I tak On wyobraża sobie coraz więcej, coraz więcej dopowiada do zachowań kobiety, aż w końcu zazdrość wymyka się spod kontroli i nie można już nad nią zapanować. A konsekwencje są łatwe do przewidzenia.

Anomalie na okładce nazwane zostały kameralnym dramatem i to określenie bardzo mi do tej powieści pasuje. Z jednej strony nie dzieje się tu nic nadzwyczajnego, opisane wydarzenia są banalne, codzienne, przeżywają je miliardy par na całym świecie. Jest więc to historia uniwersalna, która może przytrafić się każdemu, o czym świadczy też fakt, że główny bohater pozbawiony został imienia. Z drugiej zaś strony... no właśnie. 


Czytając, ani przez moment nie miałam wątpliwości, że opisywane wydarzenia nie są jednak pozbawione doniosłości, wszak to one zadecydowały o tym, że losy dwojga ludzi zmieniły się nieodwracalnie. A że takie rzeczy dzieją się codziennie, zupełnie tego faktu nie zmienia.


No i samo zakończenie, w którym autor pokazuje, jak ślepi bywamy i jaki ubaw musi musi mieć z ludzi ten, kto rozdaje karty w dramacie zwanym Życie.Ot, taki prztyczek w nos nie tylko narratora, ale i czytelnika. 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

G. Krzymianowski, Anomalie, Prószyński i S-ka, 2012, s. 205.