czwartek, 5 kwietnia 2012

Dlaczego kupujesz, kobieto? (Zakupy na obcasach - J. Cunningham, P. Roberts)

Po książkę "Zakupy na obcasach" sięgnęłam z dwóch bardzo konkretnych powodów. Pierwszy jest taki, że dopiero trzy lata po studiach mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że minęło mi obrzydzenie do opracowań i książek popularnonaukowych. Po drugie zaś powzięłam ambitne postanowienie, że chciałabym jednak umrzeć trochę mądrzejszą niż jestem w tej chwili. Z tej to przyczyny wybrałam się na studia podyplomowe, lecz rozpoczęłam także domową edukację, na własną rękę. I nawet nieźle mi to wychodzi, odpukać, póki co. Właściwie to jest jeszcze trzeci powód, dla którego sięgnęłam akurat po "Zakupy na obcasach", dużo bardziej złożony, który ma na imię "kolczyki". Mam w domu jakieś dwa miliony par, niektóre nawet czasem założę, zupełnie nie przeszkadza mi to jednak w tym, by kupować i robić sobie nowe. To już nawet nie chodzi o to, że lubię je nosić. Ja po prostu lubię je mieć. Dlaczego? Tego właśnie chciałam się dowiedzieć z tej książki.

Książka "Zakupy na obcasach" sytuuję się gdzieś na pograniczy psychologii i marketingu. Na samym początku autorki wyjaśniają, dlaczego w ogóle ją napisały. Otóż spotkały się kiedyś z bardzo głupią opinią. Jakiś pan w garniturze z agencji reklamowej stwierdził, że aby sprzedać coś kobiecie, nie trzeba wcale jakiś specjalnych zabiegów. Wystarczy, jeśli... reklama będzie ociekać różem. Tak! Robimy wszystko tak, jak w przypadku reklam produktów dla panów, tylko dajemy, powiedzmy, różowe tło albo różowe opakowanie. Ach, żeby to było takie proste!

Znaczną część książki autorki poświęcają zagadnieniu różnic między kobietą a mężczyzną. A jako konsumentów (i nie tylko zresztą), różni ich prawie wszystko. Kobieta, wybierając dany produkt, kieruje się zupełnie innymi wartościami i pobudkami niż mężczyzna. Aby przywiązała się do jakiejś marki nie wystarczy, aby produkt był po prostu najlepszy. Nie wystarczy postraszyć ją cellulitem i bakteriami z zlewie - tu trzeba czegoś więcej.

Książka "Zakupy na obcasach" pokazuje, jakich kodów, opartych na wartościach wyznawanych przez kobiety, należy używać, by przekonać je do danego produktu. Bez wątpienia jest więc to wiedza przydatna osobom, które zawodowo zajmują się sprzedażą, reklamą czy marketingiem, lecz wiele mówi kobietom o nich samych. Książka uświadamia bowiem, jakie taktyki stosują spece z wielkich korporacji, by sprzedać nam akurat ten konkretny szampon, masło czy jogurt. Zresztą, dobitnie pokazane zostaje coś, o czym wiedziałam od dawna, ale co dotarło do mnie jeszcze wyraźniej. Kupując dany produkt wcale nie kupujemy go po prostu dlatego, że nam się podoba albo jest nam potrzebny. Kupujemy go, by stać się kimś innym, by stać się częścią utopii, do której dążymy.

Takie myślenie rzuciło nieco światła na mój kolczykowy zakupoholizm. Frida Kahlo, którą podziwiam, zawsze miała w uszach jakieś błyskotki. Baglady, która jest moją ulubiona szafiarką, nie pokazuje się bez kolczyków. I o ile dobrze pamiętam, uwielbiana  w dzieciństwie Alexis z "Dynastii" też zawsze miała kolczyki - może to wtedy wbiłam sobie do głowy, że kolczyki muszą być :)?

Dodatkowym plusem książki jest bardzo przejrzysty tok wywodu, liczne przykłady, a także to, że niemalże każda postawiona teza ma swoje uzasadnienie naukowe. Polecam, szczególnie przed świętami, kiedy to ochoczo łapiemy za portfele :)

J. Cunningham, P. Roberts, Zakupy na obcasach, PWN, 2012, s. 320.