poniedziałek, 26 marca 2012

Opowieść o mężczyźnie, który widział raj (Dziedzictwo Adama - Astrid Rosenfeld)

Z książkami takimi jak "Dziedzictwo Adama" mam odwieczny problem. Wynika on z tego, że po prostu dużo czytam i na tyle znam siebie, że wiem, co robi na mnie wrażenie, wiem, co mnie wzrusza, wiem, co jest w stanie sprawić, że nie będę potrafiła się oderwać od książki. I w przypadku tej pozycji dokładnie tak było: wzruszyła mnie, zrobiła na mnie spore wrażenie, spędziłam nad nią kilka godzin, bez małej przerwy - ale też nie mogło być inaczej.

Dlaczego? Otóż ZAWSZE, ale to zawsze, podobają mi się historie o miłości, która rodzi się w ciężkich czasach i po nagłym wybuchu następują ciężkie chwile rozłąki. Lubię historie rodzinne. Lubię opowieści, które przedstawiają kilka punktów widzenia. Wreszcie lubię historie, o których nie mogę zapomnieć - a wszystkie te warunki "Dziedzictwo Adama" spełnia. Na czym więc polega problem? Otóż takimi książkami mogę zachwycać się po prostu bez końca i tak naprawdę trudno mi się obiektywnie ocenić. Chociaż z drugiej strony... chyba nikt ode mnie obiektywizmu nie wymaga :)

Powieść podzielona została na trzy części. W pierwszej poznajemy Edwarda, który nieustanie słyszy, że przypomina swojego stryjecznego dziadka Adama. O Adamie jednak mówi się w rodzinie rzadko, prawie wcale, co dla Edwarda nie jest do końca jasne. Zagadka rozwiązuje się, gdy mężczyzna natrafia na książkę swojego przodka, która jest swoistym pamiętnikiem pisanym dla ukochanej Anny - i o tym właśnie jest druga część opowieści.

Adam zakochuje się w Annie jako zaledwie osiemnastoletni chłopak, spotykają się kilka razy... i dziewczyna znika. Nie powinno to dziwić, Anna bowiem pochodzi z żydowskiej rodziny, a opisywane wydarzenia dzieją się w latach trzydziestych XX wieku, w Berlinie. Adam, również Żyd, nie decyduje się na opuszczenie miasta wraz z rodziną Przy pomocy wysoko postawionego niemieckiego wojskowego, przedostaje się do Polski, gdzie hoduje róże samemu Hansowi Frankowi. Mijają lata, a chłopak nie zapomina o ukochanej kobiecie. Gdy wreszcie trafia na jej ślad, przyjmuje pewien warunek, który ma ocalić Annie życie. Dla Adama oznacza to jednak dobrowolne wejście do getta warszawskiego...

To właśnie tam mężczyzna zaczyna pisać książkę, którą sześćdziesiąt lat później czyta Edward i dla którego jest to moment przełomowy: jest bowiem gotów przyjąć swoje dziedzictwo. 

Uczciwie muszę wspomnieć o minusach tej książki, do których bez wątpienia należy schematyczność: czarne jest czarne, białe jest białe i nie ma odcieni pośrednich. Dalej: niektóre wątki, moim zdaniem, są zbędne i nic do powieści nie wnoszą - chociaż nie powiem, czytając absolutnie nie czułam znużenia. Poza tym pewnym zgrzytem jest dla mnie samo zakończenie, kiedy to Edward próbuje odnaleźć Annę... ale nie powiem, co dokładnie mam na myśli, żeby nie psuć lektury.

Minusy jednak absolutnie nie przysłoniły mi plusów, a do tych trzeba zaliczyć chociażby świetne oddanie kolorytu i klimatu epoki, wyraziste i zapadające w pamięć postaci kobiece i to, że ta historia po prostu płynie, a jedyne, co można zrobić, to poddać się jej nurtowi. 

Mnie "Dziedzictwo Adama" po prostu urzekło, czytając opowieść o Adamie, "jedynym mężczyźnie, który widział raj", czułam, że znalazłam literacką perełkę, do której chętnie za kilka lat wrócę i którą na pewno będę polecać znajomym. A poza tym jest to debiut Astrid Rosenfeld - z niecierpliwością wiec wyczekuję na jej kolejne książki!

A. Rosenfeld, Dziedzictwo Adama, MUZA, 2012, s. 317.

5 komentarzy:

  1. Prawdę mówiąc mnie ta książka jakoś nie urzekła, choć z pewnością do niej kiedyś wrócę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie przeciwnie, mimo tych minusów, o których piszę :)

      Usuń
  2. Widzę, że zwróciłyśmy uwagę na dokładnie te same uchybienia, więc coś jest na rzeczy i najpewniej nie mylimy się, co do oceny debiutu pani Rosenfeld. Zgadzam się, że mimo tego, książka naprawdę robi wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaudyno, pamiętałam, że pisałaś o tej książce, zajrzałam do tekstu, gdy już skończyłam swój i pomyślałam sobie: "Wow, myślę jak ona!" :)

      Usuń