wtorek, 3 stycznia 2012

"Lunatycy otaczają mnie" (Wyspa niesłychana - Eduardo Mendoza)

Pierwszy raz zaczynam recenzję książki od zachwytu nad okładką, ale tylko na nią spójrzcie! Jest piękna! Dwie zamaskowane postacie w czerni, a w tle woda, różowa mgła i niebo oraz fragment gondoli. Kicz? Niech będzie, że kicz... ale jaki piękny kicz! A zawartość książki równie interesująca.

Wybitną znawczynią twórczości Mendozy nie jestem, bo przeczytałam dwie książki tego autora i nie zapomnę, jak bardzo uśmiałam się przy pierwszej oraz tego, jak bardzo zaskoczyłam mnie druga. Wyrobiłam sobie bowiem przekonanie, że jest to pisarz "do śmiechu", tymczasem "Trzy żywot świętych" te opinię zburzyły. "Wyspa niesłychana" również raczej "do śmiechu" nie jest, chociaż nieco humorystyczne momenty też się trafiają. 

Febregas, poważany i nieco znudzony życiem właściciel firmy w Barcelonie, któregoś dnia, powodowany jakimś bliżej niesprecyzowanym impulsem, porzuca firmę i całe swoje dotychczasowe życie, by przenieść się do Wenecji. Taki też był zamysł autora, o którym opowiada na wstępie: pokazać człowieka wyrzuconego poza swoje środowisko, obcego w danej społeczności. 

Febregas błąka się, snuje się po Wenecji niczym mgła nad kanałami, niczym lunatyk. Towarzyszy mu tajemnicza Maria Clara - kobieta, o której prawie nic nie wie, bo ta, zamiast opowiadać mu o sobie, przedstawia dziwne żywoty zapomnianych świętych i oprowadza po dziwnych miejscach, gdzie turyści nie docierają.

Dla mnie jednak główną bohaterką tej książki jest Wenecja: miasto piękne, ale i odrażające zarazem, gdzie ludzie zdolni są do wielkich czynów i na przestrzeni wieków tworzyli wspaniałą sztukę, ale też dopuszczają się obrzydliwych praktyk. Miasto to zdaje się Febregsa hipnotyzować, usypiać, sprawia, że on sam w końcu nie wie, dokąd i po co idzie oraz jak w ogóle się w Wenecji znalazł, a dnie coraz częściej spędza ćwicząc i oglądając bzdurne kasety wideo. 

"Wyspa niesłychana" nie jest nową powieścią, w Hiszpanii pierwszy raz wydano ją w 1989 i spotkałam się z opiniami, że to jedna ze słabszych książek Mendozy, z czym absolutnie nie mogę się zgodzić, bo powieść  absolutnie "słaba" nie jest. Co prawda, jak pisałam, nie jestem znawczynią, ale z dotychczas przeczytanych powieści, ta podobała mi się najbardziej. Przede wszystkim za klimat: oniryczny, nieco niezdrowy i przygnębiający. Jeśli macie ochotę się w nim zanurzyć - polecam!

E. Mendoza, Wyspa niesłychana, Znak Literanova, 2011, s. 315.