poniedziałek, 2 stycznia 2012

Jak znaleźć męża? (M. Samozwaniec - Tylko dla dziewcząt)

Jednym z moich postanowień noworocznych - a w tym roku zabrałam się za ich spisanie niezwykłe skrupulatnie, mam nadzieję, że równie skrupulatnie będę je realizować - jest plan, by czytać w sposób bardziej uporządkowany, zapoznać się w końcu z tymi książkami, które chcę przeczytać od dawna, a które dziwnym trafem nie wpadają mi w ręce, wreszcie: mam kilku takich pisarzy, których nazwiska są mi znane... i nic poza tym. Dlatego też podeszłam do sprawy metodycznie: spisałam sobie owe nazwiska, spisałam sobie tytuły... i zaczynam!

A zaczynam od Magdaleny Samozwaniec, której dwie książki w ubiegłym roku przeczytałam i które bardzo mi się podobały. Kolejny powód jest taki, że Ania zna twórczość satyryczki lepiej niż ja i bardzo mnie denerwuje, gdy powołuje się na nią w rozmowach. Ale do rzeczy :)

"Tylko dla dziewcząt" to zbiór opowiadań/felietonów wydanych w 1966 roku, w których Magdalena Samozwaniec porusza, jak sam tytuł wskazuje, kwestie dla dziewcząt najważniejsze. Czyli? Czyli złapanie męża, oczywiście! Ubawiłam się przy tym fantastycznie, bo chociaż dziewczęciem już, stety - niestety, nie jestem (ba! kiedyś uchodziłabym za starą pannę!), to łapanie męża jeszcze przede mną - chociaż jeden chętny, od lat ten sam, już jest :) 

"Ciocia" Samozwaniec radzi: uważaj na teściową! Nie bagatelizuj hipochondrii ukochanego! Sprawdź, czy przypadkiem gruchantowi nie pocą mu się ręce, bo przecież potem będzie cię tą ręką dotykał! I tak dalej. Nie byłaby jedna autorka satyryczką, gdyby nie pokazała, jak same panny do usidlenia kawalera się zabierają. A że przy tym wychodzą na jaw takie ich cechy jak chciwość, zazdrość, małostkowość - tym śmieszniej! Jednocześnie możemy prześledzić, jak do podbojów podchodzono kiedyś, a jak w czasach autorce współczesnych. Jedno jest pewne: o ileż to wszystko byłoby prostsze, gdyby nie "mamusie" i ich odwieczne "za moich czasów...".

Nie da się ukryć, że "Tylko dla dziewcząt" nieco się zestarzało, że zmieniły się realia, a i podejście do małżeństwa współczesnych panien na wydaniu mocno różni się od tego sprzed kilkudziesięciu lat. Nie zmienia faktu to jednak faktu, że książkę, przy lampce wina, dla odprężenia, czyta się świetnie, a przy okazji można sobie poczytać o czasach, w których "randkowały" nasze mamy. Pouczające doświadczenie, bo gdy kilka fragmentów przeczytałam mojej, ta wzruszyła ramionami i zapytała: "No i co cię tak dziwi?". 

M. Samozwaniec, Tylko dla dziewcząt, wyd. GLOB, 1990, s. 215.