wtorek, 6 grudnia 2011

Książka pod patronatem korriganów i Liczyrzepy* (Matka wszystkich lalek - Monika Szwaja)

Ależ ładną książkę skończyłam czytać w Mikołajki! Co prawda nie przyniósł mi jej Mikołaj, a listonosz, ale to nic. "Matka wszystkich lalek" udowadnia, że Monika Szwaja jest w świetnej pisarskiej formie i czyta się ją rewelacyjnie.

Jedna z głównych bohaterek, Claire - Klara, "kupiła" mnie od razu swoim zamiłowaniem do robótek ręcznych i tym, że sama wykonywała artystyczną biżuterię. Klara, wychowana na małej bretońskiej wyspie, niespodziewanie otrzymuje wiadomość, że ktoś bliski czeka na nią w Polsce, kraju jej rodziców. Dziewczyna nie ma dużo czasu, więc od razu decyduje się na podróż... i ta wyprawa zmienia całe jej życie.

Drugą historią, które toczy się równolegle, jest opowieść o losach Elżuni - Lizy. Jej dzieciństwo przypadło na okres II wojny światowej. Elżunia była śliczną blondynką z niebieskimi oczami, więc zabrano ją rodzicom i oddano do rodziny niemieckiej. Dziewczynka została wychowana na Niemkę, nienawidzącą wszystkiego, co polskiego. Jednak los lubi plątać ścieżki i sprawia, że Klara oraz Liza spotykają się w jednym domu, który wiele znaczy dla obu tych kobiet. 

Podobała mi się już poprzednia książką Moniki Szwai, Zupa z ryby fugu, jednak ta podoba mi się chyba jeszcze bardziej. Autorka pisze o czymś niezwykle istotnym: o poszukiwaniu własnej tożsamości i korzeni, jednak robi to w lekkim, gawędziarskim stylu - zresztą charakterystycznym dla siebie. Z jednej strony zdaję sobie sprawę, że chwilami jest może zbyt "lekko", że Klara aż za dobrze przyjmuje prawdę, którą zostaje niespodziewanie uraczona, a pojawienie się Lizy Kózki w domu w górach przyszło trochę za łatwo... ale to nic. Są to szczegóły które zupełnie nie zakłóciły mi odbioru tej powieści. 

Inne plusy "Matki wszystkich lalek"? Fantastyczna sceneria: najpierw wysepka gdzieś na Adriatyku, potem polskie góry. Fantastyczna historia Lizy, w którą bardzo zgrabnie została wpleciona Historia. Świetni bohaterowie drugoplanowi: bliźniacy Egon i Erwin, bliźniacy Minio i Kinia (ich mówienie wierszem - bomba!), pies Pajton (od Monty Pajtona), babcia - intrygantka... itd. 

Polecam książkę jako świąteczny prezent dla mamy, siostry, przyjaciółki - ja spędziłam nad nią kilka naprawdę miłych godzin!

* Gdyby ktoś nie do końca wiedział, o kogo chodzi w tytule: korrigany wyglądaj TAK, a Liczyrzepa TAK.

M. Szwaja, Matka wszystkich lalek, SOL, 2011, s. 350.

14 komentarzy:

  1. Zachęcające :) Ja tylko jedną pozycję tej autorki przeczytałam "Nie dla mięczaków", bo chyba moja mama za darmo dostała ją w empiku. Ale muszę powiedzieć, że bardzo miło czas w autokarze z nią spędziłam i 4-godzinna jazda szybko mi zleciała :)
    Będę musiała drugie podejście zrobić :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama chyba zrobię prezent z tej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przeczytać koniecznie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oludzie - "Nie dla mięczaków" nie znam, natomiast całkiem przyjemnie się czyta książki o "Mało używanych dziewicach" :)

    Taki jest świat - a ja sobie w tym roku nic na Mikołajki nie dałam :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię książki p. Moniki, jest styl, poczucie humoru - ta tez na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi też bardzo podobała się ,,Zupa..." muszę tą książkę przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekałam na recenzję tej książki, fajnie, że trafiłam na nią u Ciebie :)
    Jestem teraz przekonana, że chcę przeczytać 'Matkę wszystkich lalek' i 'Zupę...' oczywiście też. 'Lekka' lektura też jest od czasu do czasu potrzebna :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziewczyny - polecam :) Na jesienne smutki małe i duże - idealna :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ksiazka wpadala mi w oko juz wczesniej, ale nie moglalam sie zdecydowac. Po Twojej recezji sprawie ja sobie na pewno. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cherry Berry - ciesze się :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie czytałam książek Szwai i nie znam jej stylu, a tematycznie to chyba nie moje klimaty... Raczej sobie odpuszczę

    OdpowiedzUsuń
  12. No i proszę, cieszę się, że znalazłam kolejną pozytywną wzmiankę o tej książce, bo czeka na mnie w domu w Polsce i przeczytam ją za tydzień! A z książek Szwai polecam "Stateczną i postrzeloną".

    OdpowiedzUsuń
  13. Za Twoją radą dziewice "zaliczone" :) Do tego jeszcze przeczytałam "Jestem nudziarą". Muszę przyznać, że miło się nawet czytało. Ale jednak muszę odpocząć książek pani Szwai, bo boję się, że zaczną w jedno mi się zlewać ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. zaczytana2 (Magda)28 listopada 2012 10:04

    Bardzo lubię panią Monikę i mam jej prawie wszystkie książki a najbardziej cenie sobie Jej książkę "Dom na klifie" ale lubię też "Zapiski stanu poważnego" (może dlatego że była moją pierwszą książką tej autorki) oraz "Jestem nudziarą".

    OdpowiedzUsuń