sobota, 12 listopada 2011

Zamieszkaj w Casablance, po sąsiedzku z dżinnami (Dom Kalifa - Tahir Shah)i

"Cudownie zabawna" - tak napisała o "Domu Kalifa" Doris Lessing - i ma rację! Często zdarza mi się spisywać co lepsze/mądrzejsze/zabawniejsze fragmenty powieści - tutaj jednak miałabym problem, co wybrać, zabawnych momentów jest bowiem mnóstwo. Ale od początku.

Tahir Shah pochodzi z angielsko - afgańskiej rodziny, jest podróżnikiem, reżyserem, pisarzem. Kiedy rodzi mu się pierwsze dziecko, osiada w Anglii... i wpada w depresję. Nudzi go mieszczański styl życia, przeszkadza mu angielska pogoda, czuje, że marnuje życie. I wtedy... a co tam! Postanawia wszystko zmienić i przeprowadza się... a co tam! Do Casablanki, do podupadającego Domu Kalifa. I zaczyna się.

Tahir nie zna marokańskiej kultury. Jego przewodnikami zostają trzej dozorcy, których "nabył" wraz z z domem, oraz Kamal, jego asystent, typ mocno niepewny, za to świetnie znający się na wszelkiego rodzaju przekrętach, sztuczkach i półprawdach, bez których w Maroku ani rusz.

Jest prześmiesznie i strasznie jednocześnie. Tahir, aby przywrócić dom do dawnej świetności, zmaga się nie tylko z różnicami kulturowymi, ale i np. dżinnami, bez których zgody nie można nic zrobić, a w których obecność święcie wierzą dozorcy. To, czy jakieś przedsięwzięcie ma szansę na powodzenie, czy też nie, zależy od "baraka", czyli... dobrej energii, jaką dana rzecz lub osoba musi posiadać. Jak wyczuć "baraka"? Ot, tajemnica. To nie wszystko. Tahir zupełnie nie potrafi zrozumieć, że w Maroku nic nie odbywa się w sposób, do jakiego on jest przyzwyczajony. Już same zakupy to dla niego ogromne wyzwanie, gdyż np. owoców nie kupuje się na sztuki. Jeśli ma się ochotę na pomarańczę, to kupuje się ich od razu 20 kilo. Tak samo jest z mięsem. Marzy Ci się pieczony kurczak? Pokaż palcem który, a sprzedawca na miejscu ukręci mu głowę.

Między innymi o takich sprawach traktuje "Dom Kalifa". Autor równie skrupulatnie przedstawia prace, jakie zostały wykonane na jego posiadłości, dzięki czemu czytelnik może sporo dowiedzieć się o marokańskiej sztuce. Jest to również książka o tym, że nie należy bać się zmian, iść za głosem serca i realizować swoje marzenia. Banał? W tej książce absolutnie banałów nie ma! Gorąco polecam jej lekturę! 460 stron przeczytałam w dwa wieczory, z bananem na ustach, zachwycona dialogami, zachwycona Marokiem i Casablanką i, przede wszystkim, zachwycona książką! Polecam!

PS Na zdjęciu autor z rodziną.

T. Shah "Dom Kalifa", Wydawnictwo Literackie, 2011, s. 461.