czwartek, 27 października 2011

Wyszła z domu, nie wróciła (Rzeka zimna - Magdalena Kawka)

Oj, popłynęła autorka tej książki, popłynęła... Wątek zaginionej pisarki, wątek nieudanego małżeństwa, wątek trudnych relacji matka - córka i to razy dwa, wątek machlojek w małym miasteczku, wreszcie: wątek-o-którym-nie-mogę-napisać-żeby-nie-popsuć-niespodzianki. A to nie koniec! Tematyka "Rzeki zimna" jest przebogata, połączyć to wszystko w spójną całość - karkołomne. A jednak można! Najnowszą powieść Magdaleny Kawki czyta się rewelacyjnie, a mnogość sytuacji i bohaterów tylko tę lekturę uprzyjemnia, nie ma bowiem szans na to, żeby się znudzić.

Zawsze fascynowała mnie tematyka zaginięć. Jak to? Wyszedł z domu i nie wrócił? To co się z nim stało? Jak to zniknął? Tak bez dokumentów, ubrań na zmianę, z dnia na dzień, z godziny na godzinę? Z tymi pytaniami musi zmierzyć się Tamara, młoda kobieta mieszkająca w Paryżu, która otrzymuje wiadomość, że w Grzmotach, malutkiej mieścinie, zniknęła jej matka. Zostawiła wszystko: komórkę, dokumenty, głodnego kota. Co się z nią stało? Tamara próbuje rozwikłać tę zagadkę i szybko wpada na trop skandalicznego procederu, w który zamieszane są osoby, których nigdy by o to nie podejrzewała.

Motyw amatorskich śledztw pojawia się w literaturze dość często i ja osobiście bardzo go lubię. Może dlatego, że sama należę do osób raczej strachliwych i nigdy w życiu bym się takiego działania nie podjęła? Tamara jest wybitnie nieostrożna, lekceważy znaki ostrzegawcze, które dostaje i tylko cudem udaje jej się uniknąć tragedii.

Tamara zjawia się w Grzmotach, gdzie wszyscy wszystkich znają i gdzie atmosfera jest aż duszna od plotek i wzajemnych podejrzeń. Jednocześnie sporo czasu spędza w domu, gdzie szczelnie zamyka okna i zaciąga rolety, gdyż ktoś urządza sobie spacery pod jej oknem. A w okolicy podobno straszy duch myśliwego... Niesamowity klimat!

W pierwszej chwili myślałam, że "Rzeka zimna" to powieść kryminalna, mam jednak wrażenie, że wątków społeczno - obyczajowych jest w niej znacznie więcej, co akurat przemawia na korzyść. Autorka nie kreuje sielskiej atmosfery prowincji, lecz wprowadzając np. postać Agaty, sąsiadki Tamary, pokazuje zaściankowy sposób, w jaki myślą mieszkańcy Grzmot. Przerażające, tym bardziej, że poczciwa Agata w dobrej wierze ogromnie krzywdzi swoją córkę. A przecież nie jest złą osobą! Tam po prostu wszyscy myślą podobnie! A jeśli już przy bohaterach drugoplanowych jesteśmy, to dużym plusem jest to, że każdy z nich jest "jakiś", nie zlewają się oni w jedną szarą masę.

Jedyne, czego do końca nie rozumiem, to sam tytuł powieści. Okej, zakończenie (bardzo dobre zakończenie!)  w jakiś sposób go wyjaśnia, ale jakby... nie do końca. Biorąc pod uwagę całość, jest to jednak zupełnie nieistotny szczegół :)

M. Kawka, Rzeka Zimna, SOL, 2011, s. 316.