wtorek, 19 kwietnia 2011

Dramat rozpisany na dwa głosy (Anja Snellman - Dziewczynki ze świata maskotek)

Niesamowita książka. Ale słowo "niesamowita" w przypadku "Dziewczynek ze świata maskotek" ma nieco inne znaczenie niż to, w jakim używam go zazwyczaj. Nie zakochałam się w tej książce, nie zauroczyła mnie, nie stała się moją ulubioną lekturą. Więc dlaczego "niesamowita"? Bo dawno nie czytałam tak mocnej rzeczy, a jednocześnie tak oszczędnej, jeśli chodzi o język. Autorka zdaje się przedstawiać suche fakty, nie komentuje ich - a mimo to czytelnik coraz szerzej otwiera oczy.

Jasmine jest do bólu zwyczajną nastolatką. Zero znaków szczególnych: chodzi do szkoły, spotyka się przyjaciółkami, chodzi na treningi "czirliderek". Jej życie jest banalne, a wręcz nudne. Do czasu. Jasmine spotyka Lindę, z którą szybko się zaprzyjaźnia. Ta wydaje się jej prawdziwym rajskim ptakiem na tle szarego krajobrazu. Otwiera przed Lindą nowe życie, jak z teledysku na MTV, gdzie nie ma zasad, wszystko jest możliwe. Linda wydaje się Jasmine absolutnie fantastyczna, chociaż ich przyjaźń robi się coraz bardziej "hardkorowa". Przyjaciółki zaczynają pracować w Świecie Maskotek. Dla niewtajemniczonych jest to zwykły sklep ze zwierzętami. Dla wtajemniczonych: centrum erotycznego półświatka. I tak oto czytelnik ma możliwość wejścia w te rejony, gdzie zazwyczaj się nie zapuszcza... Trudno powiedzieć, co stałoby się z Jasmine, gdyby nie pożar przybytku rozpusty, kiedy to porwał ją dziwny osobnik, znawca obrzędów seksualnych, którego ja od razu sklasyfikowałam jego odrażającego pedofila... Jednak po latach uwięzienia Jasmine zaczyna jednak patrzeć na niego nieco inaczej.

Fragmenty poświęcone Jasmine przeplatają się z rozdziałami, w których mówi jej matka. Ta samotnie wychowuje córkę i jest tak ślepa na to, co się dzieje z jej dzieckiem, że aż irytująca. Matka Jasmine pracuje jako ginekolog. Ogląda kobiety w bardzo intymnych sytuacjach i na podstawie ich wagin śledzi historie poronień, aborcji, obrzezań... W te przemyślenia wkradają się myśli o zaginionej córce, co robi wstrząsające wrażenie.

Mam dobry kontakt z moją mamą i nie potrafię sobie wyobrazić, żeby nie zaniepokoiła się, kiedy przez tydzień nie pojawiłabym się w domu. Miałam wiele przyjaciółek jako nastolatka, niektóre miały na mnie większy wpływ, inne mniejszy, ale żadna nie byłaby w stanie namówić mnie na oddawanie się starszym panom lub na taniec na rurze. Dlatego przyznaję, że nie rozumiem. Nie rozumiem, jak Jasmine mogła stać się nastoletnią prostytutką, a jej matka nie zauważyła niczego podejrzanego. Jednocześnie kolejny raz przekonuję się o tym, że dobrze pielęgnować dobre relacje w rodzinie, chociaż, jak wiadomo, z tą najlepiej się wychodzi na zdjęciach.

Polecam "Dziewczynki ze Świata Maskotek". Jeśli miałabym je jakoś zaklasyfikować, to postawiałabym książkę na jednej półce z "My, dzieci z Dworca ZOO" i "Pamiętnikiem narkomanki". Bo to chyba ta sama bajka - tylko zdecydowanie bardziej współczesna.

A. Snellman, Dziewczynki ze świata maskotek, Świat Książki, Warszawa 2011, s.270.